​Słynny raper rozpoczął kampanię prezydencką


USA \ Muzyk Kanye West rozpoczął oficjalnie swoją kampanię prezydencką. Nikt nie daje mu szans, ale jego kandydatura budzi ogromny niepokój lewicy.
West jest uznawany za jedną z najważniejszych gwiazd muzyki popularnej XXI w. Swoją chęć wystartowania w tegorocznych wyborach prezydenckich ogłosił już w 2015 r., chociaż po zwycięstwie Donalda Trumpa stwierdził, że poczeka do 2024 r. Wkrótce potem spotkał się z Trumpem osobiście i stał się jednym z niewielu celebrytów, którzy otwarcie popierali polityka. Promował również tzw. czarny konserwatyzm, czyli ruch, którego celem jest skłonienie Afroamerykanów do tego, żeby przestali głosować na lewicę.
4 lipca West ogłosił na swoim Twitterze, że jednak wystartuje w tym roku. Swoją kampanię zainaugurował oficjalnie zaś w niedzielę podczas spotkania w Charleston w Południowej Karolinie. Spotkanie było małe, wzięło w nim udział ledwie kilkaset osób, do których West wygłosił nieco chaotyczny monolog.
Ważnym tematem, który poruszył, była aborcja. Wyznał, że sam prawie padł jej ofiarą. – Mój ojciec chciał mnie abortować. Moja mama ocaliła mi życie, nie byłoby żadnego Kanyego Westa, bo mój tata był zbyt zajęty – powiedział przez łzy. Ujawnił również, że sam chciał, aby jego żona, gwiazda reality show Kim Kardashian, poddała się aborcji, ale ona na szczęście się na to nie zgodziła. – Prawie zabiłem moją córkę! – krzyczał do zgromadzonych.
W swojej chaotycznej wypowiedzi West nawiązał też do wielu innych tematów, od religii po handel międzynarodowy. Wywołał również oburzenie części zgromadzonych po tym, gdy zaczął mówić o relacjach między rasami. – Harriet Tubman nigdy tak naprawdę nie uwolniła niewolników, sprawiła tylko, że zaczęli pracować dla innych białych – powiedział o słynnej czarnoskórej kobiecie, która stworzyła system pomagający zbiegłym niewolnikom w ucieczkach. Wywołało to gniewne pomruki w sali, a kilka osób ją opuściło.
Normalnie takie kandydatury jak ta są w USA elementem folkloru politycznego i mało kto zwraca na nie uwagę. West i tak nie ma szans na zwycięstwo, gdyż w wielu stanach nie zdążył się zarejestrować, a w wielu innych nadal nie jest pewne, czy zdąży zebrać podpisy. Jednak jego kandydatura budzi obawy lewicy. Boją się, że może on odebrać głosy części czarnoskórych, którzy w USA od dekad są żelaznym elektoratem lewicy, Joe Bidenowi, przez co przegra on z Trumpem. Niektórzy spekulują nawet, że West został zainspirowany do startu przez obecnego prezydenta.
 

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl