fot. Didier BAUWERAERTS/European Parliament/d

Pozostać wiarygodną alternatywą dla centrum

WYWIAD \ Z minister ANNĄ FOTYGĄ rozmawia MACIEJ KOŻUSZEK

numer 2334 - 23.05.2019Świat

Uważam, że nadal należy się trzymać strategii, którą zawsze powinniśmy realizować w takich wielostronnych ciałach, a którą ja nazywam zmienną architekturą sojuszy. Trzeba koncentrować się na sprawach do załatwienia i rozpoznawać, jakich w danym przypadku mamy sojuszników – mówi w rozmowie z „Codzienną” była minister spraw zagranicznych i kandydatka w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Zacznijmy od spraw lokalnych. W przeszłości była Pani wiceprezydentem Gdańska, obserwuje Pani życie polityczne na Pomorzu i uczestniczy w nim. Jak odebrała Pani słowa wiceprezydenta Piotra Grzelaka, który podczas przemówienia na Westerplatte wśród przyczyn II wojny światowej wymienił „złe słowo Polaka przeciwko innemu narodowi”. Czy takie wypowiedzi łączą w się w jakiś sposób z polityką historyczną, którą od dłuższego czasu prowadzi miasto Gdańsk?

Nie mam wątpliwości, że takie rozmywanie odpowiedzialności wpisuje się w niemiecką politykę historyczną. Nawet w obecnej kampanii, która toczy się przeciwko Polsce, stałym elementem jest zarzucanie Polsce współodpowiedzialności za Holocaust. Ale drugim stałym elementem jest to, że choć swobodnie mówi się o Polakach, to potem już nie wymienia się Niemców, lecz mówi się o nazistach.

Ja takie nurty w Gdańsku widziałam już bardzo dawno, gdy byłam jeszcze wiceprezydentem z ramienia PiS i funkcjonowała jeszcze koalicja PO-PiS. Kiedy w tamtym czasie przed tym ostrzegałam, to zwykle mnie wyśmiewano. Teraz widzimy po tej kabotyńskiej wypowiedzi wiceprezydenta Grzelaka, do jakich rozmiarów to urosło. Trzeba podkreślić, że to nie jest jakaś pomyłka, jednorazowy lapsus. To jest część świadomie prowadzonej narracji, która ma rozmywać winę, która ma kompletnie zaciemnić obraz tego, kto był ofiarą, a kto był katem. O tym, że nie był to przypadek, świadczy też sytuacja z początku maja. W Dniu Flagi odwiedziłam kilka miejscowości na Pomorzu, rozdając biało-czerwone barwy. Tymczasem w Gdańsku, w dniu polskiego święta, wywieszono wyłącznie flagi unijne.

Od Salviniego, przez Marine Le Pen, po Partię Brexit Nigela Farage’a – wygląda na to, że w nowym parlamencie więcej do powiedzenia będą miały partie eurosceptyczne. Jak to może wpłynąć na działanie tej instytucji?

Ja na pewno widzę jeden pozytywny proces. Politycy mainstreamowi, czując na plecach gorący oddech partii pozasystemowych, powoli zaczynają rozumieć, że muszą zmienić swoje postępowanie. Muszę powiedzieć, że to właśnie ten proces budzi moją większą nadzieję. Jeżeli zaś chodzi o sam fakt wejścia do parlamentu partii skrajnej prawicy, to oczywiste jest, że w wielu kluczowych sprawach mają zupełnie inne poglądy niż my. I nie chodzi tylko o stosunek do Rosji, chociaż z mojego punktu widzenia jest to sprawa absolutnie pierwszorzędna. Istotne są takie dziedziny, w których te partie zajmują pozycje w praktyce federalistyczne. Być może wynika to z ich braku doświadczenia w sprawach europejskich. My w Polsce mamy tendencję do postrzegania owych partii głównie przez pryzmat tych największych spraw, takich jak np. problem migracji. Tymczasem trzeba się uważnie przyglądać wszystkim aspektom ich polityki. Np. Nigel Farage, który w pewnym momencie w Polsce był idolem prawicy, jednocześnie bardzo negatywnie wypowiadał się w PE na temat państw Europy Środkowo-Wschodniej.

Czyli dla PiS w przyszłym PE widzi Pani raczej strategię polegającą na szukaniu sojuszników w konkretnych sprawach, a nie współtworzenie jakiejś osobnej, eurosceptycznej czy populistycznej koalicji czy frakcji?

Jak najbardziej



zawartość zablokowana

Autor: Maciej Kożuszek


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się