Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Pozostaliśmy wierni Polsce

Dodano: 10/04/2020 - numer 2605 - 10.04.2020
fot. Włodzimierz Wasyluk/Gazeta Polska
fot. Włodzimierz Wasyluk/Gazeta Polska
Ten dzień zapamiętali wszyscy Polacy. Nasz w miarę bezpieczny świat rozleciał się wraz ze śmiercią Prezydenta i towarzyszącej mu delegacji. Szok, przerażenie i duszący żal za tymi, których znaliśmy, ceniliśmy, a często się z nimi przyjaźniliśmy. Takie uczucia targały mną i wieloma moimi kolegami. Może my byliśmy na to przygotowani lepiej niż inni, bo za czasów rządów Donalda Tuska próbowano nas wykończyć finansowo, pozbawić dobrego imienia, a parę razy wsadzić do więzienia. Nikt jednak nie był przygotowany na śmierć elity polskiego państwa. To była już zupełnie inna skala uderzenia w Polskę.
Dziesięć lat temu natychmiast zebraliśmy się w redakcji i postanowiliśmy, że sprawy nie odpuścimy, póki nie zostanie wyjaśniona. Jeszcze tej samej nocy wydaliśmy i rozkolportowaliśmy specjalny numer „Gazety Polskiej”. Nie było wtedy jeszcze „Codziennej”. Wprawdzie dzień wcześniej zostałem nagle wyrzucony z TVP, ale zdążyliśmy wezwać ludzi do gromadzenia się na Krakowskim Przedmieściu (nie byliśmy tu jedyni).
Już wtedy zorientowałem się, że zamiast uczciwego wyjaśniania sprawy serwuje się nam jakiś rodzaj z góry ustalonej wersji tragedii. Potem rzeczywistość potwierdziła te podejrzenia. Postanowiliśmy, że będziemy tak długo organizować uroczystości związane z pamięcią o poległych, aż w Warszawie stanie ich pomnik i będzie można zbadać, co naprawdę się stało. Uroczystości przybrały formę mszy św. w intencji poległych i marszów pamięci. Przez całe lata starałem się ich nie opuszczać, będąc albo w Krakowie pod Wawelem, albo w Warszawie przed Pałacem Prezydenckim. Po raz ostatni byłem na marszu w dniu, gdy odsłonięto pomnik. Wtedy też przestałem pisać apele, które odczytywano wszędzie tam, gdzie działały kluby „GP”.
Sprawa Smoleńska spowodowała, że nasze środowisko rozpoczęło projekt „Gazety Polskiej Codziennie” i włączyliśmy się w tworzenie Telewizji Republika. Wyprodukowaliśmy kilkanaście filmów dokumentalnych, tworząc coś, co potem nazwano drugim obiegiem. Nie były to działania mające przynieść jakąkolwiek korzyść, wręcz przeciwnie – ponosiliśmy ogromne ryzyko tworzenia projektów bez zaplecza finansowego. Za to spadały na nas kolejne represje. Z tytułem „Gazety Polskiej” nie wolno było pojawić się ani w mediach publicznych, ani prywatnych. Całkowicie zakazano mi i moim kolegom występów w Polskim Radiu, mimo że przez 15 lat byłem stałym współpracownikiem tego medium.
Takie wykluczenie powodowało, że pogardliwie odnoszono się do nas nie tylko w środowiskach prorządowych, ale nawet w wielu prawicowych. Chciano nas zmarginalizować i kompletnie zniszczyć.
Czy warto było? Tego pytania nie musiałem sobie ani ja, ani moi współpracownicy zadawać.
Pozostaliśmy wierni naszemu Prezydentowi. Pierwszemu, który bardziej cenił polskie sprawy niż dobro osobiste, a jak się okazało, niż nawet własne życie.
Pozostaliśmy wierni polskiej niepodległości, którą tragedia smoleńska miała przekreślić.
Pozostaliśmy wierni sobie.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze