Waszyngton w cieniu początku kampanii prezydenckiej

USA \ Przesłuchania w sprawie impeachmentu, spot Bidena, konferencja IDU – czyli światowa centroprawica debatuje…

numer 2503 - 09.12.2019Publicystyka

W politycznym Waszyngtonie czuje się przyśpieszenie. Dzień po moim przyjeździe w Kongresie USA rozpoczęły się pierwsze przesłuchania w sprawie impeachmentu prezydenta Donalda Trumpa. Na pierwszy ogień poszli nie politycy czy dyplomaci, ale prawnicy eksperci od konstytucji. Demokraci poczuli krew. Nie mają tylu kongresmanów w obu izbach, aby dokonać spektakularnego odwołania 45. prezydenta Stanów Zjednoczonych, ale co go poszarpią, to ich.

Negatywny elektorat D.J. Trumpa zostanie poszerzony, zablokowany lub wyraźnie ograniczony będzie przepływ wyborców w kierunku od demokratów do lokatora Białego Domu. Czasu na takie manewry jest coraz mniej. Już w lutym odbędą się jak zwykle co cztery lata pierwsze stanowe prawybory w New Hampshire.

Stary-nowy prezydent czy demokrata w Białym Domu?

Formalnie najpóźniej w sierpniu ci, których symbolem jest osioł, a więc demokraci, i ci, którzy identyfikują się ze słoniem – symbolem republikanów – wybiorą swoich kandydatów na prezydenta. Potem ruszy stricte wyborcza karuzela: kampanie w poszczególnych stanach, a szczególnie w tzw. swing states, czyli stanach, które przechodzą w kolejnych wyborach z rąk do rąk, nie są dla żadnej formacji „safe constituencies”, czyli pewniakami, a które w praktyce decydują o wyniku wyborów. W pierwszy wtorek listopada A.D. 2020 Amerykanie wybiorą prezydenta.

A mówiąc bardzo precyzyjnie, wybrani w każdym stanie elektorzy będą mogli formalnie wybrać głowę państwa. Oczywiście liczby elektorów przypisane przez wyborców obu głównym kandydatom będą znane już wcześniej, tak więc praktycznie najpóźniej w godzinach porannych w pierwszą środę listopada świat pozna nowego lub starego-nowego lokatora Białego Domu. Jeśli wybrany zostanie demokrata, będzie 46. w historii prezydentem USA. Jeśli Trump, będzie nadal 45.

Biden atakuje spotem

Tymczasem wzrost gospodarczy świadczy za urzędującym prezydentem. Karta impeachmentu to oręż w rękach opozycji, ale demokraci muszą uważać, żeby nie „przegrzać”: spora część Amerykanów nie ulega przekazowi medialnego mainstreamu, a anty-Trumpowa kampania huzia na Józia może finalnie przynieść skutek odwrotny do zamierzonego.

W ostatnich dniach zapunktował nieformalny lider w wyścigu demokratycznych pretendentów, ekswiceprezydent Joe Biden. Po szczycie NATO w Londynie błyskawicznie zareagował jego sztab, wypuszczając spot, który sugerował, że w świecie śmieją się z Trumpa. W spocie prezydentowi przeciwstawiono poważnego i poważanego za granicą Bidena.

Skądinąd przypomina to działania opozycji w Polsce, która za wszelką cenę chce pokazać, że tzw. zagranica lekceważy prezydenta Dudę i polskie władze, za to docenia władze poprzednie. Nie wiem, na ile ta strategia przyniesie efekty w USA, w Polsce nazbyt odklejona jest od rzeczywistości, by była skuteczna.

Światowa geografia centroprawicy

W Waszyngtonie oficjalnie byłem gościem konferencji International Democratic Union (IDU), czyli struktury grupującej szeroko rozumiane partie centroprawicowe z kilku kontynentów. Szczególnie aktywne są w niej Ameryka (USA i Kanada) oraz Europa. Stary Kontynent reprezentowany jest zarówno przez ugrupowania funkcjonujące w EPP (Europejska Partia Ludowa), np. niemiecka CDU, jak i w ECR (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy), m.in. brytyjscy torysi



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się