Unia, reforma, interesy państw narodowych, czyli eurokwadratura koła

POLITYKA \ Wspólnota Europejska na zakręcie

numer 2697 - 30.07.2020Publicystyka

W Parlamencie Europejskim ma zacząć działać komisja, której celem jest debatowanie o przyszłości Unii Europejskiej. Reforma UE jest dla unijnych elit trochę jak perpetuum mobile albo słynne himalajskie zwierzę yeti – o którym wszyscy mówią, ale nikt go nie widział. Do tej „wielkiej reformy” przygotowywano się od kilku lat. Z roku na rok jednak z takiego czy innego powodu lub pretekstu odkładano jej przygotowanie i zaakceptowanie.

„Dobre” i „złe” instytucje UE

Wydaje się jednak, że poza przedstawianiem, a nawet forsowaniem konkretnych pomysłów technicznych ważne, a może najważniejsze są pewne decyzje polityczne. Oczywiście federaliści będą, jak zwykle, z uporem godnym lepszej sprawy powtarzali, że trzeba „więcej Unii w Unii” i że należy maksymalnie dużo kompetencji przekazać instytucjom unijnym. A mówiąc ściślej: nie tyle jakimś instytucjom unijnym, lecz konkretnie Komisji Europejskiej, bo już, Boże broń, na pewno nie Radzie Europejskiej. Czemuż nie Radzie? Bo jest to „zły” organ UE, w przeciwieństwie do „dobrych”, choćby Agencji Praw Podstawowych, agencji zajmujących się gender czy właśnie Komisji Europejskiej. Rada Europejska bowiem to przedstawicielstwo państw członkowskich

UE-27, a więc państw narodowych. To właśnie Rada, czyli tzw. unijne szczyty, decyduje o tym, kto będzie sprawował najważniejsze funkcje w UE przez kolejne pięć lat. Parlament Europejski co prawda zbuntował się po raz pierwszy w historii i odrzucił decyzję szczytu UE z lipca 2019 r., która „mianowała” szefem tegoż europarlamentu socjalistę, byłego premiera Bułgarii Sergieja Staniszewa – skądinąd urodzonego w ZSRR i mającego obywatelstwo najpierw Związku Radzieckiego, a potem Federacji Rosyjskiej. Zamiast tego przedstawiciela nowej Unii przeforsowano reprezentanta dawnej EWG, dawnej piętnastki, mojego kolegę z prezydium europarlamentu, bo przez dwie kadencje wiceszefa PE, Włocha Davida Marię Sassolego. Co nie zmienia faktu, że to Rada Europejska obsadziła stanowiska nie tylko szefa Rady (Belg Charles Michel), lecz także przewodniczącego Komisji Europejskiej (Niemka Ursula von der Leyen) oraz szefa European External Action Service – Europejskiej Służby Działań Zewnętrznych, czyli unijnej dyplomacji (Hiszpan – Katalończyk Josep Borrell) i wreszcie szefowej Europejskiego Banku Centralnego (Francuzka Christine Lagarde). Tak samo to Rada na czterodniowym, rekordowo długim szczycie Unii zakończonym w zeszły wtorek zdecydowała o wręcz oceanie unijnych pieniędzy. Wzbudziło to zresztą wściekłą reakcję eurofederalistów. Czołowa przedstawicielka liberałów w europarlamencie, Holenderka Sophie in ’t Veld w wywiadzie dla niemieckiego radia publicznego uznała, że szczyt UE zwiększył kompetencje Rady Europejskiej, co jest przecież niedopuszczalne…

Beneficjenci rabatowego raju…

Dotąd pojawiały się różne, cząstkowe pomysły reformy Unii. Bardzo konkretnie na ten temat wypowiadał się premier Mateusz Morawiecki, który proponował uszczelnienie systemu podatkowego, a w ten sposób zapobieżenie „czarnym dziurom” podatkowym i aferom VAT-owskim. Polska zresztą była tu przez niego pokazywana jako swoisty przykład praktyki w tym obszarze, a nie tylko akademickiego teoretyzowania. Polska opowiedziała się też za likwidacją wszelkich rabatów, czyli ulg do składek członkowskich poszczególnych krajów Unii



zawartość zablokowana

Autor: Ryszard Czarnecki


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama










#DziękujeMyZaOdwagę
reklama