Pustelnia nad przepaścią

WŁOCHY \ Pustelnia Pulsano

Przez całe lata miejsce to było bazą dla lokalnej mafii. To tutaj przetrzymywano skradzione auta. To także tutaj swoim obrzydliwym ceremoniom oddawali się członkowie satanistycznych sekt. Sprawiło to, że z przesiąkniętej modlitwą średniowiecznych mnichów oazy pustelnia stała się miejscem, które lokalni mieszkańcy Gargano woleli raczej omijać.

Nasi poprzednicy żyjący w tym miejscu słynęli z restrykcyjnej diety. Nie jedli sera ani mięsa. Nie pili rzecz jasna wina. A nawet mleka! – witający nas w drzwiach wejściowych niewielkiego kościółka ojciec Ephrem ubrany jest w mocno zużyte dżinsy, ciemnogranatowy sweter oraz czarną czapkę. Kilka chwil temu skończył doić pasące się w okolicy kozy. Być może, idąc otworzyć nam bramę, zaszedł jeszcze do osłów. W tej chwili z pewnością nie wygląda jak standardowy duchowny. Ale to chyba lepiej.
Od południa i zachodu horyzont odcina wielka przepaść. Od północy i wschodu miejsce otaczają pola pastewne i kolejne wyjałowione wzgórza, z rzadka tylko porośnięte krzewami bądź trawą i z licznymi wapiennymi kamieniami – charakterystycznym elementem dla tutejszego pejzażu. Pejzażu włoskiej prowincji Foggia. Witajcie w benedyktyńskiej pustelni Santa Maria di Pulsano.
To amfiteatr Zatoki Manfredońskiej. Właśnie taki widok na ciemnoseledynową połać morza roztaczał się z tutejszych jaskiń zamieszkanych przez lokalnych eremitów już w VI w.
– Mieszkali samotnie w niedostępnych urwiskach. Bez dostępu do świata – uzupełnia benedyktyn Ephrem. – Tu, w skalistych pustelniach, mieli wszystko, czego potrzebowali. Nawet młyn.
Budynek opactwa w Pulsano powstał wskutek widzenia, jakie po powrocie z pielgrzymki do Ziemi Świętej otrzymał św. Jan z Matery. To właśnie on, modląc się w położonej 10 km stąd grocie św. Michała Archanioła w Monte Sant’Angelo, usłyszał od Matki Bożej o pożądanej lokalizacji miejsca, w którym ma zbudować opactwo. Jak usłyszał, tak też zrobił.
Trasę z niewielkiego placu, na którym zostawiamy samochód, do klasztoru benedyktynów zdobi niewysoki drewniany płot. Na nim tabliczka z napisem „silenzio”. I rzeczywiście. Gdyby nie intensywny chrobot zjadanej przez kozy trawy, prawdopodobnie mielibyśmy w tej chwili do czynienia z prawdziwie pustynną ciszą. Nie słychać nawet wiatru. Dzień zakonników mieszkających dziś w Pulsano zaczyna się już kilka minut po piątej. Od szóstej pierwsza modlitwa brewiarzowa. Potem kolejna. I tak będzie przez cały dzień. Z przerwami na pracę – aby jak najwierniej wypełnić średniowieczne założenia benedyktyńskiej zasady „ora et labora”. Bez tej pracy zresztą nic tu dzisiaj by się nie ostało. Zniszczony w czasie zaniedbań klasztor trzeba było przecież jakoś odbudować.
Gdy w latach 90. XX w. włoskie małżeństwo Cavallini trafiło w to miejsce po raz pierwszy, bardzo szybko zdało sobie sprawę, że nie mogą już zostawić tej ruiny samej sobie. Wykorzystywane latami przez satanistyczną sektę, zdążyło stać się miejscem, które lokalna społeczność wolała raczej omijać szerokim łukiem. Wolontariusze założonego przez rodzinę Cavallini stowarzyszenia Pro Pulsano zaczęli więc samodzielnie przewozić nad wapienną przepaść konieczny do odbudowy budulec. Aż sprofanowany i doszczętnie zniszczony klasztor zaczął wreszcie przybierać znany nam dziś wygląd.
O pustelni w Pulsano nie wie zbyt wielu. Pielgrzymi i turyści odwiedzający pobliskie Monte Sant’Angelo najprędzej dowiadują się o niej od samych księży michalitów posługujących przy świętej grocie Michała Archanioła, którzy sami zresztą z lubością udają się do posługujących po sąsiedzku sympatycznych ojców benedyktynów.
– Sam kilkukrotnie brałem udział w organizowanej w to miejsce pielgrzymce. Spacer przez góry z modlitwą na ustach... Fantastyczne przeżycie – wspomina brodaty ojciec Grzegorz. Tym razem zabrał w to miejsce dziennikarza z Polski. Ku jego wielkiej uciesze.

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gpcodziennie.pl