Moralność elit w praktyce

​FELIETON \ O obrońcach Polańskiego i bojownikach o „wolne sądy”, czyli o hipokryzji elit

numer 2498 - 03.12.2019Felieton

Polskie elity w zeszłym tygodniu podzieliły swoje siły na obronę Romana Polańskiego i sędziego Pawła Juszczyszyna z Olsztyna odwołanego przez ministra Zbigniewa Ziobrę, a wraz z nim „wolnych sądów” jako takich. I choć teoretycznie sprawy te mogłyby wydawać się odległe, to jednak wcale takimi nie są, bo sprawa Polańskiego pokazuje w praktyce, jak wygląda moralność i filozofia życiowa osób aspirujących do bycia elitą i autorytetami w dziedzinie prawa, moralności i polityki. Za hasłami o obronie demokracji idzie nieskrywane przekonanie, że niektórym wolno więcej.

 W 2009 r. Romana Polańskiego, poszukiwanego od lat listem gończym, zatrzymano w Szwajcarii, gdzie dłuższy czas przebywał w areszcie domowym. W jego obronie stanęło wówczas polskie środowisko filmowe i artystyczne, jakkolwiek, o czym również trzeba pamiętać, niecałe.

Bo przecież artystom wolno więcej

Dominowała jednak przyjęta również przez polityków i większość medialnych komentarzy narracja, którą w swoim liście przedstawiło Stowarzyszenie Filmowców Polskich. Pod żądaniami uwolnienia Polańskiego podpisali się wówczas m.in.: Jacek Bromski, Izabela Cywińska, Agnieszka Holland, Jerzy Skolimowski, Dorota Stalińska i Andrzej Wajda, a działania zgodne z duchem związkowej korespondencji podjęło szybko Ministerstwo Kultury pod wodzą Bogdana Zdrojewskiego i MSZ Radosława Sikorskiego. Żeby było ciekawiej, czyn Polańskiego sprzed lat tłumaczono nie tylko innym klimatem obyczajowym i ówczesnym moralnym przyzwoleniem dla takich, a nie innych zachowań, lecz nawet traumą związaną z wojennymi losami narodu żydowskiego (argumentacji tej w obronie Romana Polańskiego używali choćby Jacek Bromski i Krzysztof Kłopotowski, przy czym ten pierwszy porównywał przypadek reżysera do historii Żydów wydawanych przez Szwajcarię Trzeciej Rzeszy). Pojawił się wreszcie kluczowy dla całego myślenia elit argument, że artystom w sumie wolno więcej, przy czym praktyka całej III RP, w tym jej aktywnych do dziś ekspozytur, przede wszystkim sądowniczych, potrafi pod artystów w zależności od sytuacji podstawić roztargnionych sędziów o lepkich rękach, polityków o filozoficznym podejściu do oświadczeń majątkowych czy wreszcie dziennikarzy, którzy nie potrzebują do zdobywania szos ani stosownych dokumentów, ani obowiązkowych dla innych badań technicznych.

Oddolna zmiana, protest studentów filmówki

Po drodze coś się jednak zmieniło. Zapewne w dużym stopniu dzięki akcji „#­MeToo”, w której osoby molestowane przez wpływowe postaci świata kultury i rozrywki decydowały się przerywać milczenie, łamiąc tym samym obowiązujące od lat niepisane umowy i potwierdzając równocześnie wiedzę tyleż tajemną, co powszechną. Kiedy jednak na Zachodzie przeciw Polańskiemu protestowały feministki, u nas na długo pozostawiono to „prawicowym oszołomom”. Opór wobec fetowania artysty wybitnego, lecz i z poważną skazą, można było więc przedstawiać jako polską zawiść, niezrozumienie twórczej jednostki, niechęć do człowieka sukcesu, a czasem nawet i akt antysemityzmu, nigdy natomiast jako zwykłe upomnienie się o godność kobiety w show-biznesie, choćby kobietą tą miała być stręczona przez własną matkę znarkotyzowana dziewczynka. Krzysztof Zanussi, mówiący o trzynastoletniej prostytutce, i rozwijająca jego myśl Dorota Stalińska, opowiadająca o dwunastolatkach usidlających starszych mężczyzn i domagających się wódki i narkotyków, stali się symbolem podejścia polskiego środowiska artystycznego do tematu



zawartość zablokowana

Autor: Krzysztof Karnkowski


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się