Jedno mówi, drugie robi

Napieralski wodzem

Grzegorz Napieralski jest jak panna na wydaniu. Gdy mówi „tak”, to myśli „nie”. I odwrotnie. Po klęsce wyborczej zapowiedział, że rezygnuje ze stanowiska szefa SLD i nie chce już nim być. Po czym od razu wyruszył w Polskę urabiać działaczy, żeby nie stawiali na nim jeszcze krzyżyka. Bije się w piersi, kiedy trzeba, ale chwali się, ile wlezie. Że przystojny jest, że nie bajeruje kobiet, bo ma żonę, i że fajne filmy ogląda. Tak się wdzięczył do towarzyszy, że ich urobił. Partyjne doły podobno wybaczyły mu nawet to, że jest „drewniany” i sztucznie się uśmiecha. I teraz chodzi z zadartym nosem. Jest prawie pewien, że za kilka tygodni, w czasie wyborów nowego wodza postkomunistów, to on będzie górą. Tym bardziej że nikt na razie nie chce z nim konkurować. Oprócz Joanny Senyszyn. Ale ona nie ma
     

93%
pozostało do przeczytania: 7%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze