Człowiek, który uratował Puszczę Białowieską

fot. mat. pras./d
fot. mat. pras./d

Pamięć \ Historia Adama Loreta

Poznajcie historie zwierząt z Puszczy Białowieskiej, bądźcie z nami - www.Puszcza.TV

Początek XX wieku to czas największych strat w Puszczy Białowieskiej. Biedne, bo odradzające się państwo polskie w latach 1924-1934 udzieliło koncesji The Century European Timber Corporation na wyrąb 7,2 mln m3 drewna. Anglicy w sposób rabunkowy przystąpili do działania i tylko decyzja Adama Loreta, pierwszego dyrektora naczelnego Lasów Państwowych pozwoliła, uratować dużą część Puszczy Białowieskiej.

Pomnik Adama Loreta stoi dzisiaj przed Dyrekcją Generalną Lasów Państwowych w Warszawie. Miejsce nie jest szczególnie imponujące tuż przy ulicy Grójeckiej. Przez lata trwały przepychanki w sprawie tego monumentu, gdyż leśnicy chcieli upamiętnienia pierwszego dyrektora generalnego w parku przy ul. Wawelskiej, sadzonym w czynie społecznym przez leśników i tuż obok pierwszej siedziby Lasów Państwowych (dziś Ministerstwo Klimatu i Ministerstwo Środowiska), ale na to z niewiadomych przyczyn nie chciały zgodzić się władze Warszawy, które w miejscu, gdzie mógłby stanąć pomnik, ostatecznie zbudowały… fontannę, która przez większą część roku nie działa. Tymczasem Adam Loret to jeden z twórców polskiego leśnictwa. To właśnie on w 1925 został najpierw dyrektorem warszawskiej Dyrekcji Lasów Państwowych, a w 1934 r. – pierwszym dyrektorem naczelnym Lasów Państwowych. „To jego zasługą jest integracja i uporządkowanie struktur, w tym struktur administracyjnych Lasów Państwowych. Przeprowadził pierwszą inwentaryzację zasobów leśnych kraju. Przyczynił się do opracowania planów urządzeniowych limitujących pozyskanie drewna i w konsekwencji gwarantujących odbudowę i ochronę zasobów leśnych Polski” – informuje Encyklopedia Leśna.

Jedną z podstawowych spraw, którą się zajął, było zniesienie tzw. koncesji na wyrąb drewna dla prywatnych firm. Jak działa taka polityka, poczuła na własnej skórze Puszcza Białowieska, w której bez skrępowania działali Anglicy z The Century European Timber Corporation.  Firma dostała dziesięcioletnią koncesję na wyrąb 7,2 mln m³ drewna nad Niemnem i w Puszczy Białowieskiej, w tym z samej puszczy 4 mln m³. Zasoby drzewostanu po 10 latach miały spaść do 17 mln m³, czyli dwukrotnie zmniejszyć się w stosunku do 1916 roku. Ogólnie planowano wyciąć drzewa na powierzchni 20 tys. hektarów. Cięcia prowadzono metodą zrębów zupełnych, z pozostawieniem nasienników i drzew stanowiących osobliwości i pomniki przyrody. Na miejscu wyciętych drzew nie prowadzono zalesień. To właśnie wtedy wybudowano w Puszczy Białowieskiej kolejki wąskotorowe, które służyły do wywozu drewna, a także osiedla dla robotników leśnych. Przez kilka lat prowadzono wręcz grabieżczą politykę, na trwałe zostawiając ślady w Puszczy Białowieskiej. Nie dbano o odnawianie lasu i poza jakąkolwiek kontrolą wywożono najcenniejsze drzewa. Wiele z nich byłoby dzisiaj rekordowymi w skali Europy. Dlatego też Adam Loret postanowił zerwać jednostronnie umowę z firmą Century. Ostatecznie doszło do tego 29 maja 1929 r. Strona Polska musiała zapłacić ogromne odszkodowanie wynoszące 6,2 mln zł. Warto dodać, że średnie zarobki w Polsce w latach 30. to 250 zł, czyli ponad 19 razy mniej niż obecnie. Można więc powiedzieć, że kwota 6,2 mln zł odpowiadałaby dziś kwocie 120 mln zł.

Smutna okazała się również historia Adama Loreta. Po wybuchu II wojny światowej, 7 września 1939 r. dyrektor Loret ewakuował się wraz ze swymi najbliższymi współpracownikami z Warszawy, zabierając archiwa Lasów Państwowych. Otrzymał propozycję bezpiecznego opuszczenia kraju, wyjazdu na Zachód, ale z niej nie skorzystał. Na swoje nieszczęście wybrał kierunek na wschód, przez Siedlce do Pińska. W dniu 17 września 1939 r. kolumna samochodów, w której jechał, została zatrzymana przez oddział sowieckich czołgów w miejscowości Naliboki, nieopodal Pińska.

Od tamtego momentu dalsze losy Loreta są nieznane. Jedynym źródłem opisującym dalsze losy pierwszego dyrektora generalnego są wspomnienia Bolesława Zmitrowicza, przedwojennego sekretarza Dyrekcji Lasów Państwowych w Cieszynie. Dotarł on do relacji Franciszka Dubickiego, przedwojennego gajowego w Nadleśnictwie Biały Brzeg Dyrekcji Lasów Państwowych Okręgu Wileńskiego, który przebywał wraz z Adamem Loretem w więzieniu w Wołożynie. Późną jesienią podczas prac w lesie Adam Loret miał zostać zastrzelony przez NKWD. „Było to około godziny 14-tej, padł strzał i Franciszek Dubicki zobaczył, jak Dyrektor zatoczył się i padł rażony kulą. Śmierć musiała nastąpić natychmiast. Po zabiciu Dyrektora oprawcy ściągnęli z niego marynarkowe ubranie i obuwie, przetrząsając kieszenie i schowki, znaleźli ukryty zegareczek i obrączkę. Między oprawcami zawrzało – każdy chciał mieć te drobiazgi. Wreszcie, kiedy wozy były załadowane drewnem, a konie przygotowane do odjazdu, któryś z furmanów zapytał »a co z ciałem?«. Opodal leżało ciało w bieliźnie na ciemno-zielonym runie… Ciemniało już. Jeden z oprawców krzyknął: »niech zgnije«” – opisuje „Encyklopedia Leśna”. Ostatecznie ciało zostało pochowane w anonimowym grobie przy ul. Wileńskiej w Wołożynie. O jego ciało nikt się nie upomniał. Z jego upamiętnianiem jest też problem w Polsce, gdyż pamięć o nim wzbudza emocje aktywistów. Umiejscowienie pomnika w Warszawie trwało 8 lat. Problemy były również w Białowieży, gdzie weto postawiły swego czasu władze Białowieskiego Parku Narodowego. Ostatecznie tablicę pamiątkową umieszczono przed budynkiem poczty. Napisano na niej:
 „Uratował od wyrębu Puszczę Białowieską
zrywając kontrakt na jej eksploatację
Przyczynił się do utworzenia Białowieskiego Parku Narodowego
w strukturach Lasów Państwowych
Zginął we wrześniu 1939 r.
po aresztowaniu przez NKWD
Niech pamięć o nim jak puszcza trwa.”

Niniejszy materiał został opublikowany dzięki dofinansowaniu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Za jego treść odpowiada wyłącznie Fundacja Niezależne Media.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze