Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Zapomnieć o oddechu

Dodano: 10/04/2014 - Numer 785 - 10.04.2014
Dziś mija 10. rocznica śmierci Jacka Kaczmarskiego, niezwykłego artysty, który był głosem pokolenia i bardem Solidarności. Był poetą, pieśniarzem, kompozytorem, pisał prozę. Jego „Mury” stały się hymnem największego pokojowego ruchu społecznego naszych czasów.Robert Tekieli Na rok przed wybuchem pierwszej Solidarności z Przemysławem Gintrowskim i Zbigniewem Łapińskim napisał program poetycki z „Murami” właśnie, z którym występował w całym kraju. Rok później otrzymał nagrodę dziennikarzy na festiwalu w Opolu, a w 1981 r. również został tam nagrodzony. Okres 16 miesięcy karnawału Solidarności to był jego czas. W stanie wojennym i przez całe lata 80. jego piosenki śpiewane były w podziemiu, w więzieniach, w czasie strajków, ale też na pielgrzymkach, obozach harcerskich czy na emigracji. Stały się symbolem i towarzyszyły naszej drodze do wolności i niepodległości. Jacek Kaczmarski wychowywał się w środowisku artystycznym, otrzymał klasyczne wykształcenie. Pod koniec lat 70. będąc już pieśniarzem popularnym w kręgach opozycyjnych, jak sam wspominał, tkwił okrakiem na barykadzie. Ożenił się z córką partyjnego dygnitarza. Stan wojenny zastał go poza krajem, pozostał na emigracji. Przez lata 80. koncertował, podróżował po świecie, imprezował. Rozpadło się jego małżeństwo. Popadł w alkoholizm. Kiedy wrócił w 1990 r. do Polski, od pierwszego koncertu zapełniał największe hale w kraju. Po kilku latach została przy nim wierna i dość liczna publiczność, tak że był w stanie utrzymać się z grania. Jednak nie potrafił odnaleźć się w III RP. Wyjechał do Australii, rozwiódł się z drugą żoną. W wywiadach zawsze szczerze mówił zarówno o swoim rozpustnym życiu i kobietach, jak i o chorobie. Gdy zachorował na raka, w Polsce organizowano koncerty i akcje charytatywne, z których dochody przeznaczono na jego leczenie. Wielu Polaków zwyczajnie go kochało. Był niezrozumiany. Śpiewający „Mury” zapominali o ostatniej zwrotce, w której mówił o samotności artysty wiodącego lud do walki o wolność. Jako artysta trafił na dziwne czasy. Nie mógł się w nich odnaleźć, ale zostawił po sobie imponujące dzieło. 656 wierszy, 62 płyty CD i 5 płyt DVD. Do dziś wychodzą kolejne wydawnictwa z jego twórczością. Są też cykliczne festiwale jej poświęcone. Pisał gęsto, powoływał do życia wspaniałe obrazy. Wywoływał wzruszenie, gniew, łzy i pragnienie wolności. Był autentycznym i charyzmatycznym twórcą. Starszy o parę lat ode mnie, był głosem również mojego pokolenia. Żyliśmy „Murami” w latach 80. Widzieliśmy się w roli miłujących wolność młodych wilków, o których tak przejmująco śpiewał. Jednak Jacek Kaczmarski to nie tylko „Mury” czy „Obława”. Najgłębiej w moje serce trafiła pieśń o człowieku, który prawdziwą wolność znalazł dopiero w samobójstwie. Jacek Kaczmarski nie potrafił znaleźć ukojenia dla swojego szerokiego i gorącego serca. Bo prawdziwe ukojenie znaleźć można tylko w Bogu.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze