Kaczyński Superstar

ANALIZA \ Tajemnica sukcesu – prezes PiS stworzył program, który połączył niepodległość z aspiracjami zwykłych Polaków, udowodnił, że o coś mu chodzi i że zmienia Polskę

numer 2346 - 06.06.2019Publicystyka

Dlaczego każda koncepcja odmłodzenia przywództwa obozu niepodległościowego w III RP kończyła się porażką? Bo nigdy nie oznaczała intensywniejszego realizowania programu Jarosława Kaczyńskiego, a zawsze koniunkturalne odchodzenie od niego. Dlaczego? Bo wprowadzanie go w życie to krew, pot i łzy. On jest trudny do zrealizowania, a łatwy do opisania: Polska niebędąca pod butem Rosji ani Niemiec, zdekomunizowana, awansująca zwykłych Polaków, a nie oligarchię, świadoma swojej historii oraz tożsamości. Koniec, kropka, wszystko inne to nudziarstwo i PR.

Każdy taki atak „młodości” zaczynał się od nieświadomej demonstracji, że żaden z aspirujących do roli lidera nie udźwignie tego, co od lat dźwiga Jarosław Kaczyński. Że pod wpływem kolejnej medialnej fali wyrzuci ze swojego programu któryś z jego fundamentów jako zbędny balast, nieprzynoszący w danej chwili popularności.

Większe dobro

Jarosław Kaczyński powiedział wiele lat temu, po licznych porażkach, z charakterystycznym dla siebie sarkazmem, że prawda nie zawsze wygrywa w polityce, ale mimo wszystko ma w niej pewne znaczenie. To znaczenie nieporównywalnie wzrosło w erze internetu i mediów społecznościowych, pozwalających dużo łatwiej demaskować nieprawdę.

Najbardziej irytujące były dla mnie w minionej kampanii na spotkaniach polityków Konfederacji z wyborcami dyskusje na temat tego, czy nie trzeba popierać PiS jako mniejszego zła. Dla każdego śledzącego przez cały okres III RP prawą stronę sceny politycznej i licznych pożal się Boże aspirujących do roli jej liderów (co gorsza – bywało, że skutecznie) jasne jest, że Kaczyński to większe dobro, wartość dodana, która polega właśnie na niezmienności owego programu, na niedopuszczeniu do zwichrowania go przez medialne zawieruchy, w czasie gdy inne tematy stają się bardziej „trendy”.

To było zawsze jasne w środowisku „Gazety Polskiej” i jej klubów, ale wystarczy wychylić głowę poza nie, by zauważyć, że wśród zarówno autorów, jak i czytelników konkurencyjnych tygodników już tak oczywiste nie jest. Inne idee, w tym liczne światopoglądowe błyskotki, przeważają nad świadomością najważniejszych celów.

Kaczyński kontra Tusk 2019

Miniona kampania miała być w oczach spin doktorów opozycji także starciem Kaczyńskiego z Donaldem Tuskiem. I to był bardzo ciekawy jej moment. Porównanie przeszłych sukcesów Tuska i obecnych wiktorii Kaczyńskiego jest dość przejrzyste.

Tusk odnosił sukcesy, mając monopol w telewizji, który znaczył nieporównywalnie więcej niż dziś. Wspierały go TVP, TVN i Polsat, czyli ponad 90 proc. widzów nie miało kontaktu z mediami reprezentującymi inną linię. Miał za sobą aparat państwowy pełen wielopokoleniowych powiązań sięgających jeszcze PRL, żywiołowo nienawidzący jego przeciwnika. Wykorzystywał te warunki, do pewnego momentu, bardzo dobrze.

Jego największymi zaletami były umiejętność przemawiania i ripostowania, luz, roztaczanie wśród zwolenników specyficznego uroku. Analiza owego języka Donalda Tuska wydaje się tematem ciekawym. Tusk otarł się we wczesnej młodości o środowisko kibicowskie, chuligańskich zawadiaków. A później jego Kongres Liberalno-Demokratyczny był powiązany z układami przestępczo-biznesowymi, w których owo zawadiactwo zdecydowanie straciło na uroku, stało się slangiem uprzywilejowanych. Nałożyła się na to lektura niemieckich ideologów Unii Europejskiej, promowanych przez wydawany przez środowisko Tuska „Przegląd Polityczny”. Tusk, dysponując tym arsenałem, uzyskał w czasie rządów PO i PSL status polityka numer jeden w Polsce.

Jarosław Kaczyński nigdy nie miał tak cieplarnianych warunków. Ale wystarczyła mu szczelina, by ją wykorzystać. Wygrał z Tuskiem mającym ów medialny monopol po ośmiu latach, po dziesiątkach prób odebrania mu przywództwa w opozycji i rozbicia jej. Notabene niedługo po ukazaniu się książki zatytułowanej „Koniec PiS‑u”, wydanej przez jego dawnego współpracownika, który przeszedł na drugą stronę barykady.

Teraz, po czterech latach rządów, wygrywa w czasie, gdy żadnego medialnego monopolu nie ma. PiS wspiera TVP, a zwalcza TVN i Polsat. Za co atakują go dziko całe elity z postkomunistycznym rodowodem, przebrane w kostiumy autorytetów, sędziów, ludzi kultury, mediów itp.

W latach 90. zarzucano Jarosławowi Kaczyńskiemu, że mówi zbyt akademickim językiem o sprawach dla ludzi abstrakcyjnych. Kaczyński wyciągnął wnioski. Stworzył program, który połączył niepodległość z aspiracjami zwykłych Polaków. To jest droga podobna do uświadomienia sobie przez Piłsudskiego przyczyn własnej słabości. W publikacji „Jak stałem się socjalistą” z 1903 r. pisał, że nazwał się socjalistą w wyniku poczucia beznadziei, jaka panowała w Polsce po klęsce powstania styczniowego i fali represji: „Bezsilna wściekłość dusiła mię nieraz, a wstyd, że w niczym zaszkodzić wrogowi nie mogę, że muszę znosić w milczeniu deptanie mej godności i słuchać kłamliwych i pogardliwych słów o Polsce […]. Uczucie przygnębienia, uczucie niewolnika, którego w każdej chwili jak robaka zgnieść mogą”. O tym, że połączenie postulatu niepodległości i walki o prawa robotników może przynieść sukces, przekonywał się wraz z wiekiem: „Dziecinne marzenia i rojenia zespalają się z moim młodzieńczym światopoglądem. Socjalista w Polsce dążyć musi do niepodległości kraju, a niepodległość jest znamiennym warunkiem zwycięstwa socjalizmu w Polsce”.

Kaczyński potrafił się rozwijać, udowodnił, że o coś mu chodzi i że zmienia Polskę. Tymczasem przyjazd Tuska w czasie kampanii dowiódł, że zajmując wysokie stanowisko w UE, nie rozwinął się on, nie poszerzył horyzontów, nie zyskał nowych atutów. Wystawienie w roli Palikota (tyle że bluzgającego z kartki) Jażdżewskiego pokazało, że nie można się po Tusku spodziewać niczego poza argumentami, które przegrały w 2015 r



zawartość zablokowana

Autor: Piotr Lisiewicz


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się