Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Maseczka do sukienki

Dodano: 20/04/2020 - numer 2612 - 20.04.2020
fot. Fabrizio Bensch/Reuters
fot. Fabrizio Bensch/Reuters
Koronawirus poukładał nam życie we wszystkich obszarach, ale my także nie zasypiamy gruszek w popiele i reagujemy na jego obecność, używając największej człowieczej broni – pomysłowości. Wymyślamy więc domowe sposoby na płyny i żele do dezynfekcji, szyjemy coraz atrakcyjniejsze maseczki. Panie już zaczęły dobierać ich kolor do sukienek.
Nawet zapalniczki znalazły zastosowanie. Na filmie, który nagrał i wrzucił do sieci Polak mieszkający w Wuhan, możemy zobaczyć, że zapalniczki używa się tam do naciskania wszelkich przycisków (np. windy czy domofonu), by nie robić tego bezpośrednio palcami. Po wciśnięciu zapalniczkę się zapala i w ten sposób ona sama się dezynfekuje i znów mamy bezpieczne narzędzie do wciskania guzików.
Na tym samym filmie widać, że do łask wróciły scyzoryki. Autorowi filmu składany nóż służy do otwierania paczek od kurierów. Tam paczki zostawiane były w czasie blokady miasta przed osiedlami na ulicy. Autor pokazuje, jak nożem otwiera bezpiecznie paczkę, tak by nie dotykać opakowania, wyjmuje zawartość, a opakowanie zostawia. W ten sposób nie przenosi wirusa na opakowaniu na teren osiedla.
Z nadrukiem
jak z „Gwiezdnych wojen” i inne
To tylko przykłady pomysłowości, która ujawnia się w czasie epidemii. Prawdziwy rozkwit kreatywności widać na przykładzie maseczek na twarz. W sieci aż roi się od pomysłowych wzorów nanoszonych na maseczki, ale także od różnych kształtów, jakie wymyślają projektanci tego obowiązkowego teraz zabezpieczenia. Mamy więc wzory makabryczne, jak zęby w czaszce. Są też nosy klowna, kły tygrysa czy namiętne usta. Miłośnicy „Gwiezdnych wojen” mogą nabyć maseczki zakrywające całą twarz, odwzorowujące hełm szturmowca Imperium. W sieci można też zamówić maseczki z nadrukiem, czyli samemu zdecydować, co się będzie na twarzy nosiło. A to sprawa wcale nie mniej ważna niż ochrona, którą mają zapewniać. Znam panie, dla których maseczki muszą jakoś wyglądać, i już teraz dobierają one ich kolor do odzienia. Niewykluczone, że z czasem doczekamy się podziału na maseczki męskie i damskie, a te drugie będą dobierane ze względu na kolor butów czy torebki lub odwrotnie.
Ciekawe, jakie trendy czekają przyłbice ochronne. Warto o nich wspomnieć, bo produkowane są różnym chałupniczym sposobem: od odchudzania ciężkich masek spawalniczych po wycinanie i łączenie elementów z pleksi i aluminium. Są też drukowane na drukarkach 3D, jak te, które Łukasz Więcek, prezes Fabryki Pasji, wydrukował dla pracowników zielonogórskiej placówki medycznej zajmującej się pacjentami zakażonymi koronawirusem. Wydruk jednego egzemplarza trwał 2,5 godziny, ale dzięki kilku urządzeniom fundacji prowadzonej przez Więcka i jego żonę w 2 dni powstało 50 przyłbic.
Z olejkiem eterycznym
Bez drukarki 3D można się obyć, wytwarzając płyn do dezynfekcji własnej roboty. Mnóstwo jest przepisów, jak go wyprodukować domowym sposobem. Oto przykład z sieci (Szczesliva.pl): „Podrzucę Wam przepis na 3 wersje płynu do dezynfekcji rąk:
Jeden będzie prosty – czyli będzie to prosty przepis na płyn antybakteryjny (tylko na bazie spirytusu rektyfikowanego i wody, ew. hydrolatu).
Drugi oprócz spirytusu rektyfikowanego będzie zawierał dodatkowo żel aloesowy (aby oprócz dezynfekcji skóra dostała odrobiny nawilżenia). Taki żel aloesowy można kupić w niektórych drogeriach i aptekach. Czyli to będzie przepis na płyn antybakteryjny nawilżający.
A w trzecim przepisie oprócz żelu aloesowego dorzucimy kilka kropel gliceryny (która łagodzi wysuszające działanie alkoholu etylowego) i olejek eteryczny limetkowy, który dodaje ładnego zapachu i przyjemniej się wtedy takiego płynu używa. Czyli to będzie przepis na płyn antybakteryjny nawilżający i o ładnym zapachu”.
Czyli znów: konieczność ciągłego użytkowania takich specyfików zrodziła pomysłowość idącą w kierunku uczynienia z takiego płynu/żelu czegoś pachnącego i łagodnego. Budulcem zasadniczym jak widać jest spirytus. I tu być może leży wyjaśnienie zagadki, dlaczego jednym z najbardziej deficytowych towarów na rynku są drożdże. Te bowiem są niezbędne do zacieru na bimber. I tu apel: nie używajcie drożdży spożywczych, drodzy producenci podstawy do płynów dezynfekujących zewnętrznie i wewnętrznie. Na portalach aukcyjnych jest multum drożdży gorzelniczych do tego przeznaczonych. Nie trzeba więc ujmować surowca tym, którzy w domowych warunkach chcieliby upiec bułki czy chleb. Oni z drożdży gorzelniczych „turbo” chleba nie upieką, a wy upędzicie alkohol jak najbardziej.
Kobiety mają łatwiej
Gdy się już płyn dezynfekcyjny ma, trzeba go w czymś trzymać i to w czymś, co tym płynem pryska. Z tego powodu wszystkie pojemniki z atomizerami znalazły się w obszarze zainteresowań. Od małych po takie półlitrowe, np. po płynie do mycia szyb. Przy okazji szukania dozowników okazało się, jakim marnotrawstwem jest kapslowanie wszelkich buteleczek po wodach po goleniu. Nie da się w nich odkręcić atomizera, napełnić ich i psikać, a właśnie takie buteleczki byłyby w sam raz do kieszeni czy auta. Damskie zasoby kosmetyczne są bardziej pod tym względem łaskawe, więc wiele olejków czy płynów do ciała kupowanych jest tylko po to, by wylać ich zawartość i zastąpić je płynem dezynfekującym. Panom polecam tanią wodę po goleniu zawierającą spirytus. Stanowiła ona obok zapalniczki i noża podstawowe wyposażenie wspomnianego na wstępie naszego rodaka z Wuhan.
W czasie gdy my kombinujemy, jak przetworzyć drożdże na płyn do dezynfekcji albo dobrać maseczkę do sukienki, naukowcy na całym świecie od Polski po USA wytężają swoją kreatywność, by znaleźć lek na COVID-19 lub szczepionkę uodparniającą nas na koronawirusa. Pisaliśmy o przykładach z Polski, a ostatnio informacje o leku dotarły z Brazylii i USA. Ten ostatni przypadek wywołał euforię na tamtejszej giełdzie, co pokazuje, jak bardzo pandemia i walka z nią pobudza rynki finansowe. Informacja o tym, że jedna z firm najprawdopodobniej ma lek na COVID-19, sprawiła, że indeksy giełdowe poszybowały w górę. Eksperci studzą emocje, bo od nawet udokumentowanych, ale w ograniczonej skali sukcesów do pewności, że ten lek na pewno jest, droga daleka. Giełdowym spekulantom to nie przeszkadza. Wiadomo przecież, że największą kreatywnością od zawsze wykazuje się świat wielkiej finansjery. To on trzęsie rynkami i to on, a nie naukowcy, zarobi na leku, gdy się on wreszcie pojawi. Ale to już zupełnie inna historia...
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze