Szukają śladów kresowych na całym świecie

​ WYWIAD 10 LAT WROCŁAWSKIEGO STOWARZYSZENIA ODRA–NIEMEN

numer 2483 - 15.11.2019

Od wielu lat wrocławskie Stowarzyszenie Odra–Niemen prowadzi kresową oraz krajową akcję „Rodacy Bohaterom”. W swoją działalność angażuje dziesiątki młodych ludzi z całego kraju. O genezie i powstaniu stowarzyszenia oraz o nadchodzących jubileuszowych uroczystościach opowiadają: ILONA GOSIEWSKA, prezes, oraz MAŁGORZATA SUSZYŃSKA, wiceprezes zarządu, w rozmowie z JANUSZEM GAJDAMOWICZEM.

Spotykamy się w przeddzień uroczystej gali z okazji 10-lecia Stowarzyszenia Odra–Niemen. O jubileuszu porozmawiamy za chwilę, ale najpierw proszę powiedzieć, jak to wszystko się zaczęło?

To było dokładnie 10 lat temu, chociaż stowarzyszenie istniało na papierze dużo wcześniej, było założone z innym statutem i innymi celami. W 2009 r. spotkaliśmy w Iwieńcu na Białorusi panią Weronikę Sebastianowicz i ona zaproponowała nam współpracę, zachęcając, abyśmy odwiedzili z paczkami świątecznymi jej kombatanckie środowisko. Myślała o swoich kolegach, o ich rodzinach, które często żyły w niezwykle skromnych warunkach. Kiedy wróciliśmy z tą myślą do Wrocławia, okazało się, że żadna organizacja nie chciała nam pomóc zorganizować tej zbiórki darów i wtedy jeden z naszych przyjaciół podpowiedział, że skoro mamy zarejestrowane stowarzyszenie, to trzeba je reaktywować. I to był właśnie taki impuls. Zmieniliśmy statut i zarząd, zrobiliśmy walne zgromadzenie i udało się na czas zorganizować zbiórkę darów, które obiecaliśmy zawieźć przed Wielkanocą na Białoruś. Po tej akcji skupiła się wokół nas grupa ok. 20 osób i wszyscy mówili, że taka idea, taki ciekawy projekt nie może się zmarnować, a na Boże Narodzenie to zrobimy tego więcej i lepiej. I tak zaczęliśmy działać, a po kilku miesiącach skupialiśmy już różne środowiska z całej Polski.

 

Jak wyglądały pierwsze wizyty na Kresach?

Kiedy zaczęliśmy tam jeździć z paczkami, szybko poznawaliśmy wielu nowych ludzi. Potem już jeden za drugim nas tam ciągnął. Kombatanci pokazywali miejsca pamięci, no to trzeba było tam pojechać. Stawialiśmy znicze, sprzątaliśmy groby, to z kolei było okazją, aby spotykać mieszkających tam Polaków. Potem było wiele rozmów, dotykaliśmy specyfiki tamtejszych warunków życia, zwłaszcza na Białorusi. Po jakimś czasie zaczęliśmy szukać takich samych środowisk na Litwie, na Ukrainie i w innych kresowych zakątkach. A później poszło już wszystko jak przysłowiowa lawina.

 

Gdzie jeszcze dotarliście ze swoją działalnością?

Udało się nam pojechać jeszcze dalej



zawartość zablokowana

Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się














#DziękujeMyZaOdwagę
reklama