Miasto Ściana

MEKSYK \ Tulum

numer 2651 - 05.06.2020Podróże

Trudno uzmysłowić sobie, że kiedyś ciągnęło się wzdłuż wybrzeża na długości sześciu kilometrów. Że jego budynki były pastelowe. Że było jednym z ostatnich wybudowanych przez nich miast.

Gdy Juan Díaz zobaczył je po raz pierwszy, miał skojarzenie tylko z jednym znanym sobie miastem.

– To Sevilla – pomyślał i tak też zapisał w pierwszych kronikarskich notatkach wielkiej zamorskiej ekspedycji z 1518 r.

Dla kronikarza wyprawy nie było bowiem większego znanego miasta niż wspomniane portowe miasto nad rzeką Gwadalkiwir w Królestwie Hiszpanii. A to, które właśnie oglądał, zdawało się co najmniej tak samo duże. Dodatkowo z pomalowanymi na czerwono, żółto, niebiesko i zielono budynkami jawiło się nad wyraz majestatycznie. I zupełnie nieznanie. Tak Díazowi, jak i pozostałym Europejczykom.

Kronikarz usłyszał wkrótce od Majów oryginalnie brzmiącą nazwę tego kolorowego i tak gęsto zaludnionego miasta. Szybko zapisał ją w swoim mocno nadszarpniętym już wyprawą kajeciku. Skrzętnie zapisana nazwa to „Zama”. Obok Juan Díaz wyjaśnił, co to słowo oznacza dla tutejszej ludności. To nic innego jak brzask. Świt. Początek dnia.

Rzeczywiście. Zorientowane na wschód miasto widziało wschód słońca jako pierwsze w całym państwie. Wysoka, dwunastometrowa skarpa, na której było usytuowane, pozwalała ujrzeć świeżo przebijające się zza horyzontu promienie jeszcze wcześniej. Z całą pewnością był to też moment, którego z ulgą wyczekiwali strażnicy odbywający swoje dyżury na dwóch strażniczych wieżach miasta. Jedna znajdowała się w narożniku północno-zachodnim, druga południowo-zachodnim. Świt oznaczał, że tej nocy nikt już nie zaatakuje. Że zagrożenia nie będzie



zawartość zablokowana

Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama









#DziękujeMyZaOdwagę
reklama