reklama


​Stołeczni strażnicy miejscy mają pełne ręce roboty

numer 2592 - 26.03.2020

W czasie pandemii koronawirusa wszelkie służby mają pełne ręce roboty. Do nich należą również strażnicy miejscy, którzy w tej nadzwyczajnej sytuacji pracują normalnie.

Ostatnio jadący Wisłostradą patrol spostrzegł na wysokości Starego Miasta zepsuty samochód. Funkcjonariusze zauważyli przed pojazdem machającą kobietę. Zatrzymali się, by pomóc jej zmienić koło. Okazało się, że strażnicy udzieli pomocy lekarce, która właśnie jechała do szpitala na dyżur.

Jak przyznają funkcjonariusze, nie wszyscy rozumieją powagę obecnej sytuacji. Ludzie, zwłaszcza młodzi, gromadzą się w grupkach i przesiadują w parkach. Nie tak dawno strażnicy interweniowali w parku Skaryszewskim. Musieli uświadomić siedzącej tam młodzieży, że sytuacja związana z rozpowszechnianiem się wirusa jest poważna. Jego nie widać, a objawy choroby pojawiają się po kilku dniach. W tym czasie jedna osoba jest w stanie zarazić kilka innych. Takich rozmów strażnicy przeprowadzają po kilkadziesiąt w ciągu dnia.

– Profilaktyka w czasie epidemii musi polegać na zachowaniu bezpiecznych odległości. Liczy się dystans. Na tyle bezpieczny, by wirus nie przenosił się na innych. To podstawa, o którą wszyscy mogą zadbać sami – podkreślają stołeczni strażnicy miejscy.

Niestety wiele osób w tym czasie przesadza również z alkoholem. Nie tak dawno śpiącego na murze pijanego mężczyznę zauważył patrol miejski. Strażnicy zabrali mężczyznę do radiowozu, by się nim zaopiekować. Takie przypadki zdarzają się w każdej dzielnicy i nie należą do rzadkości



zawartość zablokowana

Autor: Anna Gębalska-Berekts


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się





reklama

















#DziękujeMyZaOdwagę
reklama