Jak dostałem gazem po oczach

LIST DO REDAKCJI

Na Marsz Niepodległości planowałem wybrać się już rok wcześniej, ale niestety uniemożliwiły mi to sprawy rodzinne. W tym roku jednak postanowiłem, że cokolwiek by się działo – jadę! Mój dziadek walczył we wrześniu 1939 r. w obronie niepodległości Polski – dziś mogę świętować, że mamy swoją ojczyznę, wolną, niepodległą. Udział w marszu jest wyrazem pewnego świadectwa, które obecnie jest równie potrzebne, co przed 70 laty. Informacje o planowanej blokadzie i wyzywanie patriotów od faszystów wzbudziły moje oburzenie. Jadąc do Warszawy, nie miałem jednak zamiaru angażować się w jakiekolwiek konfrontacje siłowe. Mam rodzinę – żonę i dzieci – i za dużo do stracenia. Na pl. Konstytucji dotarłem nieco ponad pół godziny przed planowanym rozpoczęciem marszu. Od razu zaskoczyła mnie postawa
     

21%
pozostało do przeczytania: 79%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze