Zbrodnie wciąż nierozliczone

fot. Wikimedia/d
fot. Wikimedia/d

SPRAWIEDLIWOŚĆ \ Grzegorz Przemyk i ks. Franciszek Blachnicki

Z najnowszą historią Polski wiążą się m.in. dwie zbrodnie, które do dzisiaj nie zostały wyjaśnione. Jedna z nich to tajemnicza śmierć ks. Franciszka Blachnickiego, założyciela Ruchu Światło-Życie, inwigilowanego przez Jolantę Lange i prawdopodobnie otrutego w 1987 r. Druga to zabójstwo maturzysty Grzegorza Przemyka w maju 1983 r. w Warszawie.
Jak wynika z ustaleń Instytutu Pamięci Narodowej, Jolanta Lange – w PRL Gontarczyk – w 1977 r. została zwerbowana do współpracy ze Służbą Bezpieczeństwa w Łodzi jako tajny współpracownik.
„Andrzej Gontarczyk karierę w Służbie Bezpieczeństwa jako tajny współpracownik rozpoczął w 1974 r. Jego żona Jolanta – trzy lata później. Od 1982 r. współpracowali z wywiadem PRL. Po odpowiednim przeszkoleniu zostali przerzuceni do RFN, aby prowadzić inwigilację ks. Franciszka Blachnickiego” – czytamy na stronie IPN.
Ks. Franciszek Blachnicki to charyzmatyczny założyciel Ruchu Światło-Życie, powstałego w Polsce ruchu odnowy Kościoła. Według ustaleń instytutu małżonkowie mieli rodzinę w RFN, do której chcieli pojechać, dlatego SB wykorzystała to, przygotowując ich do działania. W 1984 r. przybyli oni do miejscowości Carlsberg, gdzie mieszkał duchowny, i zdobywszy jego zaufanie, zaczęli go śledzić.
Śledztwo IPN z lat 2001–2005 
wykazało, że małżeństwo Gontarczyków w latach 80. w RFN działało jako agenci SB i realizowało zadania dla XI Wydziału (zajmującego się zwalczaniem dywersji ideologicznej) I Departamentu MSW – Jolanta Gontarczyk jako TW „Panna”, a Andrzej Gontarczyk jako TW „Yon”.
Jolanta Gontarczyk i jej mąż mieli być jednymi z ostatnich osób, które widziały ks. Blachnickiego przed jego tajemniczą śmiercią w lutym 1987 r. Śledztwo IPN było prowadzone m.in. pod kątem zabójstwa kapłana przez funkcjonariuszy państwa komunistycznego poprzez podanie mu trucizny. Udało się wykazać, że ks. Blachnicki mógł umrzeć na skutek otrucia, ale postanowieniem z 6 lipca 2006 r. prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Katowicach niespodziewanie umorzył postępowanie. Katowicki IPN niedawno ponownie podjął to śledztwo. IPN w Katowicach na obecnym jego etapie nie udziela dziennikarzom informacji.
19-letni maturzysta Grzegorz Przemyk, syn opozycyjnej poetki Barbary Sadowskiej, został zatrzymany przez funkcjonariuszy Milicji Obywatelskiej 12 maja 1983 r. na pl. Zamkowym w Warszawie i stamtąd zaprowadzony na nieodległy komisariat przy ul. Jezuickiej. Komendantem jednostki był Konstanty Machnowski.
Tam chłopak został skatowany – otrzymał kilkadziesiąt uderzeń pałkami w plecy i kilkanaście ciosów w brzuch. Milicjanci Przemyka „bili tak, żeby nie było śladów”. Potem Machnowski i wizytujący komisariat kapitan MO Roman Gembarowski podjęli decyzję, aby zadzwonić na pogotowie, któremu przekazano, że Grzegorz Przemyk to „psychol”, który tarzał się po bruku.
Machnowski uniknął odpowiedzialności, podobnie jak milicjanci, którzy bili Przemyka. W aktach sprawy zachowała się notatka ówczesnego szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka: „Ma być tylko jedna wersja śledztwa – sanitariusze”. O tej tezie, jako jedynie słusznej, mówiła oficjalna propaganda.
Grzegorz Przemyk zmarł 14 maja 1983 r. w warszawskim szpitalu. Machnowski – jak wynika z materiałów IPN – po śmiertelnym pobiciu 19-latka awansował do stopnia majora.
 

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze