Sędziowie kastowscy chcą mieć swojego szefa Sądu Najwyższego

WYWIAD \ Z konstytucjonalistą PRZEMYSŁAWEM CZARNKIEM, posłem PiS, rozmawia HUBERT KOWALSKI

Paraliż miałby się dokonać przy pomocy dyspozycyjnych wobec totalnej opozycji sędziów, głównie Sądu Najwyższego, którzy są skupieni wokół kończącej swoją kadencję pierwszej prezes Małgorzaty Gersdorf. Wykorzystuje się do tego Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej i jego rzeczywiste lub wyimaginowane uprawnienia.
Do niedawna sprzeciw opozycyjnych polityków i środowisk sędziowskich wobec rządu ograniczał się głównie do manifestacji ulicznych. Obecnie jednak dochodzi do prób negowania statusu sędziów nominowanych przez nową Krajową Radę Sądownictwa. Trudno nie odnieść wrażenia, że tym razem totalna opozycja próbuje sparaliżować państwo.
Tak w istocie jest. Tym razem ten paraliż miałby się dokonać przy pomocy dyspozycyjnych wobec totalnej opozycji sędziów, głównie Sądu Najwyższego, którzy są skupieni wokół kończącej swoją kadencję pierwszej prezes Małgorzaty Gersdorf. Wykorzystuje się do tego Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej i jego rzeczywiste lub wyimaginowane uprawnienia.
Opozycyjni sędziowie twierdzą, że TSUE w sposób jasny i precyzyjny sformułował wskazówki do oceny niezawisłości i bezstronności sądu. Czy rzeczywiście tak jest?
Trybunał nie sformułował takich wskazówek. Jako Polska nie przekazaliśmy Unii Europejskiej prawa do organizowania nam wymiaru sprawiedliwości. W tym wyroku nie ma przesłanek, które pozwalałyby sędziom badać niezawisłość i niezależność organów państwa. W szczególności nie ma podstaw do tego, by badać niezależność innych sędziów powołanych przez prezydenta na wniosek nowej KRS.
Sąd Najwyższy stwierdził wprost, że rzekomo każdy sąd w Polsce ma obowiązek badać z urzędu, czy przewidziany w niedawnym wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej standard oceny niezawisłości danego sądu został zapewniony. Czy Sąd Najwyższy ma prawo formułować tego typu nakazy?
W żadnym wypadku, to kompletny absurd. Wyroki TSUE nie mają charakteru źródeł prawa powszechnie obowiązującego. W związku z tym nie wiążą w sposób bezwzględny, nie wiążą wszystkich sądów. Oczywiście są podstawy do tego, by przyjąć, że TSUE miał prawo stwierdzić, iż do kompetencji sądu odsyłającego, czyli Izby Pracy Sądu Najwyższego, należy zbadanie, czy Izba Dyscyplinarna ma gwarancje niezależności. Jednak dotyczy to tylko konkretnej sprawy przejścia w stan spoczynku sędziego Naczelnego Sądu Administracyjnego, bo tego dotyczyło pytanie prejudycjalne. To wyłącznie jednostkowa kompetencja w tej konkretnej sprawie. Zatem to orzeczenie nie ma charakteru źródła prawa i nie może stanowić podstawy do stwierdzeń Sądu Najwyższego, o których Pan wspomniał. Takie działanie SN to pomieszanie systemów. W Polsce mamy civil law, nie common law, zatem wyroki TSUE nie mogą być rozumiane jako precedens prawotwórczy. Z precedensami mamy do czynienia w common law w Wielkiej Brytanii czy w Stanach Zjednoczonych. Te kraje należą do anglosaskiej kultury prawnej. My natomiast mamy kontynentalną kulturę prawną i tutaj wyroki nie są źródłem prawa. Podczas orzekania sędziowie mają obowiązek opierać się przede wszystkim na ustawach, a nie na wyrokach.
Skoro to takie oczywiste, to dlaczego tak wielu znanych prawników brnie w kłamstwa?
Wygląda na to, że fałszywe argumenty są instrumentem w rękach totalnej opozycji do zwalczania rządów Prawa i Sprawiedliwości. Być może liczą na sowite profity w przyszłości, kiedy opozycja przejmie władzę. Niestety nie widzę innego wytłumaczenia.
Izba Pracy Sądu Najwyższego uznała również, że Izba Dyscyplinarna nie jest sądem w rozumieniu prawa unijnego i krajowego. Czy rzeczywiście jedna izba ma prawo orzekać o legalności drugiej?
Oczywiście, że nie ma takiego prawa. To absurd, aberracja, zamach na praworządność. To uderzenie w polski ład konstytucyjny. Tylko tak mogę to skomentować.
Dlaczego kasta sędziowska tak bardzo boi się Izby Dyscyplinarnej?
Bo sędziowie byli do tej pory zupełnie bezkarni. Dotychczasowe dyscyplinowanie miało na ogół charakter symboliczny mimo wielu przewinień i niesprawiedliwości w wyrokowaniu. Mówię o tych sędziach, którzy oderwali się od rzeczywistości i dopuszczali się rażącego łamania prawa. Ich właśnie broni kasta i im przeszkadza Izba Dyscyplinarna. Dlatego właśnie w tę Izbę uderzono najmocniej. Chodzi również o wybór nowego pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Sędziowie kastowscy nie chcą dopuścić, aby to był prezes, którego powoła prezydent na podstawie obowiązujących przepisów. Chcą zwlekać, mając nadzieję, że Andrzej Duda przegra wybory. Chcą doprowadzić do paraliżu w zakresie wyłonienia kandydata na pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Przepisy przez nas proponowane uzdrawiają sytuację i studzą niezdrowe emocje wokół wyboru tego kandydata.
Profesor Matczak, prawnik związany z totalną opozycją, twierdzi, że nowa Krajowa Rada Sądownictwa „produkuje nielegalnych sędziów”. Ale przecież są oni powoływani przez prezydenta na mocy przysługującej mu konstytucyjnej prerogatywy. Dlaczego opozycja walczy z konstytucją, której do niedawna broniła?
Dokładnie tak to wygląda. Opozycja i jej prawnicy, tacy jak prof. Matczak, wybiórczo stosują przepisy konstytucji, nie zauważając innych przepisów i całości unormowania. A następnie wychodzą na ulice i krzyczą „Kon-sty-tu-cja”. To jest absolutna aberracja. Te środowiska mówią o konstytucji tylko wtedy, gdy jest im ona do czegoś potrzebna. Działają w taki sposób, by osiągnąć cele polityczne.
Opozycyjni prawnicy twierdzą także, że poprzez przystąpienie do Unii Europejskiej Polska zgodziła się na zasadę pierwszeństwa prawa unijnego, czego skutkiem miałaby być możliwość pomijania polskich przepisów. A co z polską konstytucją?
Konstytucja jest nadrzędna we wszystkich sprawach, których nie przekazaliśmy UE, a przecież nie wszystkie przekazaliśmy. W szczególności nie przekazaliśmy kwestii organizacji wymiaru sprawiedliwości, więc ta materia pozostaje w polskiej kompetencji. Co więcej, nigdzie nie ma przepisu, który dawałby uprawnienie poszczególnym sędziom sądów krajowych do pomijania ustawy polskiej czy konstytucji tylko dlatego, że według nich dana ustawa jest niezgodna z prawem unijnym. To nie leży w ich kompetencji. Sędziowie podlegają ustawom, w konstytucji jest to wyraźnie napisane.
Co może zrobić sędzia, jeśli ma wątpliwość co do zgodności danego przepisu z prawem unijnym?
Może zadać pytanie prejudycjalne do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, ale nie może pomijać przepisu bez pytania prejudycjalnego. Trzeba dyscyplinować sędziów, którzy dopuszczają się takich działań. Owszem, istnieje zasada pierwszeństwa prawa unijnego w zakresie określonych kompetencji Unii i ona musi być stosowana, ale za pomocą orzecznictwa TSUE. Za pomocą odpowiedzi na pytania prejudycjalne trybunał może orzec, czy dana regulacja jest zgodna z prawem unijnym, i nakazywać państwu członkowskiemu zmianę prawa w tych fragmentach, w których jest ono niezgodne z prawem wspólnotowym. W omawianym przypadku TSUE nie nakazał takich zmian, czego opozycja nie chce przyjąć do wiadomości.
Totalnej opozycji nie podoba się również obecny Trybunał Konstytucyjny, dlatego niektórzy prawnicy zachęcają sędziów, aby samodzielnie stwierdzali niekonstytucyjność danego przepisu w indywidualnych sprawach, w których orzekają. Czy taka kontrola jest dopuszczalna?
Taki rodzaj kontroli nie istnieje w polskim i europejskim systemie prawnym. Jest ona charakterystyczna dla systemu common law w Stanach Zjednoczonych, o którym wspominałem. Nasza kontrola konstytucyjności prawa jest scentralizowana i wykonuje ją tylko Trybunał Konstytucyjny. Wie to każdy student II roku prawa. Jeżeli sędzia ma wątpliwość co do konstytucyjności przepisu prawa, ma obowiązek przekazać pytanie prawne do Trybunału Konstytucyjnego i czekać na odpowiedź. Jeśli natomiast go nie zadaje, to ma obowiązek stosowania przepisu ustawy. Nie może rozstrzygać samodzielnie o niekonstytucyjności przepisu. A to, że opozycji nie podoba się obecny Trybunał, to kwestia wyłącznie ich oceny, która nie może wywoływać żadnych skutków prawnych. Trybunał Konstytucyjny jest i działa legalnie.
Jednak istnieje ryzyko, że pod wpływem polityków sędziowie będą pomijać przepisy ustaw, które uznają za niekonstytucyjne, pomijając stanowisko Trybunału Konstytucyjnego. Jakie widzi Pan zagrożenia z tym związane?
To są działania obliczone na dalszą anarchizację życia prawnego, na dalszy chaos prawny. Stosuje się je po to, by następnie zrzucić odpowiedzialność za anarchię na rządzących. Totalna opozycja i związani z nią sędziowie są gotowi manipulować normami prawnymi, rzekomo walcząc o praworządność, mimo że w istocie sami łamią prawo. Szyte grubymi nićmi.
Czy próba zastosowania tej kontroli przez poszczególne sądy rzeczywiście może doprowadzić do paraliżu państwa? Przecież istnieje ryzyko, że poszczególni sędziowie będą odmiennie oceniać konstytucyjność tych samych przepisów.
Myślę, że uda się opanować całą tę sytuację. Totalna opozycja stworzyła przekaz, z którego ma wynikać, że przeciwko reformie są wszyscy sędziowie, ale to nieprawda. Na szczęście zdecydowana większość z nich zachowuje się tak, jak przystało na autorytet sędziowski. Nowe przepisy będą odpowiedzią na sprzeczne z polskim prawem działania niektórych sędziów.
Pana zdaniem uda się ostatecznie zapobiec chaosowi prawnemu i zwalczyć związki środowiska sędziowskiego z politykami?
Jak najbardziej. To kolejny ważny etap reformy wymiaru sprawiedliwości w zakresie odpowiedzialności dyscyplinarnej sędziów. Polacy oczekują od nas wprowadzenia realnych zmian w sądownictwie. Musimy temu sprostać.
Wywiad ukazał się w miesięczniku „Nowe Państwo” numer 1 (165)/2020

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl