O złodziejach ziemniaków, świń i innych rzeczy

HISTORIA \ Zapisane w sądowych księgach

numer 2334 - 23.05.2019Publicystyka

Narzekając dziś na poziom życia, zapewne nie zastanawiamy się, jak rzeczywiście biednie żyło wielu naszych przodków. I to w nieodległych czasach, bo jeszcze przed wojną. Niemała część ówczesnego społeczeństwa miała problem, by wykarmić siebie i rodziny.

W efekcie dochodziło do kradzieży, które dziś trudno sobie nawet wyobrazić, często do dramatów. Oto przykłady z polskiej prowincji.

Nierogacizna kusi najbardziej

W drugiej połowie marca 1934 r. w nocy w Przytocznicy pod Ostrzeszowem skradziono dwie świnie z zagrody rolnika Antoniego Leńskiego. Złodzieje zabili je w polu, a następnie mięso ukryli w stogu siana w pobliżu majątku w Doruchowie. Tam mięso znaleziono. Policjanci postanowili urządzić zasadzkę i poczekać, aż złodzieje po nie przyjdą. Faktycznie po kilku godzinach pojawił się mężczyzna z workiem na plecach. Był to robotnik z Doruchowa Michał Sieradzki. Wystraszony widokiem policjantów, którzy wyskoczyli w jego stronę, tłumaczył, że nic nie wie o mięsie. Przyszedł z workiem, ponieważ obok stogu miał zakopcowane ziemniaki i chciał część z nich zabrać do domu.

Do innego włamania doszło w nocy z 25 na 26 lutego 1938 r. Poszkodowanym był rolnik John z Waszkowa pod Poniecem. Nieznani sprawcy wyprowadzili z jego chlewu ważącą trzy cetnary (czyli 150 kg) świnię. Co więcej, zabrali też stamtąd nóż oraz siekierę, za pomocą których w pobliżu wsi świnię zabili, a potem uciekli z mięsem w niewiadomym kierunku. Jak po tym wydarzeniu poinformowali policjanci, „policja wszczęła natychmiast energiczne śledztwo i jest już na tropie sprawców kradzieży”.

Cenne było wszystko

Na dużą skalę działał gang, który kradł drób, nierogaciznę i trzodę w powiecie rawickim. Rabusie niepokoili mieszkańców od połowy 1936 r. I długo byli nieuchwytni. Dopuścili się kradzieży drobiu u: Ludwika Gandeckiego w Sowach, Jadwigi Polak w Pakosławiu, Gustawa Bloemela w Pakosławiu, Andrzeja Wawrzyniaka w Osieku. Kradzieży zboża u Roberta Krience, Gotlieba Grosa i Bronisławy Koniecznej w Góreczkach Wielkich, u nauczyciela Paprockiego w Grąbkowie, proboszcza Edwarda Spychalskiego w Sarnowie, Ignacego Pieprzyka w Zielonej Wsi. Pod koniec grudnia 1936 r. ukradli nasiona koniczyny, żyta i pszenicy u rolnika Karola Bretlewa w Góreczkach Wielkich. W nocy z 24 na 25 marca 1937 r. zakradli się do zabudowań księdza Juliana Wiśniewskiego, proboszcza w Dubinie, i skradli na jego szkodę trzy cetnary pszenicy (ok. 150 kg) oraz osiem cetnarów żyta (ok. 400 kg). W końcu również pod koniec marca 1937 r. po – jak napisano w ówczesnej gazecie – „mozolnych dochodzeniach udało się szajkę wytropić”. Przestępców był pięciu: Stanisław Krawczyk, Franciszek Teodorczyk z Sów, Bronisław Kapała, Antoni Eliasz z Góreczek Wielkich oraz Jan Chmielewski z Domaradzic. Sąd grodzki z Jutrosina, przed którego oblicze trafili, zadecydował, że wszyscy osadzeni zostali w więzieniu w Rawiczu. Udowodniono im w sumie jedenaście włamań na terenie powiatu rawickiego. Podejrzewano, że kradli również w powiatach gostyńskim oraz krotoszyńskim.

Przed wojną kradziono wszystko. Oto kolejny przykład. W nocy z 21 na 22 sierpnia 1928 r. dokonano serii włamań w Bukówcu Górnym w gminie Włoszakowice. Gospodarzowi Franciszkowi Apolinarskiemu ukradziono pięć pierzyn



zawartość zablokowana

Autor: Damian Szymczak


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się