Filmowa klęska urodzaju

KINO \ „Kamerdyner”, pokazujący około 70 lat walki o równouprawnienie, przedstawia punkt widzenia czarnoskórych Amerykanów. I to z pewnością jego duży walor. Warsztatowo produkcja jednak kuleje. Twórcy chcieli niestety pokazać zbyt wiele. I zafundowali widzom za dużo grzybów w tym filmowym barszczu. Cecil Gaines (nagrodzony Oscarem Forest Whitaker) zostaje kamerdynerem w Białym Domu i służy aż ośmiu prezydentom USA. W ich prezydenturze wyeksponowany jest tylko jeden wątek – podejścia do równouprawnienia białych i czarnych. Fani najnowszej historii Ameryki mogą więc wyjść z kina zawiedzeni. Poznajemy też bliżej rodzinę Cecila i kłopoty wychowawcze z dorastającymi synami, którzy zaczynają angażować się w politykę. Spośród tak wielu wątków w filmie trudno wyłuskać najważniejszy i przeżywać
     

60%
pozostało do przeczytania: 40%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze