Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

W Afryce wirusy chodzą parami

Dodano: 05/06/2020 - numer 2651 - 05.06.2020
Od początku wybuchu pandemii COVID-19 było wiadomo, że w największym stopniu dotknie ona kraje nieprzygotowane do masowego przyjęcia zarażonych na szpitalne oddziały, gdzie służba zdrowia jest w złym stanie, a w kraju mnożą się inne liczne problemy społeczne. Scenariusz co do joty sprawdził się w kontekście Afryki. Eksperci wskazują, że to właśnie tam, po ustabilizowaniu sytuacji w Europie, może uderzyć potencjalna nowa fala zarażeń koronawirusem. Dodatkowo coraz bardziej przypomina o sobie wirus ebola, którego kolejne ogniska wykryto w DR Konga.
Ponad 165 tys. przypadków zarażeń odnotowanych niemal we wszystkich krajach kontynentu. Do tego 4,7 tys. ofiar śmiertelnych – najwięcej, ponad tysiąc, w Egipcie, który z Republiką Południowej Afryki przewodzi koronawirusowej statystyce. Do tego widmo kolejnej fali zakażeń, brak odpowiedniej liczby testów mogących wykryć niebezpieczny patogen oraz cała masa problemów, z którymi Afryka jako kontynent i jej poszczególne kraje zmagają się od dziesięcioleci – tak wygląda rzeczywistość Czarnego Lądu w obliczu pandemii COVID-19. O tym, że w najbliższym czasie sytuacja nie ulegnie diametralnej poprawie, świadczą nie tylko statystyki Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), lecz także przewidywania ekspertów. Coraz bardziej słychać bowiem głosy, że Afryka już niedługo może stać się nowym pozaeuropejskim epicentrum koronawirusa, który z racji licznych problemów z tamtejszą opieką medyczną i dostępem do sprzętu i lekarstw będzie miał niemal idealne warunki do rozwoju i siania spustoszenia głównie w biedniejszych krajach. Większość państw wdrożyła plany działań związanych z koronawirusem i możliwym nagłym wzrostem zarażeń, jednak sama WHO przekonuje, że zawierają one wiele luk i niedociągnięć, które w końcowym rozrachunku mogą przynieść opłakane skutki.
Cicha epidemia
Już przed kilkoma dniami WHO ostrzegła, że w kontekście Afryki możemy mieć do czynienia z cichą epidemią. Wszystko przez niedostateczną liczbę testów na obecność koronawirusa. Nie ma badań, więc trudno tak naprawdę oszacować, ile osób jest nosicielami niebezpiecznego patogenu. – Musimy naciskać na przywódców, by uznali testy za priorytet – wskazał Samba Sow, wysłannik Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) do Afryki. Może powtórzyć się tam znany wszystkim scenariusz, w którym podana przez oficjalne władze liczba zarażonych będzie znacznie odbiegać od liczby rzeczywistych przypadków. Niedawno o takiej sytuacji było głośno w Brazylii, obecnym epicentrum koronawirusa. Tam również pojawiły się doniesienia o zbyt niskiej liczbie przeprowadzonych testów, jednak za główną przyczynę uznano celowe tuszowanie danych przez władze, by w ten sposób przekonać społeczeństwo, że potrafią skutecznie walczyć z koronawirusem. Wcześniej o rozbieżnościach w statystykach zgonów i zachorowań mówiło się w kontekście Wielkiej Brytanii i Hiszpanii, zaś najbardziej jaskrawy przykład to Chiny, gdzie tylko w mieście Wuhan w prowincji Hubei, skąd koronawirus wyruszył w świat, liczbę zmarłych zaniżono aż o połowę. Jeżeli sytuacja z brakiem testów będzie się w Afryce utrzymywać, wówczas niezdiagnozowanych nosicieli przybędzie w zastraszającym tempie, a niewydolne systemy opieki medycznej nie poradzą sobie z udzieleniem pomocy tak dużej liczbie osób jednocześnie. I choć na razie liczba zgonów w Afryce stanowi niewiele ponad 1,2 proc. ogólnoświatowej liczby, w razie zaniechania działań wskaźnik poszybuje w górę, a wtedy na doraźną pomoc może być za późno.
Ebola nie odpuszcza
Z sytuacją epidemiczną na Czarnym Lądzie wiążą się również przypadki nowych ognisk zarażeń wirusem ebola. WHO potwierdziła, że w Demokratycznej Republice Konga odnotowano dwa ogniska zarażeń, oddalone od siebie o około tysiąc kilometrów. Wszystkie zarażone osoby są odizolowane od reszty, a zarówno WHO, jak i inne organizacje pomocowe oraz miejscowe władze robią, co mogą, by nie dopuścić do rozprzestrzenienia się eboli. W pewnym stopniu opanowanie zarażeń jest w tym przypadku łatwiejsze niż przy koronawirusie, gdyż ebola nie przenosi się poprzez kichnięcie czy kaszel, a jedynie po zetknięciu z krwią i płynami ustrojowymi osoby zarażonej. Wirus może utrzymywać się w organizmie i nie dawać znaku nawet przez rok. Warto jednak przypomnieć, że przenoszą go także zwierzęta. Między 18 a 30 maja na ebolę zmarło w DRK pięć osób, w tym dziecko. To trzecia epidemia wirusa w tym kraju od 2017 r. Jedna z poprzednich została ogłoszona w sierpniu 2018 r. i od tamtej pory zabiła blisko 2,5 tys. osób. Władzom nie udało się jej całkowicie ugasić. Może tak stać się dopiero pod koniec miesiąca, gdyby nie odnotowano tam ani jednego nowego przypadku zarażenia. Tymczasem pojawiły się nowe ogniska, w dodatku w sytuacji, gdzie trzeba walczyć także z koronawirusem. Tym patogenem zaraziło się już tam 3,5 tys. osób, zmarło 75. – Epidemia [eboli] przypomina nam, że koronawirus nie jest jedynym zagrożeniem dla zdrowia ludzi, przed jakim stoimy – wskazał przed kilkoma dniami szef WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus. Gwoli ścisłości należy też wspomnieć o epidemii odry i cholery w DR Konga. Na problemy z leczeniem i służbą zdrowia wpływ mają tam również regionalne konflikty etniczne, w których następstwie niszczone są placówki medyczne. Kolejnym utrudnieniem jest społeczna niechęć do służby zdrowia. Wielu Kongijczyków po prostu nie zgłasza się do lekarzy, gdyż im nie ufa. Często korzystają z pomocy szamanów, przekonani, że lokalne obrzędy doprowadzą ich do zdrowia. Tymczasem nie dość, że nie zostają wyleczeni, to na dodatek rozprzestrzeniają chorobę dalej, zwiększając liczbę zarażonych.
Szukanie pomocy
W obliczu niepewnej sytuacji związanej z koronawirusem w Afryce pojawiło się wiele apeli o pomoc krajom najbardziej dotkniętym pandemią. Niezbędne wsparcie zadeklarowała WHO, która jak wskazano wyżej, zapewniła, że zrobi wszystko, by mnogość chorób, którymi doświadczona jest DR Konga, nie przyczyniła się do wzrostu zarażeń na całym kontynencie. Brak środków i fatalna sytuacja gospodarcza sprawiły, że ostatnio katoliccy hierarchowie zaapelowali o całkowite umorzenie długów krajom afrykańskim, by w ten sposób pobudzić tamtejszą gospodarkę. Równocześnie cały czas na Czarny Ląd dostarczane są żywność i lekarstwa, w co zaangażowana jest m.in. Polska Akcja Humanitarna. Symbolem fatalnej sytuacji stały się obrazki z RPA, gdzie tysiące ludzi stoją w kilometrowych kolejkach, by otrzymać żywność. Jeżeli nie przekaże się wszelkiej możliwej pomocy, wówczas w Afryce drastycznie przybędzie osób żyjących poniżej progu ubóstwa. W takiej sytuacji nie będzie nawet mowy o skutecznym zahamowaniu wszystkich chorób, którymi trapiony jest kontynent. Zarażonych drastycznie przybędzie, wzrośnie też wskaźnik śmiertelności. Będzie to kolejny cios dla trapionej wieloma problemami Afryki. W ciągu ostatnich miesięcy w Europie dobitnie pokazano, jak nieść pomoc w sytuacji zagrożenia. Transporty ze sprzętem ochronnym, lekarstwa czy po prostu pomoc finansowa pomogły zastopować koronawirusa na naszym kontynencie. Warto, by teraz intensyfikować pomoc dla Afryki, która sama nie wygra nierównej walki z niewidzialnym wrogiem.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze