Pandemia – jeden dzień po…

FELIETON \ COVID-19 zmieni świadomość ludzi, może też w jakimś stopniu wpłynąć na światowy układ sił. Pytanie, jak bardzo

„The Day After” – tytuł tego amerykańskiego filmu z 1983 r. o wybuchu wojny jądrowej posłuży mi za próbę opisania tego, co będzie po zwycięstwie nad koronawirusem. Tylko kiedy to nastąpi?

Brytyjscy eksperci przewidują, że dopiero… na wiosnę 2021 r.! Ale może jednak ich analizy pochodzą z czasów, kiedy premier Boris Johnson uważał, że ze względu na gospodarkę nie należy zamykać restauracji, pubów, dyskotek, klubów et caetera. Teraz zjadł własny język i zmienił zdanie – zdaje się, że ku rozpaczy niektórych naszych publicystów (w tym jednego prawicowego), którzy uważali, że trzeba w Polsce kopiować model brytyjski i zachowywać się, jak gdyby nic się nie stało...
Polska trendsetterem
Cóż, jeśli chodzi o koronawirusa, to Polska wraz z Królestwem Danii i Republiką Czeską okazała się w Europie trendsetterem – podobnie jak wcześniej z Węgrami w kwestiach imigracji.
Ostateczne zwycięstwo w wojnie z COVID-19 zapewne będzie rozłożone w czasie. Nie będzie miało takiego charakteru jak zwycięstwa wojenne, które albo zwieńczone są traktatami pokojowymi, albo jasnym i spektakularnym wyrżnięciem armii przeciwnika na polu walki. Ta walka zakończy się prawdopodobnie wielkimi stratami, różnie na różnych kontynentach. Jeśli ufać oficjalnym danym, to Chińska Republika Ludowa ma już najgorsze za sobą, ale drugie najliczniejsze państwo świata, czyli Indie, dopiero wyrusza w tragiczną drogę pandemii. Podobnie jest z największym muzułmańskim państwem świata, czyli z liczącą 270 mln obywateli Indonezją. Na Starym Kontynencie z kolei w chwili, gdy Europa Południowa toczy śmiertelny bój, nasz region – Europa Środkowo-Wschodnia – ponosi straty relatywnie  niskie, choć oczywiście statystyka nie umniejszy rozpaczy rodzin tych, którzy odeszli. Chcę wierzyć, i są tej wiary podstawy, że straty na froncie w walce z COVID-19 w Polsce (i np. w Czechach) wynikają ze znacznie szybszej reakcji państwa, świetnie zorganizowanej pracy służb oraz znakomitej samodyscypliny społeczeństwa – zupełnie inaczej, niż to się działo czy dzieje się w Italii czy w Królestwie Hiszpanii – a nie dlatego, że pandemia falami zagarnia kolejne regiony Europy. Ale i tak zapewne główna fala uderzeniowa koronawirusa dopiero przed nami.
Być przygotowanym na życie po
Zatem jeśli najtrudniejsze dopiero przed nami i zapewne przed większością europejskich krajów, to jaki ma sens mówienie o tym, co będzie „the day after”? Po pierwsze: trzeba żyć nadzieją. Po drugie: już dziś trzeba sobie wyobrażać życie państw i narodów po koronawirusie. To trochę tak, przepraszam za porównanie, jak w czasach okupacji niemieckiej setki ludzi w Polskim Państwie Podziemnym w ramach Delegatury Rządu na Kraj pracowały, aby przygotować naszą państwowość w wymiarze gospodarczym, społecznym, systemu zdrowia, naukowym itd. do czasów pokoju.
A więc jak będzie? Zapewne całe gałęzie przemysłu przejdą przez pandemię niemal suchą stopą, nie zmniejszając produkcji, a nawet ją… zwiększając. Myśleć tu należy przede wszystkim o branży środków medycznych, dezynfekcyjnych, ale też o przemyśle spożywczym, któremu nie grozi specjalne trzęsienie ziemi: nieczynne są i przez jakiś czas będą restauracje czy bary, ale siłą rzeczy ludzie muszą jeść i popyt gospodarstw domowych na jedzenie wyraźnie rośnie. Mówię o tym dlatego, że choć gospodarka jako całość poniesie w każdym kraju olbrzymie straty, to absolutnie nie rozłożą się one równomiernie na różne sektory.
Co do pakietów pomocowych, które w ciągu 48 godzin, a więc w zasadzie równolegle zostały ogłoszone we Francji, w Wielkiej Brytanii, Polsce i Niemczech, to nie są one po to, jak rozumiem, aby całkowicie zrekompensować straty – bo to niemożliwe  – ale żeby przejść przez ten dramatycznie trudny czas możliwie najłagodniej. 
Po pandemii zadziała ekonomiczna sinusoida, a więc olbrzymie ożywienie gospodarcze i inwestycyjne, bo ci na świecie, którzy dysponują wielkim kapitałem, teraz nie mają go gdzie inwestować – chyba że w sektor medyczny i okołomedyczny. Paradoksalnie, kto przeżyje kataklizm ekonomiczny związany z pandemią, będzie miał szansę ekspansji, bo siłą rzeczy konkurencja zapewne się trochę wykruszy, a produkcja w poszczególnych branżach będzie jednak mniej lub bardziej ograniczona.
Lepsi ludzie, solidarne wspólnoty?
Ale nie tylko samym chlebem żyje człowiek. Jakie będą narody, społeczeństwa, wspólnoty po pandemii? Mamy do czynienia – nie tylko w Polsce, choć to Polska jest dla mnie  najważniejsza i cieszę się, że świeci przykładem – z erupcją szlachetności, zdrowego rozsądku, samodyscypliny, ba, autentycznego poświęcenia ze strony wielu ludzi i całych środowisk (myślę o gros pracowników różnych służb). Czy to będzie fundament budowy lepszych relacji międzyludzkich i społecznych w poszczególnych krajach? Czy od tej pory rzeczywiście już nic nie będzie takie samo? Życie pokaże.
Wszak żeby zobaczyć, jak to będzie dzień po, trzeba najpierw dotrwać do końca pandemii w dobrym zdrowiu fizycznym i psychicznym. Dlatego też #zostańwdomu#. Chuchajmy na zimne. Pamiętajmy, że era pandemii to czas gry zespołowej: indywidualne błędy, jak w  sportach drużynowych, kończą się źle dla pewnego zespołu (społeczności).
O polityce wewnętrznej pisać nie będę, choć po tak fantastycznym zadziałaniu ze strony struktur rządowych różnego szczebla wydawać by się mogło, że ludzie to docenią nie tylko w maju, lecz także np. w sierpniu czy we wrześniu, ale tak naprawdę zależeć będzie w pewnej mierze od przebiegu pandemii w Polsce, skali ofiar i ludzkiego zmęczenia. Opozycja wie dobrze, co robi, grając na przełożenie wyborów, bo stan autentycznego uznania i szacunku dla instytucji rządzących, prezydenta i formacji politycznych sprawujących władzę nie jest wszakże, czego uczy historia, dany raz na zawsze...
W wymiarze zewnętrznym prorokować jest trudniej, ale jest prawdopodobne, że Włosi, Hiszpanie i inne nacje nie zapomną Unii Europejskiej grzechu zaniechania, czyli bezradnej powściągliwości i braku pomysłów na solidarne działanie UE-27 oraz unikania realnych odpowiedzi ze strony instytucji unijnych na dramatyczne wezwanie, jakim był i jest COVID-19.
Pandemia wpłynie znacząco na świadomość ludzi, może też w jakimś stopniu zmienić  światowy układ sił. Na razie nie ma podstaw, aby sądzić, że zmieni mapę polityczną Polski. Stanowczo jednak odradzałbym związaną z tym pychę – zbyt wiele czynników może się przyczynić do zmiany tej sytuacji…
     

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze