​A Bartoszewski by nie bojkotował

Jak przypomniał kilka dni temu Donald Tusk, Władysław Bartoszewski mówił, że warto być przyzwoitym. I wyjaśnił, że dziś być przyzwoitym, to bojkotować wybory. Tusk mało bywa w Polsce, ze wspaniałej Brukseli do nędznej Warszawy jest 1300 km, więc trudno się dziwić, że nie dostrzegł takiego drobnego szczegółu, iż syn Władysława Bartoszewskiego jest dziś w PSL. A PSL w klęsce Kidawy-Błońskiej widzi historyczną szansę na to, by stać się głównym ugrupowaniem opozycyjnym. No i Władysław Teofil Bartoszewski ogłosił, że ojciec, gdyby żył, chyżo pognałby na wybory. Mało, żeby pognał. Jeszcze „zdecydowanie potępiłby nawoływanie do bojkotu”. I co gorsza, odpowiedzialnością za wygraną Andrzeja Dudy obciążyłby „wszystkich, którzy nawoływali do bojkotu”. Jak wyglądałoby takie potępienie, łatwo sobie
67%
pozostało do przeczytania: 33%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze