Opozycja stosuje logikę Kalego

Dodano: 08/04/2020 - numer 2603 - 08.04.2020
fot. Wojciech Olkuśnik/PAP
fot. Wojciech Olkuśnik/PAP

WYBORY \ Głosowanie może się odbyć korespondencyjnie

Prawo i Sprawiedliwość ostatecznie przyjęło ustawę umożliwiającą korespondencyjne głosowanie 10 lub 17 maja. Przeciwko organizowaniu wyborów jest opozycja, której kandydaci, gdyby wierzyć sondażom, są daleko w tyle za prezydentem Andrzejem Dudą. Już dzisiaj politycy Koalicji Obywatelskiej mówią o tym, że wybory korespondencyjne są łamaniem demokracji. – Spodziewamy się obstrukcji – mówi nam Paweł Lisiecki, poseł Prawa i Sprawiedliwości.
Ostatecznie po całodziennych perturbacjach Zjednoczona Prawica zdołała przeforsować projekt korespondencyjnych wyborów. Oczywiście nie wszyscy politycy formacji rządzącej są z tego powodu szczęśliwi, a wczoraj posłowie Porozumienia przekonywali, że „głosowali za, ale się nie cieszyli”.
Teraz ustawa trafiła do Senatu. – Pan marszałek Grodzki już zapowiedział, że Senat wykorzysta 30-dniowy czas na procedowanie tej ustawy i zasięgnie opinii rzecznika praw obywatelskich, PKW i Sądu Najwyższego oraz zainteresowanych instytucji. W moim przekonaniu dzisiaj sprawa wyborów interesuje tylko komentatorów, trochę polityków i dziennikarzy, ale na pewno nie obywateli. Zwykli Polacy zastanawiają się, czy nie stracą miejsc pracy, a firmy, w których pracują, przetrwają – mówi nam Jan Filip Libicki, senator Polskiego Stronnictwa Ludowego. Jak podkreśla, wiele technicznych kwestii w procesie wyborczym powinno zostać wyjaśnionych. – Mało kto zwraca uwagę na możliwość i sposób przeprowadzenia głosowania dla Polaków mieszkających za granicą. Jeżeli miałoby to być głosowanie stacjonarne, to nie wiadomo, czy poszczególne kraje na to pozwolą. Z tego, co wiem, część krajów odmówiła przeprowadzenia wyborów 10 maja. Gdyby miało się to odbyć korespondencyjnie, to jak? Wybory są w tej sytuacji trudne do przeprowadzenia, a nieuczestniczenie w nich Polonii może być przesłanką do podważenia ich wyniku – mówi nam senator Libicki.
Posłowie formacji rządzącej nie ukrywają, że spodziewają się obstrukcji opozycji na każdym poziomie, od tworzenia komisji wyborczych, aż po wzywanie do bojkotu. – Pewnie gdyby były lepsze sondaże Małgorzaty Kidawy-Błońskiej i dawały jej szanse na zwycięstwo, to ci sami ludzie, którzy dzisiaj nawołują do przesunięcia wyborów, mówiliby, że zmiana terminu to łamanie konstytucji i wprowadzanie dyktatury. Opozycja stosuje logikę Kalego – mówi nam Paweł Lisiecki z PiS.
W mediach społecznościowych już dzisiaj pojawiają się głosy o nielegalności procesu wyborczego. „Nielegalnie powołany (bo niewybrany) Andrzej Duda w niczym nie będzie gorszy od prezydenta Dudy wybranego legalnie, ale notorycznie łamiącego konstytucję. Zdeptana demokracja? Nienawiść silniejsza od szacunku do prawa. Znów rozlegnie się faszystowskie: Słychać wycie? Znakomicie!” – napisała na Twitterze Magdalena Adamowicz.
Tymczasem PiS zostawia sobie furtkę. Nie jest powiedziane, że wybory się na 100 proc. odbędą w maju. Wszystko będzie zależało od rozmiarów epidemii. – Zobaczymy, jak będzie wyglądała sytuacja po świętach. Możliwe, że jeżeli będzie się pogarszać, to realne jest wprowadzenie stanu nadzwyczajnego. Wtedy wybory mogłyby się odbyć w lipcu lub sierpniu – mówi nam Lisiecki. Opozycja bardzo chce zyskać czas. Jak wynika z badania IBRIS dla „Rzeczpospolitej”, na prezydenta Andrzeja Dudę zagłosowałoby teraz 47 proc. respondentów, a na drugą Małgorzatę Kidawę-Błońską jedynie 12,4 proc.
Senator PSL odrzuca jednak argument o tym, że opozycja jest niechętna wyborom z uwagi na sondaże. – W ostatnim sondażu Władysław Kosiniak-Kamysz wyprzedza Małgorzatę Kidawę-Błońską. Nasz sprzeciw nie wynika z sondaży, ale z przykładu Bawarii, gdzie przeprowadzenie wyborów nie przyczyniło się do zwiększenia liczby zakażonych – podkreśla Jan Filip Libicki.
     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze