Jan Olszewski o tym, że polskość to normalność

Wspominamy Jana Olszewskiego

numer 2251 - 11.02.2019Publicystyka

Przedstawiamy Państwu mało znane wypowiedzi byłego premiera RP śp. Jana Olszewskiego, który w wywiadach udzielonych prof. Andrzejowi Nowakowi i Justynie Błażejowskiej, opublikowanych w dwumiesięczniku „Arcana”, odsłania mechanizmy „kapitalizmu mafijnego” III RP i opowiada o duchowej sile Polaków.

Olszewski o patologiach III RP

Fragment wywiadu, którego Jan Olszewski udzielił redaktorowi naczelnemu „Arcanów” w 1995 r.:

Andrzej Nowak: Kończąc swoje urzędowanie, sformułował Pan Premier dramatyczne pytanie: czyja jest Polska? Czy dzisiaj [1995 r. – red.] mógłby Pan odpowiedzieć na to pytanie, odnosząc się do powszechnych wyobrażeń w tej kwestii? Mówi się, że najbardziej wpływową siłą w różnych układach jest nomenklatura postkomunistyczna. Z drugiej strony mówi się o Belwederze, o Lechu Wałęsie (tu jednak część obserwatorów poddaje realność tego ośrodka w wątpliwość, twierdząc, że w rzeczywistości sfery gospodarcze, jak i wojsko i policja są nadal zdominowane przez element czysto postkomunistyczny). Mówi się także o dwóch innych realnych ośrodkach władzy w Polsce – o UW i PSL. Jak Pan Premier ocenia te siły? Jak cały ten układ można zmienić?

Jan Olszewski: Wtedy, 4 czerwca, stawiając to pytanie, precyzowałem bardzo wyraźnie, że konserwowaniu ulega alternatywa, której jednym członem jest dawna nomenklatura peerelowska, grupa rządząca PRL‑em, „właściciele Polski Ludowej”, a z drugiej strony reszta społeczeństwa. Dzisiaj, z perspektywy tych trzech lat, które nas dzielą od tego momentu, tę alternatywę nieco bym zmodyfikował. Otóż po jej pierwszej stronie jest po prostu cała „elita okrągłego stołu”. To już jest nie tylko elita czysto nomenklaturowa, dawni „czerwoni”. To jest po części także już włączona w ten układ nowa nomenklatura. Interesy obu składników nomenklatury są wspólne, coraz bardziej – na tle procesu transformacji gospodarczej – się zazębiają poprzez wspólne „samouwłaszczanie” majątkiem państwowym. W tej chwili to bardzo wyraźnie widać. Pewne linie w polityce gospodarczej są zbieżne – i to coraz bardziej zbieżne – między przedstawicielami SLD, przedstawicielami UW, nomenklaturową grupą PSL, a także ludźmi z zaplecza prezydenta. I to jest jeden szeroki człon wspomnianej alternatywy. Drugi tworzy reszta polskiego społeczeństwa, która jest spychana w tej chwili na margines nie tylko polityczny, ale nawet społeczny i ekonomiczny. Gdyby to miało trwać i ukształtować sytuację w Polsce na następnych kilka lat, to po prostu grozi utrwaleniem się takiego układu społecznego, w którym z jednej strony będziemy mieli bardzo wyodrębnioną elitę 10, może 20 proc. społeczeństwa, uwłaszczoną do końca majątkiem państwowym – i resztę społeczeństwa – zbiedniałą, zepchniętą na margines, zdegradowaną nawet kulturowo i cywilizacyjnie. Politycznym odpowiednikiem takiego stanu społeczeństwa nie może być na dłuższą metę system demokratyczny. Oczywista, wtedy będzie konieczność zmodyfikowania go przez powrót do jakiejś formy rządu autorytarnego. Jak dalece to będzie formuła powrotu do dawnego PRL‑u? Nigdy przeżyte formy wrócić już nie mogą, bo były one związane z szerszym kontekstem, który już nie istnieje



zawartość zablokowana

Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się