Bruksela przed wyborami do KE: ostatnie rozgrywki

​OBSADA INSTYTUCJI UE \ Nowa Komisja Europejska

numer 2413 - 26.08.2019Publicystyka

Zaaferowani kampanią wyborczą zapominamy, przynajmniej niektórzy z nas, że przed 13 października, we wrześniu w Brukseli i Strasburgu zapadną strategiczne decyzje w sprawie unijnych personaliów. Prawdę mówiąc, nie tylko przed wyborami w Polsce, ale i po nich Unię czeka już nie tyle personalne, ile polityczno-gospodarcze trzęsienie ziemi: będzie nim brexit, czyli opuszczenie UE przez Wielką Brytanię.

Wszystko to odbędzie się z naszej, polonocentrycznej (nic w tym złego!), perspektywy, w cieniu wyborów do Sejmu i Senatu, w drugą niedzielę października. Tyle że i nowe europejskie rozdanie personalne zarówno w Komisji Europejskiej, jak i – o czym się zapomina – w Parlamencie Europejskim będzie miało wpływ na sytuację Polski i wokół Polski.

Jeden kraj – jeden komisarz

Komisja Europejska składa się z 28 członków, ale europarlament wybierze we wrześniu tylko 26 z nich. Z jednej strony Niemcy mają już przewodniczącą Komisji Europejskiej Ursulę Gertrud von der Leyen i w związku z tym nie zgłoszą kandydata na komisarza, a z drugiej Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej demonstracyjnie nie wystawia kandydata na komisarza, co ma być czytelnym sygnałem i dla brytyjskiej opinii publicznej, i dla Brukseli, że premier Jej Królewskiej Mości Boris Johnson kategorycznie myśli o brexicie, nawet gdyby miał być on „no deal”, czyli wyjście bez żadnego porozumienia.

Nowa Komisja Europejska będzie wybrana w myśl funkcjonującej od czasów EWG zasady: jeden kraj – jeden komisarz. Traktatowo nie jest to oczywiste, bo traktat lizboński dopuszcza sytuację, w której nie każde państwo musi mieć swojego reprezentanta w KE. Jednak na razie nikt takiego zamachu na realną partycypację państw narodowych w europejskich strukturach ponadnarodowych nie dokonał i na pewno we wrześniu tego roku nie dokona. Jeżeliby się tak kiedyś stało, będzie to symboliczne pożegnanie się z ideą Europy ojczyzn czy Europy narodów jako drogowskazem mającym przyświecać Unii Europejskiej. Zapewne jesteśmy do tego bliżej niż dalej.

Von der Leyen: połowa tek w Komisji dla kobiet!

Poza parytetami narodowymi Komisja Europejska uwzględni w jakiejś mierze parytety płci. Ale w jakiej mierze, na jaką skalę? Tu glossa historyczna. Gdy w czerwcu i lipcu 2014 r. konstytuowała się Komisja Europejska, państwa członkowskie na 27 miejsc (Luksemburg miał i tak już szefa KE, skądinąd już po raz trzeci wywodzącego się z tego małego kraju) zgłosiły aż 23 mężczyzn i 4 kobiety. Żeby uniknąć poczucia totalnej maskulinizacji Komisji, Jean-Claude Juncker wymusił na krajach członkowskich zamianę 4 panów na 4 panie, w efekcie czego nowa Komisja Europejska składała się z 8 kobiet komisarzy i 19 mężczyzn komisarzy. Parytet kobiet wyniósł więc niemal jedną trzecią.

Teraz nowa przewodnicząca Komisji Europejskiej i pierwszy w jej historii szef kobieta szykuje prawdziwą rewolucję, oznajmiając, że chce, aby w jej europejskiej drużynie obowiązywały parytety skandynawskie, a więc połowa kobiet, połowa mężczyzn. Nie za bardzo wierzę, że to się uda. Dlaczego? Już teraz bowiem von der Leyen poniosła porażkę, ponieważ jej kategoryczne żądanie skierowane wobec państw członkowskich, aby zgłaszały na komisarza dwoje kandydatów, mężczyznę i kobietę, zostało przez wiele państw członkowskich w praktyce odrzucone. W tym m.in. przez Polskę – rząd premiera Mateusza Morawieckiego przedstawił tylko jedną kandydaturę – prof. Krzysztofa Szczerskiego



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się