Zaczarowany dom

#SakiewiczOpowiadaBajki

numer 2348 - 08.06.2019

Zbliżały się wakacje. Jaś i Zosia już szykowali się do wyjazdu. Tym razem rodzice nie zabierali ich ani nad morze, ani w góry. Mieli jechać do starego domu, który mama odziedziczyła po swoich rodzicach. Dom był niedaleko od miasta, ale otaczał go las. Rzadko w jego okolicy pojawiali się ludzie, stał tam od ponad stu lat i czekał na nowych lokatorów. Dzieci miały pojechać do niego po raz pierwszy.

– Mamo, a czy tam nie będzie nudno? – dopytywał się Jaś.

– Zobaczysz, że nie będzie – odpowiadała mama.

– A czy to prawda, że tam nie ma nawet telewizora? – spytała Zosia.

– Można chyba żyć przez wakacje bez telewizji – tłumaczyła mama.

Dzieci, niezbyt zadowolone, pakowały swoje rzeczy. Jaś wrzucał do walizki różne gry, które miały pomóc zabić nudę. Kiedy chciał schować duże pudło z szachami, mama zapewniła go, że w tamtym domu są szachy. Widząc, że dzieci są niezbyt zadowolone z wyjazdu, zaczęła je pocieszać i obiecywać im, że to będą najfajniejsze wakacje w życiu.

Ani chłopiec, ani dziewczynka w to nie wierzyli. Ale co mieli zrobić, rodzice już zdecydowali.

Pod koniec czerwca, zaraz po rozdaniu szkolnych świadectw, pojechali do starego domu. Samochód ledwo poradził sobie na wąskiej leśnej drodze. Przebijał się przez chaszcze, które wyrastały po obydwu stronach ścieżki. Wreszcie dojechali. Dom rzeczywiście wyglądał na stary. Zbudowano go z szaro-białego kamienia, dzięki czemu robił bardziej wrażenie małego zamku niż zwykłego domu. Bardzo ciężkie drzwi i stare grube ramy okien jeszcze powiększały to wrażenie. Dzieci nieśmiało weszły do środka. Wszędzie było mnóstwo starych drewnianych mebli. W salonie stał ogromny fortepian, a na samym środku mały stoliczek, na którym ktoś rozłożył wielkie szachy. Ustawione były tak, jakby za chwilę miała się zacząć gra.

Mama pokazała dzieciom ich pokój. Każde miało wielkie drewniane łóżko z siennikami.

Jaś i Zosia wiedzieli już, że wielkiej rozrywki tu nie znajdą. Mogą najwyżej ganiać się po pustym domu, a nawet bawić w chowanego. Było tu tyle pokoi, wliczając w to piwnicę i strych, że schować się było naprawdę łatwo. Ale ile można bawić się w chowanego?

Mama poszła do pobliskiego lasu, by nazbierać jagód na kolację. Poradziła dzieciom, żeby pograły w szachy. Rzeczywiście wiele więcej do roboty nie było.

Zosia grzecznie usiadła po stronie czarnych. Jaś podszedł do stołu i jeszcze rozpaczliwie rozglądał się, czy nie znajdzie czegoś ciekawszego do zabawy. Długo nie zaczynał gry i nie był pewny, czy ma na to ochotę. Wtem usłyszał dziwny głos:

– Może byś wreszcie zaczął? Już mi wszystko zdrętwiało od tego stania.

Jaś najpierw spojrzał na Zosię, ale ta z przerażenia schowała się pod stołem. Szukał tego, kto do niego mówi, i ze zdumieniem zobaczył, że z szachownicy gada do niego biały król.

– Zosiu, zobacz, jaka dziwna zabawka. Gadające szachy.

Dziewczynka wynurzyła się spod stołu.

– No wreszcie – odezwała się do niej czarna królowa. – Nie ma czego się bać. To przecież zwykłe szachy.

I Jaś, i Zosia wiedzieli jednak, że szachy takie zwykłe nie są



zawartość zablokowana

Autor: Tomasz Sakiewicz


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się