Hierarcha ducha, umysłu i charakteru

Numer 528 - 06.06.2013Polska

PAMIĘĆ KARDYNAŁ STANISŁAW NAGY

Ta wiadomość w sekundzie wtłoczyła mnie w fotel: kardynał nie żyje. Nie musiałem pytać, który kardynał – wiedziałem, że to On, Stanisław, ksiądz profesor Nagy. Drugi Stanisław opuścił mnie w ciągu zaledwie czterech miesięcy; najpierw mama Stanisława, teraz On. Nie, nie był moim krewnym, ale odczułem stratę kogoś bardzo, bardzo bliskiego.
Leszek Sosnowski
Mieliśmy wczoraj, w środę, spotkać się o godz. 17. Dzień wcześniej dzwonił do mnie z życzeniami imieninowymi, przepraszając, że spóźnił się z tym o jeden dzień. Taki właśnie był: wielki człowiek, przed którym cała wierząca Polska przyklękała, potrafił przeprosić za jakiś drobiazg, na dodatek człowieka o prawie 30 lat młodszego. Wzór skromności.
Byliśmy u niego z żoną w piątek. Rozmawialiśmy jakieś dwie godziny – jak zwykle o Polsce, o Kościele, o piłce nożnej, o znajomych. Jak zwykle w towarzystwie ks. Grzegorza Piątka, który przez ostatnie lata nie odstępował Go, przykutego do wózka, dzień i noc. Poświęcenie Grzegorza nie znało granic, przypuszczam, że wydłużyło Kardynałowi życie. Jak zwykle i tego dnia było sporo żartów. On dokuczał mi słabymi ostatnio wynikami Cracovii, ja zaś rewanżowałem się marnymi postępami Ruchu Chorzów, któremu Kardynał kibicował od dziecka, a który ledwo zdołał się utrzymać w ekstraklasie. Ustalaliśmy także tezy Jego wystąpienia na Jasnej Górze 16 czerwca na kongresie „Stop ateizacji”. Czuł się lepiej niż ostatnio i liczył się z tym, że jednak da radę odbyć kolejną pielgrzymkę do Matki Bożej Częstochowskiej.
Wielkie zagrożenie dla Krzyża rozpoznał w Polsce dużo wcześniej niż inni



zawartość zablokowana

Autor: Leszek Sosnowski


Pozostało 51% treści.

Chcesz przeczytać artykuł do końca? Wyślij SMS i wprowadź kod lub wykup prenumeratę i zaloguj się.

Dostęp do artykułu
wyślij sms o treści GP1 na numer 7155
koszt 1 zł (1,23 zł brutto)
Prenumerata
Mam dostęp
zaloguj się




reklama









#DziękujeMyZaOdwagę
reklama