Czerwone ławki

OŚWIATA \ ZNP trzyma się mocno i wychowuje przyszłe pokolenia

W końcówce zeszłego roku Sławomir Broniarz został wybrany na kolejną kadencję przewodniczącego Związku Nauczycielstwa Polskiego. Można się więc spodziewać kontynuacji dotychczasowej linii ZNP – angażowania się w politykę po stronie opozycji oraz lewicowej indoktrynacji dzieci.
Warto wrócić do tego wątku, ponieważ nieprzerwanie od 23 października 2019 r. w szkołach trwa strajk włoski. Ponadto nieustannie należy zwracać uwagę, kto i czego uczy nasze dzieci. W przeciwnym wypadku szkoły znów zostaną wykorzystane w celach politycznych. Ucierpią na tym uczniowie. Szczególnie ci, którzy pisząc matury lub egzaminy do szkół średnich, i tak wydają się zestresowani.
Broniarz wiecznie żywy
Po sukcesie Broniarza nie szczędziła mu peanów zasłużona „Polityka”. Tygodnik porównał go do… gwiazdy rocka Bruce’a Springsteena, który mimo wieku jest niemal nieśmiertelny i świetnie gra na scenie. „Gratulacje, panie prezesie. Do zobaczenia na najbliższej akcji ZNP” – wyłożył swoje oczekiwania autor panegiryku. „Boss jest tylko jeden” – zapewniał.
Za ponownym wyborem dotychczasowego prezesa głosowało 137 delegatów. Na konkurenta – Andrzeja Grygucia z Podlasia – jedynie 42. Na wiceprezesów zarządu głównego wybrano Grzegorza Gruchlika i Krzysztofa Baczyńskiego. Najserdeczniejsze gratulacje i życzenia na kolejną 5-letnią kadencję przesłał zwycięzcy Andrzej Radzikowski z OPZZ.
Prezes sprawuje swoją funkcję nieprzerwanie od 1998 r. W latach 1994–1998 był wiceprezesem związku. Można powiedzieć więc, że jest zawodowym społecznikiem. Podobną passą może pochwalić się jedynie Eugeniusz Kondracki, prezes Polskiego Związku Działkowców, który rządzi w rodzimych ogródkach działkowych już czwartą dekadę.
Walka o prawa pracownicze, poprawę warunków zatrudnienia i przestrzeganie ustaleń socjalnych jest niezwykle intratna. Prezes Broniarz inkasuje miesięcznie kilkanaście tysięcy złotych. To kilka razy więcej niż pensja zwykłego nauczyciela. Oponenci zarzucają przewodniczącemu zwykły oportunizm i karierowiczostwo. Poprawa warunków pracy nauczycieli nie postępowała w sposób znaczący. Kierownictwo nie chce wchodzić w ostre konflikty z rządami, z którymi jest im po drodze. Tak było wówczas, gdy u władzy były SLD, PSL, a ostatnio Platforma Obywatelska. Przeciwnicy związkowego zarządu wytykali, że najwytrwalej walczą o swoje stołki.
Sławomir Broniarz za to chętnie angażuje się w politykę. Wielokrotnie występował ramię w ramię z wierchuszką Sojuszu Lewicy Demokratyczniej czy PO. Gdy do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość, natychmiast zajął miejsce u boku Platformy Obywatelskiej, Nowoczesnej i Komitetu Obrony Demokracji.
Na całość poszedł przed maturami 2019 r. Zorganizował wówczas strajk, który dodatkowo zestresował maturzystów, a także wziął uczniów jako zakładników, podając w wątpliwość ich promocję do kolejnej klasy. Broniarz dokonał jeszcze jednej bardzo złej rzeczy – podzielił środowisko nauczycieli. Dochodziło do samosądów wobec tych pedagogów, którzy mieli na sercu dobro swoich uczniów i nie chcieli przerywać zajęć. Wielu z nich potem było poddawanych szykanom, do tego stopnia, że musieli zmieniać miejsce pracy.
Prezes ZNP jest osobą, z którą niełatwo prowadzi się dialog. Z tego względu, że ma określone poglądy polityczne i wie, że lepiej współpracuje mu się z politykami lewicowych opcji. Jego ponowny wybór z pewnością zaogni sytuację między rządem a nauczycielami. Już teraz zapowiadane są kolejne protesty. Problemy uczniów schodzą na dalszy plan.
Lewicowa tradycja
