W otchłani białego piekła

HISTORIA \ Deportacje Polaków w głąb Związku Sowieckiego w roku 1940

numer 2555 - 12.02.2020Publicystyka

Na przełomie 1939 i 1940 r. trzeba było być człowiekiem naprawdę silnego ducha, by nie ulec przeświadczeniu, że Bóg odwrócił się od Polski. Po zaledwie 19 latach istnienia, mimo olbrzymiego poświęcenia uczciwych obywateli i ich ofiarnej pracy, państwo polskie znów zniknęło z mapy. Uderzyły na nie dwie największe potęgi militarne świata, pozostające w zbrodniczej zmowie. Sojuszniczym armiom III Rzeszy Niemieckiej i Związku Sowieckiego nie sprostałby nikt. Dziesiątki tysięcy zabitych, zbombardowane, zrujnowane miasta, miasteczka i wsie. Ludzie bez dachu nad głową, bez pracy, bez źródeł utrzymania, osierocone rodziny, ojcowie i mężowie polegli lub przebywali w niewoli. Później przyszła zima: długa, śnieżna i straszliwie mroźna. A potem było jeszcze gorzej.

Ekstremalnie niskie temperatury zdarzały się w Polsce wcześniej – zimą 1929 r. odnotowano mrozy sięgające minus 46 stopni, a zaspy śnieżne sięgały czterech metrów. Jednak w styczniu i lutym 1940 r. okupanci nie tylko niszczyli polskie instytucje, ale i ograbiali zajęte przez siebie ziemie z żywności, opału i odzieży. Tymczasem nad okupowany kraj 10 stycznia 1940 r. dotarły straszliwe mrozy. Na wschodzie termometry pokazywały około minus 30 st. C. Potem wyż niosący mroźne powietrze przesunął się nad Ukrainę i temperatury nieco wzrosły, by znów około 10 lutego spaść do minus 30 st. C. Nocami do polskich domów pukał nie tylko mróz, ale i wróg gorszy, bo jeszcze bardziej bezwzględny.

Fala pierwsza

Jeśli w czymś Związek Sowiecki osiągnął mistrzostwo – oprócz kłamstwa oczywiście – to były to: niszczenie tradycyjnych norm i struktur społecznych oraz organizowanie przymusowych deportacji gigantycznych mas ludzkich. Zająwszy ponad 200 tys. km² ziem Rzeczypospolitej, Sowieci zlikwidowali wszelkie organizacje, zamknęli wszystkie świątynie, wprowadzili ruble zamiast złotych i prymitywną propagandę zamiast szkół. Na koniec odebrali język i obywatelstwo. A potem rozpoczęli wysiedlanie.

Zaczęło się ono już w listopadzie 1939 r., kiedy okupanci przemianowali zajęte przez siebie ziemie państwa polskiego na Zachodnią Białoruś i Zachodnią Ukrainę. Nocami znikali pojedynczy ludzie i całe rodziny – do dziś nie sposób ustalić, ile osób objęło to preludium do pierwszej fali deportacji.

W największy mróz, nad ranem 10 lutego 1940 r., do tysięcy polskich domów przyszli enkawudziści. Odczytali „wyroki” skazujące niewinnych ludzi na 5, 10, 20 lat osiedlenia we wschodnich rejonach czerwonego imperium. Dawali 10, góra 30 minut na spakowanie najpotrzebniejszych rzeczy i zawozili „czornymi woronami” (karetkami więziennymi) na najbliższą stację, gdzie kłębił się tłum podobnych nieszczęśników. Płacz dzieci i kobiet, wrzaski enkawudzistów, szczekanie psów, ostre snopy reflektorów, metaliczne łomoty przetaczanych wagonów. Porzućcie wszelką nadzieję wy, których skazała władza sowiecka.

Decyzja o deportacjach Polaków stanowiących „element niepewny” zapadła już 5 grudnia 1939 r., a podjęła ją Rada Komisarzy Ludowych. Przez dwa miesiące tworzono listy proskrypcyjne, podciągano szerokie linie kolejowe do głównych punktów zbiorczych, przygotowywano „wyroki”. Operację nadzorować miał nie byle kto, bo zastępca Ławrientija Berii Wsiewołod Mierkułow.

Pierwsza fala poniosła na wschód ok. 140 tys. ludzi: przede wszystkim polskich osadników wojskowych, zasobniejszych w ziemię chłopów, elity małych miast oraz pracowników leśnych. Polacy stanowili ponad 80 proc. deportowanych, reszta to Białorusini i Ukraińcy zatrudnieni w polskiej służbie leśnej.

Fala druga

W 1937 r., na początku „operacji antypolskiej” prowadzonej przez NKWD na rozkaz ówczesnego szefa Nikołaja Jeżowa, Józef Stalin na jednym z raportów podających liczbę rozstrzelanych Polaków napisał: „Bardzo dobrze! Kopcie i czyśćcie ten polski brud! ”. Sowiet Narodnych Komissarow realizował wytyczne „ojca narodów” i „czyścił” bez wytchnienia – decyzje o drugiej fali deportacji podjęto 2 marca 1940 r. Nieludzka bezwzględność bolszewików sięgnęła zenitu – zsyłce miały podlegać rodziny oficerów, policjantów i innych aresztantów przebywających w obozach jenieckich w Starobielsku, Kozielsku i Ostaszkowie. Trzy dni po tym postanowieniu przywódcy Związku Sowieckiego na wniosek Berii podjęli decyzję o rozstrzelaniu więzionych Polaków. W ten sposób po polskich elitach ziem wschodnich Rzeczypospolitej miały zginąć wszelki ślad i pamięć.

Gdy mężczyźni ginęli od strzałów w tył głowy, ich rodziców, żony i dzieci wożono na stacje – druga zsyłka rozpoczęła się w nocy z 12 na 13 kwietnia 1940 r. Enkawudziści wsadzali po 50–70 osób do czerwonych wagonów towarowych, zestawianych w długie składy, które powiozły polski „niebezpieczny element” daleko na wschód. W każdym ze składów mieściło się początkowo 1000–1500 osób. Początkowo bowiem każdego dnia umierali najsłabsi: dzieci i staruszkowie



zawartość zablokowana

Autor: Tomasz Panfil


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się





reklama

















#DziękujeMyZaOdwagę