Bezpieczny wybór Berlina

Numer 528 - 06.06.2013Publicystyka

POLSKA W UNII SZANSE TUSKA W KOMISJI EUROPEJSKIEJ

Spekulacje na temat wyboru Donalda Tuska na przewodniczącego Komisji Europejskiej nabierają rumieńców. Decyzja szefa PO o europejskiej karierze staje się coraz bardziej prawdopodobna przede wszystkim w kontekście słabnącej popularności Platformy i fatalnych notowań samego premiera.
Paweł Musiałek
Przez wiele miesięcy sprawa pojawiała się w zaciszu politycznych gabinetów. Teraz kurtyna opadła. Zaczęło się od spekulacji „Der Spiegla”. Potem były analizy Hugona Brady’ego z brukselskiego think-tanku Centre for European Reform. A ostatnio wypowiedź Josepha Daula, przewodniczącego Europejskiej Partii Ludowej w Parlamencie Europejskim (do której należy PO i PSL). I medialna machina ruszyła.
Po nagłośnieniu sprawy premier przyznał, że jest namawiany do kandydowania. Jednak trzymając się zasady „tisze jediesz, dalsze budiesz” nie odpowiedział, czy będzie startował. Z pewnością nie kłamał, tłumacząc, że obecnie skoncentrowany jest przede wszystkim na sytuacji w rządzie i Platformie. I faktycznie to ona będzie istotna w jego decyzji o kandydaturze. Można przypuszczać, że jeśli notowania rządu, partii i w końcu samego premiera przekroczą punkt krytyczny (wyczują go z pewnością politycy AWS-owskiej proweniencji), Tusk prawdopodobnie postawi na karierę zagraniczną. W razie zachowania szans wyborczego zwycięstwa (coraz mniej prawdopodobnego) zapewne priorytetem będzie dla niego walka o trzecią kadencję w polskim parlamencie. Szczególnie jeśli poparcie przywódców państw UE dla jego kandydatury będzie niepewne.
Strażnik niemieckich interesów
Szanse premiera na unijną synekurę nie są małe, i to co najmniej z kilku powodów. Nie jest tajemnicą, że cieszy się sympatią niemieckich chadeków, w tym przede wszystkim Angeli Merkel. Tusk ma z kanclerz bardzo dobre osobiste stosunki. Jest dla niej nie tylko gwarantem dobrych relacji na linii Berlin–Warszawa. To także cenny sojusznik w bojach na unijnej arenie. Wybór szefa PO na przewodniczącego Komisji byłby więc dla Berlina bezpieczny z punktu widzenia niemieckich interesów. Tym samym sąsiadom zza Odry umożliwiłoby to grę, którą w Unii lubią (i umieją) grać – realizować swoje interesy nieswoimi rękami. A przynajmniej zdusić w zarodku ośrodki alternatywnych pomysłów na Unię.
Dodatkowo wsparcie dla przedstawiciela państwa Europy Środkowo-Wschodniej dałoby Berlinowi spory zysk wizerunkowy. W dobie coraz silniejszych protestów w Europie wobec niemieckiej dominacji nie jest to bez znaczenia. Z perspektywy europejskiej kariery dla szefa polskiego rządu jesienne wybory w Niemczech będą więc kluczowe. Jeśli prowadząca w sondażach chadecka CDU Angeli Merkel wygra, może się okazać, że to pierwszy przystanek Tuska w drodze do Brukseli.
Procenty za uległość
Nie tylko poparcie Berlina wpływa na szanse szefa PO. O wyborze na przewodniczącego Komisji polityka z państw nowej Unii mówi się głośno od dłuższego czasu. A Tusk ma dobrą opinię przede wszystkim za niezłe wyniki gospodarcze Polski



zawartość zablokowana

Autor: Paweł Musiałek


Pozostało 50% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama









#DziękujeMyZaOdwagę
reklama