PEŁNYM GŁOSEM

Numer 40 - 25.10.2011Pełnym głosem

Dziw nad dziwy! „Gazeta Wyborcza” na czele rewolucji. Koniec z systemem, koniec z liberalizmem – niosą na sztandarach kolejne zastępy dzielnych dziennikarzy tego nonkonformistycznego medium. Liceum multikulturowe imienia Jacka Kuronia (czesne 800 zł miesięcznie) wyrusza na barykady, by walczyć o pracujący proletariat i palić zgniły kapitalizm. Całe to tałatajstwo zwartym szeregiem sunie przez Warszawę, nucąc pod nosem „Wyklęty powstań, ludu ziemi, powstańcie, których dręczy głód!”. Warszawa jak Łódź w 1905 r. Tylko gdzie ci kozacy, co rozpędzić chcą naszych rewolucjonistów?

Czemu w ogóle zajmować się marszem 200 dzieciaków, których natchnęła potrzeba manifestacji, choć jak sami przyznają, nie wiedzą do końca przeciw czemu i komu? Najciekawsza nie jest sama demonstracja licealistów, ale reakcja prorządowych mediów – to, w jakim stopniu ta nic nieznacząca inicjatywa została rozdmuchana. Widać to tym bardziej, gdy porówna się, ile programów telewizyjnych i radiowych poświęcono tej grupce, a jak starannie pomija się, odbywające się co miesiąc, kilkutysięczne protesty przeciw rządowi, jakimi są marsze w kolejne miesięcznice katastrofy smoleńskiej. Promocja „marszu oburzonych” z prywatnej warszawskiej szkoły ujawnia strategię, dzięki której usiłuje się kanalizować negatywne emocje związane z pogarszającym się stanem instytucji państwowych i kryzysem gospodarczym.

Już sam fakt utożsamienia „ruchu oburzonych” z różnych części świata i próba stworzenia z niego spójnego monolitu jest absurdalny. Nie da się postawić znaku równości między okupacją Wall Street a włoskimi demonstracjami. Nasz ruch „oburzonych” dzieciaków jest analogiczny do działań w Nowym Jorku, zupełnie zaś odmienny od napięć, których wyrazem są kolejne protesty na ulicach miast Włoch czy Francji. Kryterium różnicujące jest bardzo proste. Czy dla manifestujących istnieje gradacja w obrębie partii mainstreamu politycznego? Czy na pytanie, która partia jest groźniejsza, bardziej niebezpieczna, są w stanie wskazać którąś z nich? Jeśli odpowiedź jest twierdząca, wtedy możliwe jest kanalizowanie emocji stojących za protestem przez jedną z partii, uczynienie z niego broni wymierzonej w przeciwnika politycznego. Zwróćmy uwagę, jak błyskotliwie protest na Wall Street rozgrywa Obama, sugerując stworzenie na bazie tychże manifestacji swojej wersji Tea Party. Inaczej sprawa ma się z Paryżem czy Rzymem



zawartość zablokowana

Autor: Dawid Wildstein


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się