Zadyma na Zamku Ujazdowskim

​WYWIAD \ Z PIOTREM BERNATOWICZEM rozmawia JACEK LILPOP

numer 2482 - 14.11.2019Wywiad

Okazuje się, że aktywna w protestowaniu część środowiska wybiórczo podchodzi do obsady stanowisk dyrektorskich. Gdy powołany jest związany z tym środowiskiem – cisza, gdy ktoś o poglądach konserwatywnych – wtedy mamy głośny protest.

Na Facebooku pojawiły się protesty w związku z Pana nominacją na stanowisko dyrektora Centrum Sztuki Współczesnej Zamek Ujazdowski w Warszawie. Artystka znana z wpisania męskich genitaliów w znak krzyża zapowiedziała bojkot CSW, także na FB zrobił się dym…

Teksty i petycje, które się pojawiły po ogłoszeniu decyzji ministra, odnoszą się do moich poglądów, a nie kwestii merytorycznych. Jest to dla mnie zaskakujące, bo po raz pierwszy spotykam się z tak otwarcie formułowaną dyskryminacją z powodów ideologicznych.

A może ten ostracyzm spowodowany jest tym, że nie został ogłoszony konkurs na stanowisko dyrektora CSW?

Jest to całkowicie zgodne z prawem. Organizator może rozpisać konkurs albo powołać dyrektora bez niego. Warto przypomnieć, że wielu dyrektorów instytucji kultury zostało powołanych bez konkursu, np. dyrektor Galerii Zachęta, dyrektor Muzeum Sztuki Nowoczesnej i wielu innych. Nie słyszałem, by ktoś przeciwko temu głośno protestował. Dlatego uważam, że chodzi o poglądy, bo jestem jedynym z tego dyrektorskiego towarzystwa, który nie wstydzi się publicznie mówić o swoich przekonaniach. Poza tym nie słyszałem, by to środowisko głośno protestowało, kiedy w 2017 r. wygrałem konkurs na stanowisko dyrektora Galerii Miejskiej Arsenał w Poznaniu, a prezydent Poznania zlekceważył werdykt powołanej przez siebie komisji konkursowej i powołał inną osobę. Okazuje się, że aktywna w protestowaniu część środowiska wybiórczo podchodzi do obsady stanowisk dyrektorskich. Gdy powołany jest związany z tym środowiskiem – cisza, gdy ktoś o poglądach konserwatywnych – wtedy mamy głośny protest.

Spotkaliśmy się wcześniej kilkakrotnie, m.in. na wystawie „Strategie buntu” w kierowanej przez Pana galerii Arsenał i na wystawie „Historiofilia” w Warszawie, której był Pan kuratorem.

Pana instalacja „Generał NIL”, prezentowana na tej wystawie, jest jedyną do tej pory pracą przywołującą pamięć mordu sądowego dokonanego na generale Auguście Emilu Fieldorfie „Nilu”. Ostatnio nazwisko generała miało być usunięte w Żyrardowie z nazwy ulicy, której chciano przywrócić miano z czasów PRL-owskich. Doszło do tego, że nazwisko niekwestionowanego bohatera jest na indeksie. Nie waham się powiedzieć, że mamy w kulturze do czynienia z groźnym zjawiskiem prewencyjnej cenzury skierowanej przeciwko tematyce patriotycznej, a zwłaszcza podziemiu antykomunistycznemu, wywołanej przez media, takie jak „Gazeta Wyborcza” czy jej młodsza i radykalniejsza siostra „Krytyka Polityczna”. Jeżeli już te tematy się pojawiają, na przykład w filmie, kaci ukazywani są w wyjątkowo delikatny sposób. Natomiast w sztukach wizualnych tematyka ta jest zawzięcie zwalczana. Ignacy Czwartos, który maluje Żołnierzy Wyklętych, sam stał się osobą niemal wyklętą w środowisku. Osoby, które mają kompetencje i mogą dopuścić takie instalacje, jak „Generał NIL” do prezentacji, są zagrożeniem, stąd ten atak personalny, światopoglądowy, dlatego są manipulacje, wyciąganie z kontekstu różnych moich wypowiedzi i działań, bezpodstawne oskarżenia. W 2017 r



zawartość zablokowana

Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się