Wsparcie dla mediów Strefy Wolnego Słowa jest niezmiernie ważne! Razem ratujmy niezależne media! Wspieram TERAZ » x

Oswajanie śmierci

Dodano: 10/06/2014 - Numer 834 - 10.06.2014
Film „Gwiazd naszych wina” jest poruszającą opowieścią o umieraniu. A najbardziej porusza to, że film o śmierci staje się filmem o życiu… Hazel to osiemnastolatka, która cierpi na raka płuc. Zamyka się przed światem. Mówi, że jest jak granat, który kiedyś wybuchnie, a jej celem jest, by jak najmniej osób znalazło się w polu rażenia. Ma tylko jednego nieodłącznego towarzysza. Aparat, który podaje jej tlen. Wszystko się zmienia, gdy za namową rodziców trafia do grupy wsparcia i tam poznaje zabawnego chłopaka o imieniu Gus. Choć dziewczyna robi wszystko, by się w nim nie zakochać, to i w jej wypadku okaże się, że serce nie sługa… I tak oto widz wprowadzony jest w opowieść o cenie miłości i o tym, jak bezcenna jest każda chwila życia. Obserwuje też niewyobrażalny dramat rodziców. „Gorsze od umierania na raka jest patrzenie, jak twoje dziecko umiera na raka” – to słowa naszej bohaterki, która czekając na swoją śmierć, buntuje się przeciwko widokowi zatroskanych rodziców. Zrozumie ich dopiero wtedy, gdy sama odda swoje serce śmiertelnie choremu chłopcu. Fabuła filmu ma tę podstawową zaletę, że zawiera ważną prawdę o oswajaniu śmierci. To, co w naszej kulturze jeszcze pół wieku temu było naturalne (gdy przy otwartej trumnie modliły się w domach całe rodziny), dziś przez naszą kulturę jest z całą mocą wypierane. Myślenie tu i teraz pozwala przecież na triumfy konsumpcjonizmu. W filmie „Gwiazd naszych wina” to oswajanie myśli o śmierci osiąga swoje apogeum, gdy umierający chłopak prosi swoich przyjaciół, by za życia powiedzieli mu to, co jako jego najbliżsi przyjaciele zamierzają powiedzieć na jego pogrzebie. Każdy inny kolega czy koleżanka nie zgodziłby się na to „przedstawienie”. Ale znajomi, którzy nieraz otarli się o śmierć, doskonale rozumieją pragnienie chłopaka. Dobrze, że oszczędzono widzowi widoków cierpień ludzi umierających, że nie odarto tu śmierci z jej intymności. Niestety pojawia się sugestia, że szukanie wsparcia w Jezusie Chrystusie jest zbyt abstrakcyjne, by mogło przynieść efekty. Że cenniejszy jest czas poszukiwania miejsca w sercu kogoś, kto namacalnie jest obok nas, a nie w sercu odległego Chrystusa. Kolejne jednak dylematy, które szarpią sumieniami czekających na śmierć ludzi, pozwalają ostatecznie stwierdzić, że nie należy filmu klasyfikować jako antychrześcijańskiego. Najlepiej świadczy o tym stwierdzenie naszych bohaterów, że rak to tylko choroba, która przemknęła jedynie przez fragment ich życia.
     

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów gpcodziennie.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gpcodziennie.pl

W tym numerze