Waszyngton coraz ważniejszy nad Dnieprem

​UKRAINA \ Amerykanie stawiają na nowe władze w Kijowie

numer 2396 - 05.08.2019Publicystyka

Rajmund Jarosz, właściciel uzdrowisk Truskawiec i Horyniec na Kresach Południowo-Wschodnich, prezes Związku Uzdrowisk Polskich, pełniący jednocześnie przez 29 lat (sic!) funkcje najpierw burmistrza, potem prezydenta Drohobycza (zmarł w 1937 r.), patrzy gdzieś wysoko z nieba i może się cieszy, że jego Truskawiec położony u stóp Karpat, 8 km od Drohobycza i 100 km od Lwowa, stał się – gdy piszę te słowa – miejscem intensywnych szkoleń 254 deputowanych do Wierchownej Rady – jednoizbowego ukraińskiego parlamentu. Wszyscy ci posłowie pochodzą z podwójnie zwycięskiej w tym roku partii Wołodymyra Zełenskiego – Sługa Narodu.

Tak zwani Zieloni przez siedem, a może nawet 10 dni mają się uczyć sztuki parlamentaryzmu, bo przecież niemal nikt z nich wcześniej nie był posłem, a olbrzymia większość Wierchowną Radę zna tylko z telewizji. Jednak mają także się zintegrować, bo są to ludzie trochę od Sasa do Lasa, ludzie bardzo różnych zawodów, wykształcenia i tak naprawdę różnych zapatrywań połączeni ideą buntu przeciwko establishmentowi.

Od partii prezydenckiej

do pełni władzy

Partię Sługa Narodu zarejestrowano w grudniu 2017 r. Do zwycięstwa w wyborach prezydenckich i parlamentarnych szła, szermując hasłem bezpośredniej demokracji – to jedyna rzecz, która upodabnia ją do formacji Kukiz’15. Mocno też podnosiła nierozwiązywalną od dekad na Ukrainie sprawę korupcji. Deklaruje się jako partia pronatowska i proeuropejska, podkreślając jednocześnie swój pragmatyzm w tej kwestii, a nie ideologiczność. Sprytnie ustawiła się jako partia pokoju, w przeciwieństwie do partii wojny ówczesnego prezydenta Petra Poroszenki. Zełenski i jego ludzie obiecywali rodakom szybkie zaprowadzenie pokoju na wschodzie Ukrainy oraz uwolnienie więźniów – jeńców przetrzymywanych w rosyjskich więzieniach. Ugrupowanie przez kilka tygodni było partią prezydencką, dziś stało się partią pełnej władzy.

Równo rok po formalnym powstaniu Sługi Narodu narodził się Blok Opozycyjny – formacja wprost prorosyjska, podkreślająca bliskie kontakty z Kremlem, sugerująca Ukraińcom, że zbliżenie gospodarcze z Federacją Rosyjską – jak kiedyś – szybko spowoduje odbudowanie ukraińskiej ekonomiki. A ta znajduje się w opłakanym stanie, skoro w rankingach gospodarczych Kijów spadł na ostatnie miejsce w Europie, jeśli chodzi o dochód na głowę mieszkańca, wyprzedzając w tej niechlubnej klasyfikacji nawet największe symbole biedy ostatnich 30 lat – Tiranę i Kiszyniów.

Liderem Bloku Opozycyjnego jest były wicepremier w rządzie prezydenta Wiktora Janukowycza Jurij Bojko. Numerem 2 –  a może faktycznym numerem 1 – jest tam Wiktor Medwedczuk, kum Putina: prezydent Rosji jest ojcem chrzestnym jednego z jego dzieci. Slogany o pokoju i normalizacji stosunków z Rosją wystarczyły na zdobycie co ósmego głosu na Ukrainie (12,8 proc.). Kuszenie perspektywą tańszego gazu z Rosji i reindustrializacją okazało się po części skuteczne, jednak nie na tyle, by być czymś więcej niż, zapewne permanentną, opozycją.

Wiatrowycz przegrał wybory

Kijowskie wróbelki ćwierkają o coraz większym wpływie Amerykanów na Ukrainie. Większym niż za Poroszenki, który starając się o bardzo dobre relacje z USA, głównie jednak inwestował w bliskość z Niemcami



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się