Bój idzie łeb w łeb – potrzebna maksymalna mobilizacja

​WYBORY EUROPEJSKIE \ Ostatnia prosta

numer 2325 - 13.05.2019Publicystyka

Wybory europejskie są już na ostatniej prostej. Finisz potrwa najbliższe dwa tygodnie. Głosowanie w ostatnią niedzielę maja zamknie cztery już dekady bezpośrednich wyborów do Parlamentu Europejskiego.

Wcześniej ten jeden z trzech głównych organów UE składał się z przedstawicieli delegowanych przez poszczególne parlamenty narodowe. Jednak jeszcze nigdy „widmo eurorealizmu i eurosceptycyzmu” – trawestując Karola Marksa – nie krążyło tak bardzo nad Starym Kontynentem jak teraz. „Vox populi – vox Dei”?

Wybory do PE: PiS narzuca narrację…

Prawo i Sprawiedliwość w tej kampanii konsekwentnie narzucało narrację, spychając lewico-liberalnych oponentów do narożnika. To my dyktowaliśmy tempo, pierwsi zwołaliśmy ogólnopolską konwencję wyborczą, przedstawiliśmy 12-punktowy „Program europejski”, wyprzedziliśmy Koalicję Europejską, jeśli chodzi o zebranie odpowiedniej liczby podpisów, wprowadziliśmy piątkę Kaczyńskiego, która stała się dla opozycji – chcąc nie chcąc – punktem odniesienia.

Platforma Obywatelska i partie wokół niej skupione głównie reagowały na nasze posunięcia, ustosunkowywały się do naszych propozycji, odnosiły się do tego, co my mówimy o Polsce i Unii Europejskiej. To dawało i daje pewną przewagę psychologiczną i pogłębia wzrastającą niewiarę po drugiej stronie sceny politycznej w zwycięstwo zlepka partii niepołączonych żadnym wspólnym programem, sklejonych za to tym samym lepiszczem: nienawiścią do PiS. Oczywiście z tamtej strony roi się przy tym od „double standards” – podwójnych standardów. Zresztą jak zawsze. Gdy przedstawiliśmy piątkę Kaczyńskiego, skądinąd dwa dni przed oficjalnym ogłoszeniem daty wyborów przez prezydenta RP, doktora Andrzeja Dudę, zarzucono nam, że zajmujemy się… sprawami niezwiązanymi z polityką europejską. Tymczasem sama Koalicja Europejska w szczycie kampanii, w ostatnich dniach zajęła się… służbą zdrowia. Tym razem nie było problemem, że to wątek całkowicie wewnętrzny.

Pomoc dla obozu władzy przyszła z… Brukseli

Wrzucenie wątku przystąpienia Polski do strefy euro przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego było, rzecz jasna, reakcją na wypowiedzi i działania polityków tworzących Koalicję Europejską. Jednakże wybranie przez nas akurat tego momentu na ogłoszenie debaty na ten temat było wytyczeniem i czasu, i płaszczyzny konfrontacji dla nas ze wszech miar korzystnych. Była to – mówiąc językiem piłkarskim – pułapka offsajdowa, czyli złapanie przeciwnika na spalonym.

W tej sprawie niespodziewanie w sukurs obozowi władzy w Polsce przyszła, uwaga, Komisja Europejska (sic!). Otóż KE w Brukseli ogłosiła właśnie prognozę wzrostu PKB dla krajów członkowskich Unii Europejskiej. Wynika z niego, że strefa euro ma się rozwijać w tempie 1,2 proc. PKB, ale Polska w tym samym czasie ma zanotować wzrost… trzy i pół razy większy! Porównanie naszego 4,2 proc. i ich 1,2 proc. jest rzeczywiście spektakularne i raczej, delikatnie mówiąc, opozycji nie pomoże. Mam zresztą wrażenie, że totalsi, gdy ogłaszane są kolejne polskie sukcesy gospodarcze, znakomite ratingi i prognozy, mają coraz smutniejsze miny. Czyżby niewątpliwe sukcesy naszej Ojczyzny nie były im w smak?

Gospodarczy analfabetyzm i liberalny populizm

Ostatnio występowałem w PR24 z przedstawicielem Nowoczesnej



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się





















-->