Indie – nowa potęga i nowy sojusznik Ameryki

NAJWIĘKSZA DEMOKRACJA ŚWIATA \ W cieniu rywalizacji USA-Chiny

numer 2524 - 07.01.2020Publicystyka

Waszyngton kontra Pekin – ta strategiczna rywalizacja ma zdominować najbliższe dekady, ba, całe stulecie. To fakt. Nie może on jednak przysłaniać innego: w cieniu tej rywalizacji wyrastają nowe regionalne i ponadregionalne potęgi.



Oczywiście Amerykanie i Chińczycy widzą to i usiłują te rosnące potęgi „zapisać” do swoich politycznych obozów. Sytuacja jest dynamiczna: zmienia się na przestrzeni zaledwie kilku lat.

Indie blisko USA

I tak tradycyjny w Azji sojusznik USA, czyli Pakistan, został zwerbowany na stronę chińską dzięki pakietowi umów gospodarczych z ChRL. A z kolei wróg Karaczi, czyli Indie, niegdyś lider państw niezaangażowanych (w latach 60. i 70.), któremu bliżej było do Pekinu niż do Białego Domu, a w tym wieku dbający o „balance of power” między Chinami i USA oraz Rosją i USA, wyraźnie zbliżył się z Białym Domem. Trochę to zakrawa na paradoks – obecny premier Indii Narendra Modi jako szef rządu stanu Gudżarat miał... zakaz wjazdu do Stanów Zjednoczonych, a teraz jest tam przyjmowany z najwyższymi honorami i pozwala mu się organizować wielotysięczne spotkania z bardzo silną ekonomicznie i coraz liczniejszą (już 5 mln) wspólnotą hinduską w USA. Świadczy to o amerykańskim pragmatyzmie. Ale jest on koniecznością: Waszyngton przegrywa z Chinami polityczno-gospodarczy mecz w Afryce, ale dość skutecznie utrzymuje swoich dotychczasowych sojuszników w Azji (Japonia, Korea Południowa, spora część państw Azji Południowo-Wschodniej), także, jak już wspomniałem, pozyskując nowych (Indie).

Tradycja i nowoczesność

w jednym stoją domu

Vili mówi mi, że spod gór Arawali, gdzie pracuje, do siebie, czyli tam, gdzie mieszka, musi jechać trzy dni pociągiem. Najpierw do Delhi, potem do Kalkuty (teraz w ramach „zhinduszczania” nazw miast po brytyjskim kolonializmie zwanej Kolkata), potem już lokalnymi liniami do rodzinnego miasteczka. A przecież jest to „tylko” eskapada z Indii Północno-Zachodnich do Indii Północno-Wschodnich. Doskonale ją rozumiem. Przed 18 laty, gdy pierwszy raz byłem w tym kraju, spędzając na tym subkontynencie całe trzy tygodnie, jechałem zatłoczonym pociągiem dwie doby – to tyle, ile z Moskwy na Syberię parę miesięcy później. Znam ten urok, znam to wyzwanie, Vili. Taka jest skala kraju i jego problemów, nie tylko komunikacyjnych.

Indie są w ogniu walki politycznej między rządzącą kolejną kadencję tradycjonalistyczną i narodową Indyjską Partią Ludową (BJP), mocno podkreślającą wartości religii hinduistycznej, a opowiadającym się za świeckim modelem państwa, władającym tym krajem przez dekady Indyjskim Kongresem Narodowym, partią nawiązującą jeszcze do Mahatmy Gandhiego i Nehru. Formacja premiera Modiego przegrywa wybory w poszczególnych stanach, także tych bardzo licznych, których ludność przekracza liczebnością większość krajów europejskich (!), ale wciąż wygrywa na szczeblu federalnym. W dużym stopniu to zasługa charyzmatycznego lidera, który usiłuje pożenić tradycję z nowoczesnością – i to z niezłym skutkiem



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się