​Największa inwestycja Wałbrzycha od 80 lat

numer 2307 - 18.04.2019

Ciągnąca się od bez mała ćwierć wieku sprawa budowy zachodniej obwodnicy Wałbrzycha zakończyła się sukcesem. 4 kwietnia 2019 r. nastąpiło uroczyste podpisanie umowy z wykonawcą prac budowlanych – firmą Budimex SA.

Miasto otrzymało dofinansowanie z Ministerstwa Rozwoju, które pokrywa 85 proc. wszystkich kosztów (296,8 mln zł). Budowa ma być zakończona w czerwcu 2021 r. – Napisałem trzy interpelacje, ale w pewnym momencie doszedłem do wniosku, że to nie wystarczy. Dlatego podjąłem wiele bezpośrednich rozmów z panią premier Beatą Szydło, obecnym premierem Mateuszem Morawieckim, który wtedy był wicepremierem i szefem Ministerstwa Rozwoju, ministrem infrastruktury Andrzejem Adamczykiem oraz ministrem inwestycji i rozwoju Jerzym Kwiecińskim. To były trudne rozmowy, jednak na kluczowym etapie osobistą decyzję w sprawie przyznania środków przez CUPT (Centrum Unijnych Projektów Transportowych) podjął ówczesny wicepremier Mateusz Morawiecki, za co jestem mu bardzo wdzięczny – mówi poseł Ireneusz Zyska, który zaangażował się w powstanie tej inwestycji.

Historia obwodnicy jest długa. Jej budowa planowa była już za czasów Edwarda Gierka. Pod koniec lat 80. marzenia o obwodnicy odżyły, pojawiła się koncepcja poprowadzenia jej pod Chełmcem w okolicach Białego Kamienia, która kilka lat temu powróciła jako drugi etap budowy obwodnicy Szczawna-Zdroju. Wygrała jednak wersja prowadząca od Piaskowej Góry pod Wzgórzem Gedymina przez osiedla na Starym Zdroju do wielkiego skrzyżowania planowanego na ul. Żeromskiego. I nawet przystąpiono do jej budowy pod koniec lat 90. W 1999 r. przestało jednak istnieć województwo wałbrzyskie i choć prace na obwodnicy w okolicach Piaskowej Góry kontynuowano, to robiono to w taki sposób, że wyciekły miliony publicznych pieniędzy. Później najwięcej pracy miała prokuratura. Koszt tej „zabawy” wyniósł 50 mln zł. Większość pieniędzy trafiła do dwóch firm – jedna budowała, a druga przez 12 lat dobrze sobie żyła z projektowania drogi. W historię tej budowy trudno dziś uwierzyć. Jedną z nich jest sprawa nieistniejącego wiaduktu, za który wystawiono fakturę opiewającą na 315 tys. zł, opisaną, jako „prace budowlano-montażowe wiaduktu drogowego”. W protokole odbioru urzędnicy napisali, że roboty wykonano bez zastrzeżeń, a ich jakość jest dobra. Tyle że w miejscu, w którym miał stanąć wiadukt, do dziś nic nie ma.

Inwestycją od roku 2004 zajmowała się Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad, która w 2006 r



zawartość zablokowana

Autor: Albert Łyjak


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama