Polak wodzem Indian

MICHIGAN \ Cross Village

numer 2645 - 29.05.2020Podróże

Nie ma chyba drugiej takiej historii w naszym narodzie. Historii opowiadającej o polskim emigrancie, który dzięki własnej pracy i pogoni za marzeniami z dzieciństwa stał się członkiem plemienia Ottawa. A następnie… jego wodzem.

Nie znałem stryjka – elegancko ostrzyżony, na oko trzydziestopięcioletni mężczyzna mówi mi w tej chwili, patrząc prosto w oczy. Widać, że jest trochę przejęty. – Urodziłem się rok po jego śmierci. Ale ludzie tutaj sporo o nim mówią. To człowiek legenda.

Mark stara się mówić po polsku. Raz na jakiś czas wplata tylko angielskie słówko. Całość historii stara się jednak utrzymać w ojczystym języku sławnego stryjka. Właściwie jest wnukiem jego brata. I dobrze wie, że gdyby nie Stanisław Smolak, raczej by tu teraz ze mną nie siedział.

Jesteśmy na stromej zalesionej skarpie jeziora Michigan. To osada Cross Village. Nazywana niegdyś przez Francuzów L’Arbre Croche, czyli Krzywe Drzewo. O tej nazwie jednak mało kto tu pamięta. W przeciwieństwie do nazwy Waw-go-naw-ki-sa, powtarzanej z kolei z dość dużym szacunkiem. Tak bowiem na to miejsce od lat wołają Indianie tutejszego plemienia Ottawa. I to właśnie z jednym z nich wiąże się historia tego miejsca.

Nazywał się Stanisław Smolak. Był Polakiem z krwi i kości, urodzonym w podkarpackiej Kamionce w dość ubogiej rodzinie. Staś od dzieciństwa stronił od uciech czy zabaw z kolegami, przedkładając na nie samotną pracę strugania w drewnie i rzeźbienie sobie tylko znanych maszyn czy pojazdów. W wieku 21 lat skonstruował własnoręcznie rower, którym udał się do pobliskiego Lwowa i tam zdobył drugą nagrodę w konkursie technicznym. Innym razem stworzył wielkie młyńskie koło napędzane przesypującym się piaskiem. Galicyjska bieda zmusiła go jednak do opuszczenia ojczyzny.

W 1912 roku, mając 25 lat, trafił za ocean – wpierw do Nowego Jorku, a następnie do Buffalo, do Chicago. Pracował w przemyśle włókienniczym, w hucie, w rzeźni, by finalnie trafić do Detroit, gdzie zatrudnił się w warsztacie samochodowym. Pracował tam sumiennie i ciężko, zapominając niejako o dziecięcej pasji



zawartość zablokowana

Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama









#DziękujeMyZaOdwagę
reklama