Kaszmir w cieniu zamachów

​REPORTAŻ \ Na styku Indii, Pakistanu i Chin tymczasowość unosi się w powietrzu

numer 2473 - 04.11.2019Publicystyka

Samolot Air India lecący z Nowego Delhi do kaszmirskiego Śrinagaru niemal przykleja się do gór, podchodząc do lądowania. To oczywiście tylko subiektywne wrażenie pasażera siedzącego przy oknie – ale to poczucie niemal fizycznego kontaktu z wierzchołkami szczytów spowitych chmurami pozostanie. Obecnie wszystkie loty ze stolicy Indii do stolicy stanu Dżammu i Kaszmir odbywają się normalnie.

Stabilizacja wraca do tego jednego z najbardziej zapalnych ognisk na globie. Na jak długo? Jeszcze niedawno połączenia lotnicze były zawieszone albo ograniczone. Tymczasowość unosi się tu w powietrzu – bywa, że ponad pułapem chmur.

Raj na Ziemi?

Na lotnisku w Śrinagarze wita mnie hasło, które potem jeszcze nieraz zobaczę. Brzmi świetnie, choć niektórzy dostrzegają w nim szyderstwo historii i polityki: „Witamy w raju na Ziemi” („Welcome to Paradise on the Earth”). Raj? Gdy zaledwie w przeddzień wizyty naszej delegacji dochodzi do kolejnych dwóch zamachów (w jednym ginie kierowca ciężarówki, w drugim rannych zostanie 18 osób, w tym cywilów) – myślę, że to raczej karykatura raju. Gdy zanurzam się w krajobraz, patrzę na majestatyczne, ale przyjazne góry, łódki sunące spokojnie na jeziorze, kolory jesieni – wtedy z kolei wierzę, że ów slogan nawet oddaje rzeczywistość. Prawda jest i taka, i taka.

Paradoksalnie, będąc tutaj, myślę o... Libanie. Gdy byłem tam przed kilkoma laty, miałem poczucie piękna powalającego na kolana i jednocześnie bezsensu wojny domowej, będącej efektem waśni religijnej z jednej, a rywalizacji sąsiadów z drugiej strony. „Po co oni walczą, żyjąc w tak cudownym miejscu? ” – pytałem siebie. I sam sobie udzielałem pozornie zdumiewającej odpowiedzi: „Walczą, żeby nad tym cudownym miejscem na Ziemi panować”. Identyczne uczucie miałem hic et nunc, tu i teraz – w Kaszmirze.

Jadę z lotniska w kolumnie aut z pancernymi szybami. Trzeba się natrudzić, żeby zamknąć czy otworzyć drzwi – ileż to waży! Środki ostrożności są nadzwyczajne. Wszędzie wojsko, co rusz wojskowe i policyjne samochody – trudno je zresztą odróżnić. Żołnierze stoją przy drodze co 10 m: jedni twarzą do drogi, drudzy niewzruszenie plecami. Każdy z karabinem w ręku. Prostopadłe ulice na czas naszego przejazdu wyłączone są z ruchu.

Kątem oka dostrzegam długie sznury samochodów i cierpliwie czekających kierowców. Ci z nich, którzy przyjechali tu do pracy z innych stanów Indii, są tarczą strzelniczą dla islamskich terrorystów – tylko w ostatnim czasie zginęło ich trzech. Dla morderców w imię Allaha są intruzami, obcymi na „ich” ziemi, „niewiernymi” kolonizującymi terytorium zamieszkane – według indyjskich oficjalnych danych – w ponad dwóch trzecich przez wyznawców religii proroka. W całych Indiach co piąty obywatel to muzułmanin, tutaj w Kaszmirze niemal siedmiu na dziesięciu.

Na koszarach wojskowych dostrzegam napis: „Always alert, always prepared”. Tak, na każdym kroku czuć, że to, co się tu dzieje, to nie przelewki. Przyjmuje nas dowódca garnizonu, niemal dwumetrowy mężczyzna w turbanie. Ma za sobą 36 lat służby w armii. Jego zastępca – 30 lat. Obok wojskowych – cywile



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się