Między transcendencją a immanencją

WYWIAD \ Z kulturoznawcą ks. prof. WITOLDEM KAWECKIM rozmawia ANNA KRAJKOWSKA

numer 2307 - 18.04.2019Kultura

Caravaggio się ukrywał i tworzył w napięciu lęku eschatologicznego. Tworzył też w poczuciu grzechu i skruchy oraz prośby o przebaczenie. To widoczne jest w jego obrazach bardzo mocno – mówi ks. Witold Kawecki, autor książki „Tajemnice Caravaggia”, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Jedność.

We wstępie do książki napisał Ksiądz, że Caravaggio fascynuje Księdza od ponad 30 lat. Czy to wystarczająco długo, by zbadać jego wszystkie tajemnice?

Sam nie wiem. Nad żadną inną książką się tak długo nie zastanawiałem, a napisałem ich już kilkadziesiąt. Ale te 30 lat to jest pewien początek, kiedy poznałem Caravaggia w Rzymie. Wtedy się z nim zaprzyjaźniłem, zacząłem chodzić po wystawach, studiować go, poznawać ludzi, którzy są specjalistami od Caravaggia. Później postanowiłem obejrzeć te obrazy, których nie ma na terenie Włoch, a są we Francji, w Hiszpanii, Niemczech, Austrii i USA. Caravaggio nie jest aż tak bardzo rozproszony, dlatego udało mi się zobaczyć prawie wszystkie jego obrazy na żywo. Trochę mi to zajęło. Przez te 30 lat miałem czas, aby nad nimi medytować. Caravaggio towarzyszył mi na różnych etapach życia nie tylko po to, by o nim uczyć, lecz także żeby się przed jego obrazami modlić.

Czym zatem Księdza tak urzekł Caravaggio?

Caravaggio zawsze nam się kojarzy z pewną prawdą. Większość malarzy idealizuje, przedstawia formy abstrakcyjne, rozjaśnione, pełne nieba – zwłaszcza w sztuce religijnej. Caravaggio maluje realistycznie do bólu. Maluje tak, jakie jest życie – świętość, grzech, cielesność człowieka. Mówi prawdę. To mnie właśnie urzekało i myślę, że też to przyciąga ludzi. On nie serwuje nam ulepszeń świata. Robi narrację człowieka grzesznego i świętego. Tych świętych ciągnie do nieba, a z nieba ściąga Pana Boga na ziemię.

Który obraz artysty jako pierwszy Księdza zachwycił?

To była „Madonna pielgrzymów” – obraz, który znajduje się w bazylice św. Augustyna w Rzymie, zresztą od czasu, kiedy Caravaggio go namalował i tam powiesił. Można wejść do tego kościoła i pomedytować przy tym obrazie. Płótno wzbudziło entuzjazm w XVI i XVII wieku. Ludzie dyskutowali o tym obrazie na ulicach. Nie tylko intelektualiści czy biskupi, lecz także lud Rzymu go podziwiał – ustawiano się w kolejkach, by zobaczyć to dzieło Caravaggia.

Dlaczego to płótno zrobiło na nich takie wrażenie?

Maryja jest pokazana jako zwiewna, piękna kobieta. To Madonna Loretańska. Ona stoi w drzwiach, trzymając na rękach przepięknego Jezuska. Jest ukazana jako brama. Przed Nimi klęczy dwoje pielgrzymów. Ten obraz zamówiony był do kaplicy na grób Cavalettich. Caravaggio przedstawił Cavalettich jako wieśniaków, pielgrzymów ze spuchniętymi piętami, a oni byli hrabiami. W obliczu śmierci wszyscy są równi – mówi Caravaggio. Ci pielgrzymi są wpatrzeni w Jezusa, są szczęśliwi, że po wędrówce życia spotykają się z Jezusem. Życie jest ukazane jako pielgrzymowanie – pełne znużenia, ale też pełne radości. Caravaggio cudownie ujął tę scenę. Jego obrazy to żywe materiały do filmów hollywoodzkich. Nawet Martin Scorsese stwierdził, że gdyby Caravaggio dziś żył, byłby znakomitym reżyserem.

Wystarczy spojrzeć chociażby na obraz „Niewierny Tomasz” umieszczony na okładce księdza książki



zawartość zablokowana

Autor: Anna Krajkowska


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się