Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Chleb z miodem

Dodano: 30/05/2014 - Numer 825 - 30.05.2014
Nad bramą, w której wystawiony jest starodawny wóz strażacki, wisi tabliczka. A na niej otoczony zielonym wieńcem laurowym napis: „Bogu na chwałę, Bliźniemu na pomoc”. Czy widział kto coś podobnego na dachach dzisiejszych remiz strażackich? W piekarni było ich dwóch. Starszy, właściciel Bartłomiej, mistrz wypieków. I młodszy, czeladnik pomagający Bartłomiejowi w pracy. Temu drugiemu na sławie nie zależało. Raczej na uczciwej pracy i zadowoleniu klientów. I jeszcze na czymś. A właściwie na kimś. Na pięknej córce, jedynaczce swojego mistrza. Powiadają, że ilekroć ta pojawiała się w piekarni, tylekroć młody czeladnik zapominał o Bożym świecie. Niestety, jak to w wyższych sferach bywa, Bartłomiej już upatrzył sobie męża dla ukochanej córki. Miał nim być o wiele od niej starszy, bogaty szlachcic. Podczas gdy ten obsypywał umiłowaną biżuterią ze szczerego złota, jedyne, co mógł jej ofiarować młody czeladnik, to słodkie ciastko i polne kwiatki. Dni mijały i do ożenku było coraz bliżej. Pewnego dnia, gdy chłopak zrywał dla panny niezapominajki nad brzegiem strumyka, zobaczył tonącą w nim pszczołę. A że dobre miał serce, bezzwłocznie uratował biedne stworzenie. Gdy tylko owad osuszył skrzydełka, odezwał się do piekarczyka tymi słowami: – Miły mój. W podzięce za ratunek wyjawię ci sekret. Dodaj jutro do wygniatanego ciasta nieco miodu słodkiego, a zobaczysz, co nastąpi. Skołowany nieco czeladnik pobiegł w te pędy do piekarni. Gdy spóźniony wpadał, usłyszał wieść o rychłej wizycie w Toruniu samego króla, którego orszak zamówił dla siebie tysiąc ciastek. Młody chłopak czym prędzej zabrał się więc do pracy. Pamiętał jednak o radzie uratowanej pszczoły. W tajemnicy przed Bartłomiejem każdy z wypieków traktował dodatkowo słodkim miodem. Gdy król posmakował ciastka, wprost oniemiał. Przywołał prędko swojego namiestnika i nakazał mu przygotowanie stosownego dokumentu. A miało w nim stać jasno, że od tej pory „miasto Toruń zyskuje przywilej, aby po wsze czasy mieszkańcy mieli prawo wypiekania pierników miodowych i wysyłania ich do innych miast”. Wieść prędko rozniosła się po całym Toruniu. Dotarła także do Bartłomieja. Dowiedziawszy się o tajemnej recepturze, jaką zastosował młody czeladnik, nieco łaskawiej spojrzał na chłopaka. A z czasem i na ożenek z nim jego jedynej córki. Co zresztą już wkrótce nastąpiło. Toruńska legenda podaje, że działo się to w roku1557. Dodawać, że po hucznym weselu młodzi żyli długo i szczęśliwie, chyba już nie muszę… Ale to, że prawdopodobnie zamieszkali w jednej z takich chat, jakie w tej chwili oglądam, już tak. Jasne deski ścian. Dach ze strzechy. Zagrody okalające bujne w kwiaty ogrody. I ten samotnie stojący żuraw. Być może to właśnie przy nim młoda żona czerpała wodę dla ukochanego czeladnika. A on? Pewnie przenosił kolejną zaprawę do ciasta w wielkim wiklinowym koszu, jakich tu pełno. A może akurat we dwoje modlili się przed niewielką kapliczką Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus, która na drewnianym słupie stoi pośrodku jednego z tutejszych ogrodów? Staropolskie legendy, jak ta wspomniana, pięknie brzmią, gdy czyta się je, spacerując po miejscach takich, jak to tutaj. Toruński Skansen. Muzeum Etnograficzne im. Marii Znamierowskiej-Prüfferowej ulokowane w samym centrum nowoczesnego miasta. Azyl dawności. Warto tu wstąpić, by choćby na chwilę przenieść się duchem do tamtych czasów. Czasów wsi spokojnej, wsi wesołej. Nad bramą, w której wystawiony jest starodawny wóz strażacki, wisi tabliczka. A na niej otoczony zielonym wieńcem laurowym napis: „Bogu na chwałę, Bliźniemu na pomoc”. Czy widział kto coś podobnego na dachach dzisiejszych remiz strażackich? Kawałek dalej warsztat kowala. Wchodząc, można odnieść wrażenie, że jego właściciel tylko na chwilę opuścił swoje miejsce pracy i zaraz niechybnie tutaj wróci. Wszystko bowiem gotowe jest do pracy. Narzędzia powystawiane, imadła pozaciskane. Wszystko pod ręką. Atmosfera rzemieślniczego wiru pracy. Zajrzyjmy do chaty mieszkalnej. Nad przykrytym grubą białą pierzyną łóżkiem drewniany krzyż. I dwa obrazy. Takie, jakie pamiętam z dziecięcych odwiedzin polskiej wsi. Po lewej młody Pan Jezus. Po prawej już dorosły. Obok ususzone polne bukiety. Polska tradycyjna wieś. Najlepsza z najlepszych. Stefan Czerniecki tekst i zdjęcia
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze