Jak Śliwa konsula udawał...

Pitaval POLSKI

Był drobnym oszustem, do tego kiepskim, bo co rusz lądował w więzieniu. A jednak Czesław Śliwa wykonał numer, o którym mówi się do dziś, choć minęło już ponad pół wieku. Nawet film o nim nakręcono. Pochodził z Podkarpacia (rocznik 1932), naprawdę nazywał się Jacek Silber. Podczas wojny rodzice oddali żydowskiego 1chłopca pod opiekę kobiety, która zdobyła dla niego dokumenty na nazwisko Czesław Śliwa – i tej tożsamości używał później. Wielu charakteryzowało go jednym słowem: „oszust”. Mężczyzna miał bogatą kartotekę, a lista wyroków zaskoczyłaby niejednego recydywistę. Jego przekręty były dość prymitywne, np. chcąc znaleźć posadę, korzystał z podróbki dyplomu inżyniera albo pobierał zaliczki na dostawę towaru, którego nigdy nie posiadał. Największy numer, który kombinatorowi zapewnił „
     

39%
pozostało do przeczytania: 61%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze