Portretowała dusze

SZTUKA \ Każdy jej portret to zwierzenie, spowiedź

numer 2558 - 15.02.2020Kultura

Była najlepszym portrecistą swoich czasów. Zagubioną dziewczynką. Angelika Kuźniak w swojej świetnej biografii „Boznańska. Non finito” próbuje sportretować jedną z największych polskich artystek, kobietę, której życie zdeterminowała potworna trauma z czasów dzieciństwa.

Była geniuszem. W 1893 r. namalowała malarza Paula Nauena. Krytyk napisał: „jego blada twarz, którą w języku kiczu i podlotków nazywa się »interesującą«, tchnie nędzą naszych czasów”. Nauen wniósł pozew o zniesławienie. „Kurier Bawarski” musiał zapłacić karę i przeprosić artystę publicznie. Boznańska pisze w liście do ojca: „Oddałam bezwiednie charakter człowieka, o którego życiu wesołem dowiedziałam się dopiero z procesu”.

Dzieciństwo

Olga od wczesnej młodości umie przenikać ludzkie dusze. Cytat również z jej listu: „Szkicuję często, zupełnie nie myśląc, nie przypuszczając, że to moje szkicowanie może komuś zaszkodzić. Wytwarzam sobie obraz duchowy osób, które mnie interesują, tylko takich”.

Skąd ta nadwrażliwość? Skąd ta niewyobrażalna umiejętność czytania mowy ciała? Mają ją często dzieci molestowane lub poddane przemocy domowej. Odczytujące z mikrogrymasów, czy mają się do potwora domowego łasić czy od niego uciekać.

Wielu świadków stwierdzało wprost, że Olga Boznańska przez całe życie miała problemy emocjonalne. Najprawdopodobniej na jej losie zaważyła trauma z dzieciństwa. Historyk sztuki Anna Król: „To wyznaczyło drogi życia Olgi i jej młodszej siostry Izy – dwóch nieprzeciętnie zdolnych, a pokiereszowanych emocjonalnie osób. […] Prawdopodobnie były molestowane. Niektórzy sugerują, że przez ojca. Olga była całkowicie uzależniona od ojca. On ją utrzymywał…”.

Olga Boznańska nie mogła nawiązać kontaktu fizycznego z mężczyzną, nie znosiła dotyku. Anna Król pisze dalej: „Moją uwagę przykuły wczesne portrety dziecięce. Są przerażające. Napiętnowane niedziecięcymi przeżyciami. […] te dzieci upostaciowują jej doznania. […] Jest w nich coś niepokojącego. Podkreśla to też poza. Siedzą z rączkami zaciśniętymi, wpatrują się przed siebie, ponad naszymi głowami, zamknięte w sobie, jakby broniące dostępu”.

Alienacja

Olga nie chciała być kobietą dla kochanego przez siebie i kochającego ją Józefa Czajkowskiego. Całe życie odgrywała rolę kobiety dziecka, potrzebującej opieki, delikatności. Nawiązywała z mężczyznami jedynie pseudorelacje, zawsze byli oni od niej młodsi, coraz młodsi. Niedojrzała psychicznie, szukała kontaktów z ludźmi również jeszcze niedojrzałymi. Stały, wymagający odpowiedzialności związek był dla niej po prostu nieosiągalny. „Po Paryżu chodziła w sukni gipiurowej z trenem pełnym falban i plis. Wzbijał się za nią tuman kurzu. Drobna, delikatna, wyglądała jak posąg wyjęty na chwilę z ciemności piramidy”.

Trzydzieści lat malowała w pracowni przy Boulevard Montparnasse. Była skrajnie naiwna. Zagubiona w świecie. Przekonana, że Polska skrzywdziła Niemców, zabierając Śląsk, Pomorze i Wielkopolskę. „O ile piękniejszą była Polska, gdy była w rozbiorach i cierpiała, niż teraz, gdy prześladuje biedne Niemcy i rabuje ich ziemie, które od wieków należały do Niemiec”. Gniezno, od zawsze należące od Niemiec…

Rozdawała pieniądze, gdy tylko je miała. Skupiała wokół siebie oszustki i wydrwigroszów. Karmiła głodnych, zawsze chętnie pomagała. Nie pojmowała wrogości otoczenia. Żyła w potwornym brudzie, z wypchanym psem, wśród zwałów śmieci i truchełek myszy, które kiedyś hodowała w pracowni. Gdy umierała, nie było przy niej przyjaciół ani znajomych. Wcześniej zanotowała: „Kto zbyt długo żył tylko z samym sobą, traci zdolność do kochania innych”. No a wtedy trudno też znieść innych i siebie. Jej alienację pogłębiały samobójstwo uzależnionej od alkoholu i narkotyków siostry, samotność i postępująca skleroza.

Geniusz

Przez całe życie docierała do najgłębszych pokładów duszy swoich modeli. Zaczynała zawsze od oczu, „od tego w oczach, co stanowi ich wyraz”. Sama nie wiedziała, co to jest dusza? Tak, dusza, a dopiero potem to, co dookoła oczu, mgławica, chaos, i z tego chaosu powstaje człowiek, ba, powstaje świat, „bo za każdym razem powstaje kolejny świat, nieprawdaż?”. Pod koniec życia, tylko praca stabilizowała jej umysł i emocje. Gdy zaczynała malować, zmieniała się nie do poznania. Stawała się spokojna, uważna i znów przez chwilę była naturalna, interesująca, rozumna, miła i każdemu bliska.

Jak można namalować pianistkę, żeby wszyscy widzieli, że gra Chopina? Można. Olga potrafiła. Czterdzieści posiedzeń na portret. Empatia, oko, wgląd w duszę. Pisała: „Typ czy rasa zawiera w sobie charakter i to jest właściwe piękno. W tem siedzi dusza myśląca, pracująca, cierpiąca, znużona lub umęczona. Nie wolno niczego zmieniać z takich rysów. Zresztą ja nie potrafię poprawiać przyrody – maluje to, co widzę”. Była geniuszem, bo przecież nie geniuszką. Przykre, że nie była szczęśliwa.



Autor: Olga Tekieli