Kariera wydłużona o rok

Lekkoatletyka \ Sport w czasie i po epidemii

W takim czasie solidarność międzyludzka to sprawa najważniejsza. Pieniądze będą, mniejsze czy większe. Sponsorzy pewnie będą się wycofywać. Ale zyskamy nowe doświadczenia. Zobaczymy na własne oczy, że spustoszenia podobnego jak wojna czy kryzys gospodarczy może dokonać niewidzialny wirus – z Piotrem Małachowskim, dwukrotnym wicemistrzem olimpijskim w rzucie dyskiem, członkiem Grupy Sportowej Orlen, rozmawia Artur Szczepanik.   
Igrzyska w Tokio zostały przeniesione na 2021 r. Pana plany muszą zostać zmienione, bo to miało być Pana pożegnanie ze sportem. Co teraz? Czy przez rok utrzyma Pan formę i będzie w stanie walczyć o medal?
To prawda, chciałem zakończyć karierę na wielkiej imprezie, powalczyć o złoty medal. Chciałem też wziąć udział w Memoriale Kamili Skolimowskiej, gdzie odbyłoby się pożegnanie z polskimi kibicami. Chciałem tam podziękować sponsorom, kolegom, Polskiemu Związkowi Lekkiej Atletyki. Okazało się jednak, że nic z tego nie wyjdzie.
Czyli przez epidemię koronawirusa plany legły w gruzach…
Nie mam zamiaru się zastanawiać, co będzie, co miało być. Teraz trzeba wziąć się w garść i robić swoje. Plany zostały przesunięte o rok. Dobrze się czuję. To dla mnie dobry okres. Tydzień temu przeszedłem zabieg łąkotki. Chcę normalnie funkcjonować, daleko rzucać i tyle. To nie problem, że moja kariera zostanie przedłużona o kolejny rok.
Tak długi pobyt w domu rodzinnym to dla Pana bliskich nowa sytuacja. Zwykle ten okres spędza Pan na startach i zgrupowaniach.
Wszyscy się o to pytają. A ja mam się czuć źle, że jestem z bliskimi? Przecież to moja rodzina. To prawda, że sportowcy więcej wyjeżdżają, ale fakt, że jestem dłużej w domu, nie jest dla mnie niczym nadzwyczajnym. Wiedziemy normalne życie, jak rodzina. Co tu dużo mówić. Trenować i tak nie mogę, bo jestem po zabiegu, więc spędzam czas w domu.
Kiedy Pan ostatnio normalnie trenował?
Nie pamiętam, ale na pewno mniej niż miesiąc temu. Później ćwiczyłem w domu. Wiadomo, że to nie są normalne treningi, bo nie mogłem pracować nad techniką rzutu, ale robiłem, co mogłem. Ćwiczyłem siłę. Nie chcę się na ten temat za bardzo rozwodzić, bo to nie jest normalna sytuacja. Nie można robić tego, co zawsze, tylko trzeba się dostosować i nie marudzić. To jest życie, które często nas zaskakuje. Sportowcy są przyzwyczajeni do niecodziennych sytuacji, kontuzji, przerw w startach. Nie oglądam się na rywali, nie patrzę, co robią inni na świecie. Jest jak jest i trzeba się ogarnąć.
A wie Pan, jak będzie wyglądać rehabilitacja po zabiegu łąkotki?
Jeszcze nie, ale razem z moim fizjoterapeutą Maćkiem opracujemy jakiś plan działania.
Ewakuował się Pan ze zgrupowania w Portugalii prezydenckim samolotem, razem z innymi lekkoatletami i wioślarzami
15 marca?
Nie. Nie czekałem na niego, tylko wróciłem z Monte Gordo na własną rękę dzień wcześniej. Słuchałem tego, co dzieje się w kraju, co mówią premier i prezydent. Wiedziałem, że sytuacja jest poważna, że granice mogą zostać zamknięte lada moment. Nie chciałem czekać na rozwój wypadków, tylko jak najszybciej wrócić do rodziny. Jestem odpowiedzialnym człowiekiem.
Pod koniec zeszłego roku zwiedził Pan też miejsce, gdzie to wszystko się zaczęło – chiński Wuhan podczas 7. Światowych Wojskowych Igrzyskach Sportowych.
Nie podobało mi się tam, bo nie zdobyłem medalu. Organizacyjnie wszystko jednak było na tip-top. Warunki mieliśmy super. Chińczycy chcieli się pokazać z jak najlepszej strony i to im się wtedy udało. Zapamiętam tę imprezę z jeszcze jednego powodu. Byłem chorążym naszej reprezentacji i niosłem biało-czerwoną flagę. Z tego powodu, choć uroczystość otwarcia igrzysk była wieczorem, ja na stadionie musiałem być o godz. 13 i próbować. Kiedy później usłyszeliśmy o epidemii i o różnych teoriach spiskowych z bronią biologiczną, to autentycznie zamarłem na wspomnienie tego, że pod koniec października byłem w Wuhanie.
Jak Pan myśli, co ze sponsorowaniem sportu po pandemii? Wielu dobroczyńców się wycofa? Pan ma stabilne finansowanie dzięki PKN Orlen, ale wielu Pana rywali może tylko o czymś takim pomarzyć. Pieniądze na mityngach też pewnie będą mniejsze?
Z racji tego, że jestem najstarszym członkiem naszego lekkoatletycznego teamu, w ramach Grupy Sportowej Orlen, wielu sportowców z naszej ekipy dzwoniło do mnie i pytało, co będzie, czy nie stracimy sponsora. Anna Ziobroń, dyrektor marketingu w PKN Orlen, powtarzała mi: czekajcie spokojnie, wszystko niedługo się wyjaśni, o nic się nie martwcie. Później było wystąpienie prezesa Daniela Obajtka, który powiedział, że nic się nie zmienia i nadal będziemy otrzymywać wsparcie. W takim czasie to bardzo ważna sprawa. Wielkie dzięki za to. Jest kryzys, a my nie musimy martwić się o finanse i możemy w spokoju przygotowywać się do igrzysk za rok. A chyba każdy wie, że spokojna głowa to podstawa sukcesu dla każdego sportowca.
Jak bardzo zmieni się sport po koronawirusie? Wasze zarobki pewnie spadną, nagrody na mityngach będą pewnie mniejsze.
Rzut dyskiem i tak wyrzucono ostatnio z Diamentowej Ligi, więc na mityngach i tak bym dużo nie zarobił. Pieniądze na pewno będą dużo mniejsze. Wszyscy będziemy musieli przewartościować swoje podejście do życia. W takim czasie wartości materialne, finansowe nie są najważniejsze. Widziałem taki mem z Dalajlamą z podpisem: „Człowiek poświęca swoje zdrowie, zarabiając pieniądze, następnie zaś poświęca pieniądze, by odzyskać zdrowie”. I tak to wygląda. Nie ma co myśleć o pieniądzach, sport też schodzi na drugi plan, kiedy na świecie dzieją się takie rzeczy, kiedy tylu ludzi umiera. W takim czasie znaczenia nabierają takie gesty, jak rozwożenie obiadów dla lekarzy, produkcja płynów odkażających, jak to robi Orlen. Moja żona ma gabinet kosmetyczny i teraz, kiedy nie może pracować, to ze znajomymi przygotowuje posiłki dla personelu Szpitala Bródnowskiego. W takim czasie solidarność międzyludzka to sprawa najważniejsza. Pieniądze będą, mniejsze czy większe. Sponsorzy pewnie będą się wycofywać. Ale zyskamy nowe doświadczenia. Zobaczymy na własne oczy, że spustoszenia podobnego jak wojna czy kryzys gospodarczy może dokonać niewidzialny wirus.
Jest Pan zawodowym żołnierzem. W czasie pokoju może Pan spokojnie trenować i nie angażować się w działania armii. Teraz jednak jest czas epidemii i wojsko pomaga w wielu dziedzinach działalności państwa. Czy został Pan wezwany do spełniania obowiązków związanych z noszeniem munduru?
Gdybym dostał taki rozkaz, tobym się dostosował i bezzwłocznie udał się tam, gdzie trzeba. Nie byłoby żadnego problemu. Wiem, jakie są moje obowiązki jako żołnierza. Usłyszałem jednak, że mam siedzieć w domu, nie narażać się i przygotowywać się do startów.
Nie rozmyśli się Pan i nie przedłuży kariery po Tokio? Nie będzie Panu brakować sportu?
Nie rozmyślę się. Na sto procent kończę karierę. Po igrzyskach oficjalnie zakończę karierę. To już postanowione.
Artykuł powstał we współpracy z PKN Orlen
     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze