Najboleśniejszy temat

Felieton \ Pedofilia – w Kościele i poza nim

numer 2326 - 14.05.2019Publicystyka

Powiedzenie, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, nie zawsze się sprawdza, czasem zaś jest to proces zbyt bolesny i tak rozłożony w czasie, że trudno mówić o jakimkolwiek dobru, co najwyżej niewielkiej rekompensacie za krzywdy z przeszłości.

Tak dzieje się w przypadku pedofilii. I tej w Kościele, o której mówią dziś wszyscy, i tej poza Kościołem, która nie jest tematem już tak elektryzującym. Istnienie pedofilii poza Kościołem nie jest jednak żadnym usprawiedliwieniem przypadków z udziałem księży. Z pewnością natomiast media nierówno dystrybuują zainteresowanie tematem.

Za mocnymi deklaracjami nie poszły mocne działania

Równocześnie jednak argument, że pedofilia zdarza się nie tylko w Kościele, służy rozmywaniu tematu, który dla wiernych i samego Kościoła powinien przecież doczekać się w końcu stanowczego rozwiązania. Dotychczasowa praktyka, przynajmniej w zakresie, w jakim wiedza o niej przedostaje się do opinii publicznej, to raczej odsuwanie od siebie problemu. Przenoszenie winnych z miejsca na miejsce, brak realnych mechanizmów radzenia sobie z problemem, karania i usuwania duchownych krzywdzących bezpośrednio dzieci, a pośrednio całą wspólnotę wiernych. Zdaje się, że za mocnymi nieraz deklaracjami nie idzie odpowiednio mocne działanie, wątpliwości zaś pojawiających się również ze strony osób, których nie sposób podejrzewać o wrogie wobec Kościoła intencje, nie brakowało. To skutkowało zaś oddaniu pola jawnym przeciwnikom Kościoła, którzy po uzyskaniu mocnych – przynajmniej od strony efektu medialnego czy psychologicznego – podstaw do ataku, osiągnęli w dużym stopniu swoje cele. Kościół katolicki w wielu miejscach stracił rząd dusz i niestety stało się to poniekąd na jego własne życzenie. W trwających dziś dyskusjach najczęściej za przykład służy Irlandia, kraj, który przeszedł potężną społeczną zmianę, z punktu widzenia wierności klasycznej chrześcijańskiej moralności, zmianę na gorsze, wszystko zaś zaczęło się od potężnych skandali pedofilskich i uciekania od tematu.

Nie było lustracji,

nie ma mechanizmu samooczyszczania Kościoła

W Polsce ta kwestia ma dodatkowy wymiar, o którym wspominają prawicowe media, a którego z oczywistych przyczyn nie podejmują na ogół czołowi tropiciele kościelnej, i tylko kościelnej, pedofilii. To uwikłanie lustracyjne, współpraca z bezpieką, szantaże – lecz i ochronny parasol, i wsparcie w karierze w zamian za korzyści, jakich możemy się na ogół tylko domyślać. Kościół w Polsce kwestii lustracji wystarczająco nie przerobił. Tym bardziej szkoda, że na sprawie, mimo wszystko budzącej mniejsze społecznie emocje, można było wypracować sposób działania, który dziś (a raczej wtedy, gdy tylko przyszła na to pora) można byłoby wykorzystać do tego, by rozbroić tę tykającą bombę. Tymczasem stało się inaczej, a na boczny tor trafiali częściej księża niepokorni i będący wyrzutem sumienia dla hierarchów (jak ks. Stanisław Małkowski, wobec którego do dziś obowiązują zakazy wydane w stanie wojennym, czy Tadeusz Isakowicz-Zaleski, któremu wielokrotnie utrudniano prowadzenie działalności charytatywnej i duszpasterskiej) niż współpracownicy komunistycznej bezpieki. Tymczasem brak rozliczenia agentury w Kościele zemścił się w dwójnasób, nie tylko skutkując kryzysem zaufania do przynajmniej części hierarchów, lecz także – jak widzimy dziś wyraźnie – poprzez trwanie w Kościele osób odpowiedzialnych za bardzo poważne obyczajowe nadużycia, przestępstwa, których ludzie i przede wszystkim ofiary wybaczyć nie potrafią



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Karnkowski


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się





















-->