reklama


Epidemia dżumy we Wrocławiu w 1633 r.

numer 2591 - 25.03.2020

Wędrując wrocławską ścieżką historyczną wkomponowaną w chodnik na pl. Nankiera, trafiamy na tablicę z datą 1633. Okazuje się, że wtedy nawiedziła miasto najokrutniejsza w jego dziejach epidemia dżumy. O tym, jak straszna była to zaraza i jak rozprzestrzeniała się od czasów średniowiecza, w rozmowie z JANUSZEM GAJDAMOWICZEM mówi historyk PIOTR GALIK.

Jak to było z tą epidemią dżumy w czasach średniowiecza?

Trzeba dzisiaj pamiętać, że ta zaraza morowa lub czarna śmierć, jak była wtedy nazywana, była największą klęską epidemiologiczną znaną w Europie od czasów starożytności. Mówi się, że sparaliżowała i zatrzymała rozwój wielu krajów. Niebywałe wyludnienie spowodowało wielki regres gospodarczy, zwłaszcza w państwach najbardziej rozwiniętych i zurbanizowanych. Epidemie towarzyszyły ludzkości od czasów najdawniejszych, ale dopiero z czasem nauczono się dostrzegać, że to są choroby zakaźne, a nie jakiś „gniew demonów” czy „kara Boża”. Szczytem tego wszystkiego była tzw. dżuma Justyniana, która spustoszyła Cesarstwo Bizantyńskie mniej więcej 100 lat po upadku Rzymu. To był dramatyczny okres masowego wymierania ludzkości.

 

A jak zaraza dotknęła wtedy Europę?

W naszej tradycji bardziej znana jest straszliwa „czarna śmierć”, która panowała tutaj od połowy XIV w. i w latach późniejszych. Jeśli się popatrzy na mapę odtworzoną przez historyków medycyny i epidemiologów, to widać taką prawidłowość, że kraje południowe były dotknięte stosunkowo najmocniej, a wpływ na to miały różne czynniki. Z jednej strony cieplejszy klimat i wyższa temperatura sprzyjająca chorobom epidemicznym, zwłaszcza bakteryjnym, jaką była dżuma, z drugiej zaś znaczenie miała kwestia nawyków społecznych – większe zaludnienie, a przy tym łatwiejsza kontaminacja, czyli zarażanie się społeczności. W ówczesnych miastach nie było kanalizacji i wodociągów, higiena codzienna pozostawiała wiele do życzenia i dlatego też epidemie pustoszyły te okolice i te części Europy, które były najbardziej zurbanizowane i najbardziej zaludnione.

 

Czy były miejsca, do których dżuma wtedy nie dotarła?

W niektórych okolicach bardziej izolowanych, tam, dokąd nie dotarły chore osoby albo zwierzęta, epidemia się nie rozwinęła. Tak było w tym czasie np. w Pirenejach. W Kraju Basków też było w miarę spokojnie, paradoksalnie północne Włochy, tam, gdzie teraz przeżywany jest prawdziwy dramat, to też był obszar stosunkowo bezpieczny, szczególnie dotyczyło to alpejskich dolin



zawartość zablokowana

Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się





reklama

















#DziękujeMyZaOdwagę
reklama