Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Wygrana bitwa nie kończy wojny

Dodano: 08/06/2020 - numer 2653 - 08.06.2020
Otwierają się restauracje, kina i teatry, podobnie jak granice państw, zamknięte na cztery spusty przez blisko trzy miesiące. Wreszcie możemy swobodnie odetchnąć bez maseczki na twarzy i spędzać wolny czas jak dawniej, stosując się jednak do nowych zaleceń. Coraz więcej państw deklaruje, że jest na końcowym etapie zwalczania epidemii. Trzeba jednak pamiętać, że gdy nagle zapomnimy o koronawirusie, on da o sobie znać w jeszcze groźniejszy sposób. Na mapie Europy nadal pozostają czerwone punkty, gdzie patogen SARS-CoV-2 zbiera ogromne żniwo.
Jedną z niewielu pewnych rzeczy dotyczących genezy koronawirusa jest to, że jego źródłem jest miejscowość Wuhan w chińskiej prowincji Hubei. To tam już pod koniec ubiegłego roku pojawiła się tajemnicza choroba podobna do ostrego zapalenia płuc, na którą zaczęło zapadać coraz więcej osób. Okazało się, że wywołuje ją koronawirus. Wbrew pierwszym doniesieniom chińskich władz patogen w błyskawicznym tempie przenosił się z człowieka na człowieka. Kwestią dni było wyjście wirusa poza Wuhan i jego rozprzestrzenienie się na całe kontynentalne Chiny, a w konsekwencji – na cały świat.
Pod koniec stycznia mieszkańcy chińskiego miasta zostali zamknięci, i to dosłownie, w domach, z bezwzględnym zakazem ich opuszczania. W ujęciu lokalnym dało to efekt w postaci zmniejszenia liczby zakażeń, jednak co z tego, skoro SARS-CoV-2 szalał już w wielu krajach świata. Po blisko 80 dniach, w kwietniu, blokada Wuhanu się skończyła, jednak ludzie musieli nauczyć się żyć w nowym sanitarnym systemie społecznym, w którym wejście do ulubionej restauracji czy na siłownię nadal nie jest takie oczywiste. Przez kolejne tygodnie prowadzono na masową skalę testy na obecność koronawirusa. Do 1 czerwca przebadano tam 10 mln osób, czyli niemal wszystkich mieszkańców Wuhanu. Z testów wyłączono jedynie dzieci poniżej 6. roku życia. Badanie potwierdziło zakażenie u 300 osób, jednak w bezobjawowej formie. Zostali oni poddani kwarantannie. Bezprecedensowa akcja testowania ludzi, która kosztowała władze blisko miliard juanów, miała na celu potwierdzenie zapewnień rządzących, że przyjęta taktyka walki z patogenem przyniosła skutek. Nikt nie daje jednak 100 proc. pewności, że koronawirus nie wróci. Dotyczy to nie tylko Wuhanu i Chin, lecz także każdego kraju na świecie.
Otwarte granice
Prędzej czy później trzeba było wrócić do przynajmniej częściowej normalności. Zamknięcie ludzi w domach i społeczna izolacja nie mogły trwać w nieskończoność, gdyż byłoby to zabójcze nawet dla największej i najsilniejszej gospodarki. W większości krajów luzowanie obostrzeń przeprowadzano w modelowy sposób. Mówiąc obrazowo, władze powoli otwierały drzwi do normalności, spoglądając jednocześnie, czy na takie działanie pozwala obecna sytuacja epidemiczna związana z liczbą zarażonych i zmarłych na COVID-19. Ludzie najpierw wyszli z domów, potem mogli zrobić zakupy w większych miejscach, pójść na spacer do parku czy lasu, by ostatecznie skorzystać ze wszystkich „zamrożonych” do tej pory gałęzi sektora usług. Kraje Europy decydują się już także na otwarcie granic. Od piątku bez ograniczeń między swoimi krajami mogą podróżować obywatele Austrii, Czech, Słowacji i Węgier. Ostatnie z wymienionych państw otwiera się także na Niemcy i Chorwację. W połowie czerwca na podobny ruch mają zdecydować się Francja i Grecja. Nieco dłużej trzeba będzie czekać na Hiszpanię, która swoje granice z Francją i Portugalią otworzy dopiero 1 lipca.
Niektóre państwa wręcz nalegają, by turyści ponownie masowo do nich zjeżdżali. Tak jest w przypadku Włoch. Władzom tego kraju ostatnio nie spodobało się, że część państw UE nie podziela włoskiego optymizmu i rekomenduje, by na Półwysep Apeniński na razie się nie wybierać. Ostrożności nigdy za wiele, dlatego też polskie MSZ wskazuje, że na podróżowanie po Europie przyjdzie jeszcze czas, a na razie, jeśli jest to możliwe, lepiej podróżować wyłącznie po Polsce. Sukcesywne otwieranie granic, coraz lepsza pogoda i oferty biur podróży, które po trzymiesięcznym okresie posuchy będą kusiły atrakcyjnymi cenami, prędzej czy później sprawią, że lotniska i samoloty zapełnią się turystami z całego świata.
Zachować ostrożność
Jedno jest pocieszające: z nielicznymi wyjątkami żaden z krajów w Europie nie próbuje wmówić społeczeństwu, że koronawirus przestał być groźny i można wrócić do życia sprzed pandemii. Sukcesywnie znosząc restrykcje, władze poszczególnych krajów przygotowują się na funkcjonowanie w nowym reżimie sanitarnym. Dotyczy to też turystów, którzy w tegoroczne wakacje zdecydują się na wyjazd do innego kraju. Specjalnie wydzielone miejsca na plaży, środki dezynfekujące na ulicach i we wszystkich pomieszczeniach użyteczności publicznej, społeczny dystans – wszystko to ma sprawić, byśmy w czasie wypoczynku myśleli tylko o pozytywnych rzeczach, a nie o tym, czy przypadkiem wraz z pamiątkami nie przywieziemy z wczasów koronawirusa. Ci bardziej ostrożni zapewne zostaną w domach, a plany wakacyjno-wyjazdowe odłożą na przyszły rok lub będą podróżować wył?cznie po?kraju. Trzeba jednak pami?ta?, ?e?do?Polski tak?e zaczn? przyje?d?a? wycieczkowicze, cho? nie w?takiej liczbie jak zazwyczaj. W?tym wypadku r?wnie? naleącznie po kraju. Trzeba jednak pamiętać, że do Polski także zaczną przyjeżdżać wycieczkowicze, choć nie w takiej liczbie jak zazwyczaj. W tym wypadku również należy utrzymywać reżim sanitarny i nie wahać się przed podejmowaniem zdecydowanych działań, jeśli sytuacja epidemiczna zacznie się pogarszać.
Bliskie ogniska koronawirusa
Brazylia, Meksyk, Stany Zjednoczone – to najczęściej wymieniane obecnie kraje, w których koronawirus sieje spustoszenie. Nie trzeba jednak zaglądać za Atlantyk, by zetknąć się z ogniskami choroby. W Rosji każdej doby odnotowuje się 8–9 tys. nowych przypadków, a ogólna liczba zakażeń dobija do pół miliona. Według oficjalnych statystyk zmarło tam już 6 tys. osób, choć rzeczywista liczba zgonów może być wyższa. Rosja obok Chin i kilku innych wymieniana jest w gronie państw, które oskarża się o tuszowanie rzeczywistej liczby zgonów wywołanych koronawirusem. Niewiele lepiej jest na Białorusi, gdzie każdej doby przybywa ok. tysiąca zakażonych. Różnica między Rosją a Białorusią jest taka, że w tym drugim kraju nie ma (i nie było) żadnych obostrzeń mogących zastopować epidemię. Widać więc, że w bliskim sąsiedztwie Polski są co najmniej dwa kraje, które walki z koronawirusem nie skończą tak szybko.
Choć w ujęciu ogólnoeuropejskim liczba przypadków COVID-19 nie wzrasta w dynamicznym tempie, nadal na mapie Europy są czerwone miejsca, gdzie koronawirus nie odpuszcza. Dlatego też pamiętajmy o ostrożności. Normalność należy się każdemu z nas, jednak tylko odpowiednie działanie w reżimie sanitarnym uchroni Europę przed kolejną falą zachorowań. Można powiedzieć, że w walce z koronawirusem wygraliśmy na razie bitwę, jednak przed nami jeszcze długa wojna z wrogiem, który zaatakował nas nagle i niespodziewanie i nie ma zamiaru odpuścić. Jeżeli teraz wyjdziemy z tego zwycięsko, wówczas w pełni normalne wakacje i życie społeczne wrócą do nas szybciej. Wszystkim tym, którzy w najbliższym czasie zamierzają odpocząć psychicznie i fizycznie od tych jakże męczących ostatnich trzech miesięcy, życzę, by korzystając z pogody i pięknych widoków, nie wyłączyli w swoich głowach lampek ostrzegawczych. Dla zachowania zdrowia swojego i innych, także tych, którzy chcieliby, ale nadal boją się wyjechać z powodu pandemii koronawirusa.
 
 
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze