Królowie na polowaniu

Poznajcie historie zwierząt z Puszczy Białowieskiej, bądźcie z nami - www.Puszcza.TV

Władysław Jagiełło wyznaczył nowy trend dla władców, którzy chętnie pojawiali się w Puszczy Białowieskiej. Od czasów pogromcy Krzyżaków stała się ona czymś w rodzaju obszaru chronionego. Nie można było w niej swobodnie polować, a zwierzęta traktowano jak dobro króla. Za ich zabicie groziła nawet kara śmierci, a wchodząc do lasu, nie można było mieć psa ani broni.
Hodowla psów myśliwskich była zakazana nawet wokół terenów królewskich, a chłopstwo nie mogło zabijać zwierząt, nawet gdy wchodziły im w szkody. „W Puszczy osiedlono straż strzelecką liczącą 277 rodzin. Strzelcy stawiali się na pierwsze wezwanie do polowania (…). Okoliczne wioski, obok ogólnego podatku pogłównego, były obłożone specjalną powinnością w naturze. Musiały przygotowywać beczki, solić w nich mięso ubitej zwierzyny i rozwozić po królewskich pałacach, siedzibach magnatów, prałatów i krakowskich akademików.” – pisze wspomniany już Karcow. Formalnie prawa jako pierwszy wydał w Zygmunt I Stary dokładnie 27 lutego 1538 roku, co można uznać za pierwszą w historii Polski ustawę leśną. To ten akt prawny wprowadzał sankcje za używanie bez zezwolenia dóbr królewskich, ale także ustanawiał prawa.

Ponadto królowi Zygmuntowi Staremu zawdzięczamy również rozpowszechnienie myślistwa na tym terenie. To właśnie ten władca stworzył pierwszy królewski dom myśliwski w miejscowości Narewka. Puszczę Białowieską polubił również syn Zygmunta Starego, Zygmunt August. Był on w Białowieży na 9-dniowym polowaniu, od 18 do 27 stycznia 1546 roku. Przyjechał na ten teren z Wilna i najpierw na dworze w Narewce zajmował się pracami biurokratycznymi, a następnie zorganizował krwawe łowy, których efekt przesłał w beczkach na dwór królewski. Był to pierwszy raz w historii, gdy zwierzęta w puszczy usłyszały huk wystrzału z broni palnej. Później to śmiercionośne  narzędzie było używane już powszechnie. Kolejni królowie również pojawiali się w Puszczy Białowieskiej. Wśród nich Stefan Batory i Jan Kazimierz. Z każdym kolejnym władcą zwiększała się ochrona puszczy. Zygmunt III Waza zaliczył puszczę do tzw. dóbr stołowych. Za Jana III Sobieskiego zakazuje się wycinki drzew i zaczyna się również z czasem dokarmianie żubrów.

Jak wyglądały takie królewskie polowania? Bardziej przypominały rzeźnię niż zmagania człowieka z naturą. Zwykle na kilka tygodni przed polowaniem zwierzęta zagarniano do specjalnych zagród. Czasami w skrajnych przypadkach budowano coś w formie trybun honorowych, z których oddawano strzały. Chyba największymi zwolennikami polowań z polskich królów byli Sasi.

„August II na tyle pasjonował się polowaniem, że nie bacząc na swą pozycję, wychodził w pojedynkę na niedźwiedzia z rohatyną lub kordelasem. Taki pojedynek (3-go grudnia 1705 r.) o mało nie skończył się tragicznie, zwierzę wzięło króla pod siebie i tylko dzięki potężnej sile i zwinności August II wyrwał się z niedźwiedzich pazurów” – piszę, Karcow. Jak dodaje, król ten uwielbiał również zabijać dziki i ponoć mógł zabić nawet… 340 dziennie. Ten władca podjął też próbę przesiedlania żubrów do Saksonii. Z kolei największą rzeźnię w historii zorganizował chyba jego następca August III. 27 września 1752 roku podczas polowania zabito 42 żubry, 13 łosi i 2 sarny. O tym polowaniu do dzisiaj przypomina obelisk w Białowieży. Wkrótce Polska upada, w Puszczy Białowieskiej przychodzi nowy okres.

Polowania carów

Łowy w Puszczy Białowieskiej stały się jedną z ulubionych rozrywek carów. Początkowo Katarzyna II zaczęła rozdawać ziemię swoim dygnitarzom, co zwiększyło presję na przyrodę. To jednak zmieniło się już w latach 20. XIX wieku. Kolejni carowie zaczęli wracać do pomysłów ochrony puszczy. Zakazali polowań na żubry i wprowadzili zakaz wyrębu. Zaczęto również bardziej dbać o hodowlę żubrów. Zadbano również o to, by do puszczy wróciły jelenie, które wyginęły na początku XVIII wieku. Oczywiście organizowano również wielkie polowania. Jedno z najsłynniejszych odbyło się w 1860 roku. Na te carskie łowy oprócz Aleksandra II zjechali również książęta z Prus. Opis tego polowania sporządził Dałmatow, na zlecenie rosyjskiego ministra dóbr państwowych. Oczywiście zabicie zwierząt przez wielkich dostojników musiało być pewniakiem, dlatego już kilka tygodni wcześniej specjalne osoby zajęły się naganianiem zwierzyny w odpowiednie miejsca. Carowi wystawiono króla puszczy. „Po kilku minutach oczekiwania w pobliżu stanowisk usłyszano trzask łamanych gałęzi i w ślad za tym wybiegło kilka ogromnych żubrów. Rozległ się pierwszy strzał i jeden z najbardziej okazałych mieszkańców Puszczy padł martwy trafiony w pierś. Ten celny strzał oddał Cesarz z odległości 275 kroków” – napisał Dałmatow. Za chwilę zresztą Aleksander II ustrzelił kolejnego żubra z 75 kroków, trafiając go w czoło.

Za czasów carskich rozwinęła się Białowieża, a motorem był Pałac Carski. W 1889 roku kilkadziesiąt metrów na południe od miejsca, gdzie stał dwór polskich królów, car Aleksander III zlecił budowę pałacu według projektu Mikołaja de Rocheforta. Budowa trwała pięć lat i pochłonęła 542 tys. rubli. Pałac był dwukondygnacyjny, podpiwniczony, posiadał pomieszczenia mieszkalne na strychu oraz wieże od wschodu i zachodu. Drewno użyte przy dekorowaniu poszczególnych sal i pokojów było specjalnie przygotowywane: gotowano je przez dłuższy czas w wodzie, a potem suszono. W ten sposób uzyskało ciemną barwę. Na ścianach znajdowały się leśne obrazki wykonane przez Zdzisława Jasieńskiego oraz plastyków z Akademii Petersburskiej. Zresztą ślady zarządzania carów widać do tej pory w Białowieży i okolicach, np. wiele budynków, w tym m.in. dworce kolejowe.

Miejsce spotkań elit

Po tym, jak Polska odzyskała niepodległość, Puszcza Białowieska również była wybierana jako miejsce łowów. Polowanie było jedną z arystokratycznych rozrywek II Rzeczypospolitej. Wielu najważniejszych polityków w Polsce uprawiało czynne myślistwo. Jednak największym fanem strzelania był chyba prezydent Ignacy Mościcki. To on rozpoczął organizowanie słynnych polowań hubertowskich w Spale, na które zjeżdżali myśliwi z całego kraju. Jednocześnie z łowów zrobił również element dyplomacji. Na polowania w Polsce przybywali politycy z całej Europy. Gośćmi Mościckiego byli m.in.: regent Królestwa Węgier Miklós Horthy, włoski minister spraw zagranicznych Galeazzo Ciano (jego żoną była córka Benito Mussoliniego), szef policji Trzeciej Rzeszy Heinrich Himmler.

Jednak nikt nie zasmakował w polowaniach w Polsce tak, jak Hermann Göring. Pierwszy raz niemiecki polityk pojawił się w Puszczy Białowieskiej w 1935 r. na polowaniu, w którym oprócz Ignacego Mościckiego brali udział marszałek Senatu Władysław Raczkiewicz, generałowie Kazimierz Sosnkowski i Kazimierz Fabrycy. Misja Göringa zakończyła się fiaskiem. Nie dość, że nie udało mu się przekonać Polski do wspólnego ataku na Związek Sowiecki, to i wielkiego strzelania nie było. Niemiec zabił jedynie dwa dziki. Ranił również wilka i wydłużył swój pobyt, aby znaleźć postrzałka, ale mu się to nie udało. Göring polował w Puszczy Białowieskiej czterokrotnie. Jego marzeniem było osaczyć rysia. Według „Encyklopedii Puszczy Białowieskiej” ten bliski współpracownik Hitlera zabił w sumie 19 dzików, trzy wilki (te trofea znalazły się w jego prywatnym muzeum) i lisa. Polowania w latach międzywojnia były obficie relacjonowane w mediach. „W dniu onegdajszym powrócił do Warszawy z wielkiego polowania w Białowieży P. Prezydent Rzplitej wraz z towarzyszącemu mu osobami. Reprezentacyjne łowy w najpiękniejszym zakątku Polski zostały ukończone. Ostatni, wtorkowy, dzień łowów obfitował w szereg sensacyj. Ogółem na rozkładzie było: 42 dziki, 4 rysie, 7 lisów, 1 rogacz i 9 zajęcy. Z tego P. Prezydent Rzplitej upolował 1 dzika i jednego kozła. Syn P. Prezydenta Rzplitej, Józef Mościcki dwa lisy, a premjer Prus p. Göring położył dwa dziki i jednego postrzelił” – pisał „Dziennik Białostocki” z 1 lutego 1935 r. w artykule „Polowanie reprezentacyjne w Białowieży. Wspaniałe trofea myśliwych.”.

Nazista tak zasmakował w polowaniach w puszczy, że postanowił podarować prezydentowi Mościckiemu… samochód. Specjalnie przygotowana myśliwska terenówka trafiła do Polski 27 sierpnia 1938 r. Mercedes-Benz W 152, o nazwie Type G5, był produkowany w latach 1937–1941. Maksymalna prędkość podczas normalnej jazdy to 85 km/h. Możliwe było też zastosowanie napędu na 4 koła. Wtedy prędkość spadała do 30 km/h. W sumie wyprodukowano 378 sztuk tego modelu. 

Niniejszy materiał został opublikowany dzięki dofinansowaniu Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Za jego treść odpowiada wyłącznie Fundacja Niezależne Media.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl

W tym numerze