Mój przyjaciel robot

​#SakiewiczOpowiadaBajki

numer 2395 - 03.08.2019

Robot Bartek był najlepszym przyjacielem domu. Sprzątał, gotował, prał, a nawet czytał dziecku bajki na dobranoc. Zrobiono go z białego plastiku, ale na głowie, piersiach i nogach świeciło się wiele kolorowych lampek. Kiedy zajmował się praniem, wszystkie świeciły na niebiesko. W czasie gotowania były czerwone. Jak tylko brał się do sprzątania, robiły się pomarańczowe. Wieczorem przybierał granatowe odcienie, spod których czasem przebijały się małe gwiazdki. Bartek nigdy nie odpoczywał, ale czasem musiał się doładować. Raz dziennie podjeżdżał do kontaktu i czerpał przez godzinę prąd. Potem jakby ucieszony z tego, że jest naładowany, świecił mocniej i czasem nawet zakręcił się wkoło tak szybko, że człowiek tak by nie potrafił. Piotruś i jego rodzice nie wyobrażali sobie prowadzenia domu bez Bartka. Wszystko było wysprzątane, obiad na czas ugotowany, a wyprane rzeczy wyglądały jak nowe. Bartek potrafił też zanucić różne melodie, a każdy tekst po przeczytaniu zapamiętywał na zawsze. Jak tu takiego nie lubić?

Przez całe lata pracował niemal bez przerwy i odpoczynku. Któregoś pięknego dnia coś zaczęło się zmieniać. Mama Piotra wróciła z pracy i zobaczyła, że obiad jest jeszcze niegotowy. Zaczęła szukać Bartka. Okazało się, że po raz pierwszy musi się doładować w trakcie dnia. Bartek zawsze ładował się w nocy i to mu zupełnie wystarczało, ale tym razem prądu zabrakło. Następnego dnia znowu musiał doładować się nie tylko w nocy, lecz także w dzień. Rodziców Piotrusia trochę to zmartwiło, ale na razie nic z tym nie robili.

Po kilku tygodniach robot ładował się już trzy razy dziennie. Po dwóch miesiącach cztery razy dziennie. Wreszcie po kolejnych miesiącach ładował się co chwilę. Odchodził od kontaktu, by zacząć pranie, ale niedługo potem zaraz je zostawiał, bo musiał wracać po prąd. To samo było z gotowaniem. Zanim się naładował, jedzenie się kompletnie przypaliło. Robot coraz słabiej świecił. Nie dość, że brakowało mu prądu, to jeszcze niektóre światełka po prostu nie działały. Jedna ręka zaczęła się zacinać i nie mógł jej już tak wysoko podnosić.

Rodzice Piotrusia wiedzieli, co się dzieje. Robot ze starości po prostu się popsuł. Można było jeszcze wymienić mu baterie, ale tyle pozostałych części do wymiany to już było za drogo. Postanowili kupić nowego robota.

Bartek 2 był cały czerwony. Zamiast dwóch rąk miał cztery. Dzięki temu mógł zrobić więcej. Bateria starczała mu na cały tydzień, a nie na jeden dzień jak poprzednikowi.

Pozostał problem, co zrobić ze starym Bartkiem



zawartość zablokowana

Autor: Tomasz Sakiewicz


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się