Związki zawodowe od chwili swojego powstania były zawsze nośnikami idei socjalistycznych. Bardzo ciekawe światło rzuca na tę sprawę amerykańska komunistka Bella V. Dodd, autorka wydanej niedawno u nas książki pt. „Szkoła ciemności”. Autorka, zeznając przed senacką komisją w USA, ujawniła, że komuniści celowo i z premedytacją przejmowali władzę w związkach zawodowych, aby indoktrynować młodzież i dzieci. „Podczas tych zmagań po raz pierwszy zrozumiałam, jak ważnym elementem ruchu komunistycznego w Ameryce są nauczyciele. Byli obecni w zasadzie na każdym etapie pracy partyjnej. Wykorzystywano ich nie tylko jako darmowych instruktorów w edukacji partyjnej, lecz również w czasie wakacji, kiedy podróżowali i odwiedzali osobistości partyjne za granicą. Przeważnie byli to bezinteresowni idealiści obsadzający jawne komitety i stanowili szkielet frakcji komunistycznej” – wspominała Bella V. Dodd.
Być może dziwi nas, że Związek Nauczycielstwa Polskiego tak chętnie za sprawą swojego przewodniczącego angażuje się w bieżącą politykę. W Stanach Zjednoczonych było podobnie. Oba stowarzyszenia miały swój fundament w działalności komunistycznej. Wystarczy przypomnieć, że Związek Nauczycielstwa Polskiego mimo swoich patriotycznych korzeni zaczął nasiąkać duchem stalinizmu. Wówczas scjentyzm, sympatia do idei marksistowsko-leninowskiej oraz żarliwy antyklerykalizm stawały się znakami rozpoznawczymi organizacji zrzeszającej wychowawców młodego pokolenia.
Warto przypomnieć, że w latach 30. ubiegłego wieku bardzo aktywna w kręgach nauczycielskich była jedna z czołowych polskich komunistek – Wanda Wasilewska. W okresie stalinowskim ZNP stał się tylko kolejnym narzędziem partyjnym do upowszechniania ideologii. Zarząd ZNP tworzył peany na cześć Józefa Stalina, do którego zwracano się „drogi nauczycielu”. Deklarowano, że młodzież wychowuje się w miłości do Związku Sowieckiego i w trosce o pokój i socjalizm.
Dziś władze ZNP skrzętnie ukrywają te fakty, biorąc ów okres działalności w nawias, który kończy się wraz z upadkiem ZSRS. Nic więc dziwnego, że po odzyskaniu niepodległości w 1989 r. ZNP nie pozbył się ze swoich szeregów dominacji ideologicznej lewicy. Sympatia dla poprzedniego systemu była w nim żywa, natomiast ideologia socjalistyczna zostaje zastępowana w nim nurtami lewicowo-liberalnymi.
Postępowość zostaje
Także dziś ZNP nie kryje swojego zaangażowania ideologicznego. Gdyby nie bardzo silny opór ze strony rodziców, Kościoła, rządu i kręgów konserwatywnych, w polskich szkołach już dawno mielibyśmy edukację seksualną w zachodnim stylu. Związek i nauczyciele chętnie współpracowali ze środowiskami LGBT i udostępniali szkoły homoaktywistom i seksedukatorom.
ZNP w przeszłości współpracował z takimi organizacjami, jak PONTON, Kampania Przeciw Homofobii, oraz innymi. Są to środowiska, których aktywność wykracza poza standardy edukacji promowane przez Światową Organizację Zdrowia (masturbacja wczesnodziecięca, rozbudzanie zainteresowania pornografią, wzbudzanie niepewności co do swojej orientacji seksualnej czy płci). Stoi to w sprzeczności z działaniami rządu. Choćby w staraniach o trudniejszy dostęp do pornografii. Oglądanie pornografii (której oddziaływanie na mózg jest porównywane do twardych narkotyków) przez dzieci staje się coraz większym problemem, dlatego jej zakaz, nie wydaje się bezzasadny.
Podczas rządów koalicji PO-PSL zachodziły uzasadnione obawy, że szkoły mogą stać się miejscem walki ideologicznej wymierzonej w tradycyjną rodzinę, promując związki nieformalne, także osób tej samej płci, z patchworkową strukturą nowoczesnych związków. Tymczasem rodzice i większość nauczycieli uznali, że szkoła nie jest miejscem na przeprowadzenie takiej rewolucji. Jednakże to, kto uczy dzieci, wydaje się kluczowe dla ich wychowania czy przyszłych postaw obywatelskich. Gdy stery oddaje się w ręce ludzi o zdeklarowanych lewicowych poglądach, można być pełnym obaw.
Nie chodzi już o osobę samego prezesa ZNP, uznawanego za przedstawiciela lewicowego betonu w związku, ale także o lojalnych przedstawicieli terenowych. Szkoła wychowuje kolejne pokolenia. Dlatego bardzo ważne jest, kto i czego uczy tam młodzież i dzieci. Szkoda, że prawica dotąd nie potrafiła zagospodarować tego podwórka.
 
Autor jest publicystą, prezesem Instytutu Globalizacji (www.globalizacja.org)

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze